#qo2fV
Ku mojemu zdziwieniu dwóch "kolesi" bez najmniejszego zawahania ruszyło mu z pomocą, "zaparkowali go" obok siebie i wrócili do wcześniejszej rozmowy. Tramwaj odjechał. Cały czas zerkałam na tego chłopaka, na jego twarzy pojawiło się szczęście.
W pewnym momencie, kilka przystanków dalej, chłopak nagle patrząc w górę, poklepał "kolesia" po nodze, na wysokości swojej twarzy mówiąc:
- Zaraz wysiadam, pomożecie mi?
- Jasna sprawa - odpowiedzieli.
Tramwaj się zatrzymał, "kolesie" złapali wózek z dwóch stron, pomogli mu wydostać się na zewnątrz i zobaczyli coś niesamowitego - ten bezcenny, znaczący wszystko uśmiech na jego twarzy...
Jak niewiele trzeba, aby stał się cud.
Pomoc drugiemu człowiekowi to nie cud, to normalność której często brakuje. Uśmiech szczęścia to też nie cud, tylko reakcja na coś dobrego co nas spotkało i co umiemy docenić. Cudem byłoby gdyby chłopak wstał i zaczął chodzić.
No, trochę przykro, że zwykła życzliwość jest uznawana za cud, bo to znaczy, że za rzadko się zdarza
Dragomir dokładnie.
Ja się jeszcze nie spotkałam z taką sytuacją, żeby ktoś nie pomógł człowiekowi na wózku z wsiadaniem czy wysiadaniem. Zawsze pomaga albo kierowca, bo musi i tak wysunąć tę platformę, albo ludzie z przystanku. Ja sama kiedyś wzięłam od pani torbę, kiedy wsiadała do autobusu, żeby było jej łatwiej. Myślę, że to często spotykane, i nie jest to żaden cud.
Nie porównujmy zwykłych ludzkich odruchów do cudu.
Owszem, miła sytuacja, zawsze podobne historie sprawiają, że robi się cieplej na sercu ale nie jest to coś niespotykanego, tym bardziej nie jest cudem.
Buzię widzę w tym tęczu!
A coz tu ostatnio tyle cukierkowych wyznan.
.
"dawno temu" mówi wszystko