#qhcB9

Miałem rozprawę w sądzie za pobicie i "brutalne zakatowanie" psa...

Jestem typem człowieka, który z domu wychodzi tylko do pracy i sklepu. Na osiedlu, ba, na klatce schodowej, ludzie nie mają pojęcia, że istnieję i funkcjonuję między nimi. Taki typ odludka i samotnika. Mam bardzo głęboką depresję i stany lękowe i dwie próby samobójcze na koncie, a moja samoocena jest jakieś 20 m pod mułem na dnie. To ważne dla tego wyznania.

Około dwóch tygodni przed zdarzeniem do mieszkania obok mnie wprowadziła się młoda para, z bardzo agresywnym pitbullem. Pies nienawidził wszystkiego, co się rusza i darł mordę non stop, nawet kilka razy była wzywana policja, ale nic to nie dało. Pewnego dnia, gdy szedłem do sklepu, usłyszałem pisk dziecka i krzyki. Gdy podbiegłem, zobaczyłem psa sąsiadów, który trzymany na smyczy w pysku miał zaciśniętą nogę tego dzieciaka. I w tym momencie właśnie zaczyna się cała akcja, ja niewiele myśląc i nie mając szacunku dla swojego zdrowia i życia, rzuciłem się na psa, żeby ratować dziecko (silny cios w gardło {zmiażdżona tchawica} i cios w łeb {utrata przytomności} - pies zdechł na miejscu), po tym rzucił się na mnie właściciel psa, w samoobronie złamałem mu szczękę, tylko jednym ciosem niestety.

Potem wszystko poszło z górki, policja, pogotowie spisanie zeznań i ja na dołek. Na rozprawie oczywiście się do wszystkiego przyznałem, jednak nie zostałem skazany, bo zeznawali także naoczni świadkowie tego zdarzenia, moi sąsiedzi z bloku, którzy nawet nie wiedzieli, że ja istnieję, opisali to, że ten pies zawsze był agresywny, a właściciel nic z tym nie robił, a czasem nawet go jeszcze bardziej złościł.

Więc skończyło się na tym, że właściciel psa dostał mandat (wysoki, i to bardzo), miał zapłacić za leczenie dziecka (połamane kości w stopie i coś jeszcze) oraz koszty rozprawy, a ja wróciłem do domu jako wolny człowiek.

Czasem tylko słyszę, że sąsiedzi wspominają o tym, co dziecko przed psem uratował :)
peniswrowiu Odpowiedz

To teraz mam nadziej, że samoocena Ci podskoczy co najmniej gdzieś na poziom morza. Bez zastanowienia ryzykować swoje życie (nawet, jeśli się go nie chce) dla czyjegoś dobra... Podziwiam Cię i szanuję.

Nortlov

Niechce chce sie zachowywać nie miło, ale ty wiesz że poziom morza to zero?

MikiAm

@Nortlov Autor miał ją jakieś 20 metrów pod poziomem morza, więc nawet jeśli poziom morza to 0 to i tak to już jakaś poprawa

TwinpeaksReturn Odpowiedz

Na początku wyznania byłem pewien, że zostałeś skazany za atak na psa. Dobrze, że sprawiedliość jest po Twojej stronie.

mordimer0madderdin Odpowiedz

Mnie raz zaatakował mały pies, kundel taki wielkości chihuahua, szłam w nocy chodnikiem, a on wyskoczył z jakiejś bramy, ujadając, skoczył i wbił mi się zębami w łydkę. Kopnęłam go tak, że przeleciał na drugą stronę ulicy, ale wstał i dalej ujadał. Jak wróciłam do domu, to okazało się, że mam tak głęboką ranę, że musieli mi ją szyć, dostałam wtedy też zastrzyki przeciw wściekliźnie. Ja bardziej boję się właśnie takich małych psów, bo są najgłośniejsze i wiecznie złe.

IrisvonEverec

To też fakt z tymi małymi psami. Zupełnie, jakby tą swoją "kurduplowatość" próbowały nadrobić wrednym charakterem. 😒 Między innymi dlatego w domu wolę jednak mieć dużego psa, bo przeważnie łatwiej je tresować i mają najczęściej milsze usposobienie od tych małych skurczybyków. 😄

Adriana95

Ta brawura i agresywność małych piesków wynika często z tego, że mają wyższe stężenie hormonów w stosunku do masy ciała, bo produkują go tyle co większe psy. Oczywiście, na drodze selekcji mamy mniej lub bardziej spokojne rasy i nie każdy mały piesek zachowuje się jak upierdliwy kurdupel, ale mimo wszystko hormony to jest główna przyczyna.

Sauika

@Adriana95 Wydaje mi się, że wieksza role tutaj oddzialowuje wychowanie takiego małego gówienka na łapach. Dużo ludzi kupuje male psy bo sa słodkie i urocze.
Pies nie socjalizowany z obcymi ludzmi I psami bedzie uwazal ze wszystko co obce to zło. Dodatkowo właściciele takich psow podnosi małe psy na ręce co upewnia je w fakcie ze reagowanie agresja na rzeczy obce, jest dobre i moze tak robić, dodatkowo na rekach właściciela jest bezpieczny i nic mu nie grozi.

crist

Mamy małego psiaka. Nasz jest taki, że poniuchać jak najbardziej, ale do głaskania to ucieka. Na spacerze na smyczy. Parę domów dalej mają małego czarnego psa (nie pamiętam nazwy rasy, ale podobny do tego małego co chował kości z "Zakochany kundel") Brama u nich otwarta - mechanika samochodowa. Jak go wypuszczą na potrzeby i naszą widzi na spacerze to normalnie do szału dostaje i chce ją pogryźć, a właściciele mają wyjechane na to, bo parę razy widzieli jak biegnie do nas.

Sauika

@Crist w takim wypadku pozostaje powiadomienie Straży Miejskiej. Walka z takimi sąsiadami to katorga. Wiem ponieważ jestem posiadaczka Cane Corso który nie bardzo toleruje inne psy a sąsiadka z naprzeciwka za każdym razem gdy nas widzi puszcza swojego psa aby się "przywitały".

nielocik

@Sauika
Cane Corso <3 Pamiętam, że koleżanka kiedyś takiego miała. Za szczeniaka to to było małe słodkie cudo, potem wyrosła piękna wielka bestia :D Bardzo spokojny i opanowany :)

Sauika

@Nielocik Mój jest z odzysku i jestem jego trzecim właścicielem. Poprzedni właściciele nie bardzo przejmowali się wychowaniem mojego potworka dlatego nie potrafi sie odnaleźć w towarzystwie innych psów. Ale robimy ogromne postępy. Wczoraj pierwszy raz wszedł na wybieg bez kagańca ❤

IrisvonEverec Odpowiedz

Szczerze podziwiam. Na szczęście nie byłam świadkiem takiej sytuacji, jednak mój pies pewnego razu na spacerze został napadnięty przez dwa po*ierdolone skurczybyki, które wyszły ze swojego podwórka przez otwartą bramę. Właściciel dopiero po chwili wybiegł, coś tam krzyczał, ale bez najmniejszego skutku. Wszystkie psy wielkie (mój owczarek niemiecki, tamte podobnej wielkości, rasy nie znam, ale źle im z oczu zawsze patrzyło i ogólnie góry mięśni) Szczęśliwie jestem posiadaczką glanów, a wtedy (parę ładnych lat temu) nosiłam je bardzo często. Gdy jeden z tych skurczybyków szarpał moją sunię za skórę na karku, ja niewiele myśląc kopnęłam go z całej siły w bok (dla obrońców zwierząt: podeszwą, nie noskiem; bardzo dosadnie go "odepchnęłam"). Pies momentalnie się skulił i zwiał, drugi chwilę potem, gdy mąż poszedł moimi śladami i też go kopnął z impetem. Właściciel nas jeszcze zwyzywał... Do teraz mam lekkiego stracha idąc tamtędy (muszę tą drogą iść, jeśli chcę pójść do rodziców) z dzieckiem w wózku i przeróżne scenariusze mam w głowie. Nadal nie wiem, jak walczyć w razie ataku dużego psa. Na internecie piszą tylko o tym, że "są kochane, ale czasem gryzą", a o samoobronie, by "paść na ziemię i chronić wrażliwe miejsca (kark, brzuch, uszy itd.)". Ani słowa o tym, jak ma na przykład reagować matka z dzieckiem, a słyszałam sporo historii tego typu. Ma ktoś jakiś pomysł? Kocham zwierzęta, jednak bardziej od obcego psa kocham własne dziecko, a ponadto sama lubię żyć tak, jak żyję, a nie np. bez dłoni. 😕

PS. Nasza psina wyszła z tego cało, tylko z kilkoma niewielkimi ranami. Zawiadomiliśmy policję: facet dostał upomnienie.

IrisvonEverec

Na szczęście to, w naszym przypadku, był jedyny raz, kiedy coś się stało. Kolega mojego taty też mi mówił, że na jego psa "wyskoczyły" (oczywiście też przez otwartą bramę) i też zgłosił sprawę na policję, ale nie wiem dokładnie, jak to się skończyło. Jeszcze przed naszym przypadkiem widywałam je na wolności czasem, jednak na ludzi (dzięki Bogu!) się nie rzucały. Teraz już od dawna nie słyszałam/nie widziałam, by biegały luzem. Może po drugim zgłoszeniu dostał solidny mandat? Nie wiem. W każdym razie masz rację i to niezależnie od rasy/wielkości: takie zachowanie należy piętnować! Nawet taki mały "obszczymur" może okazać się bardzo groźny, kiedy dorwie jakiegoś dzieciaka... 😕

Inna sprawa: jak miałam tak z 16 lat, to rozwoziłam gazetki reklamowe w naszej dzielnicy. Stanowcza większość to domki jednorodzinne (takie typowe przedmieście), więc i kontaktu z psami nie brakowało. Pewnego razu idę sobie, prowadząc rower z tymi nieszczęsnymi gazetkami (był dość ciężki od tego "towaru"), a tu przez otwartą bramę wychodzi mi pitbull na powitanie. Na szczęście był z tych spokojnych, "normalnych" i nic się nie stało, ale co nasrałam w gacie, wspominając całe życie ze strachu to moje. 😨 Prawda jest taka: pies to nie zabawka. Choćby nie wiem jak miły dla właściciela może się okazać wredny dla przypadkowych obcych (pomijam już debili drażniących psy przez płot, bo sama takich miewam, ale to ich problem/ich rodziców, bo wśród nich i dzieci nie brakuje). Ponadto: pies w (nie)odpowiednich rękach może stać się istną maszyną do zabijania, stąd wolę też nie sprawdzać możliwości biegających luzem "Burków" i jednak oglądać je zza płotu. 😕

ZdegustowanaRyba

Ja stosuję jedno z (moim zdaniem) najprostszych zabezpieczeń - gaz pieprzowy. W internecie można łatwo znaleźć tanią, małą i poręczną puszkę. Wychodząc z domu wystarczy wpakować ją do kieszeni lub gdzieś, gdzie łatwo będzie po nią sięgnąć.

IrisvonEverec

@ZdegustowanaRyba: Kocham Twój nick. 😄 A wracając do sprawy: o tym w sumie nie pomyślałam, a przecież psa też to zaboli... Niby takie oczywiste, a jednak nie wpadłabym na to. 😀 No i wieczorową porą też się może przydać. Dzięki. 😊 Tylko jest problem: nie ma jakichś przepisów dotyczących używania gazu pieprzowego? Wydaje mi się, że gdzieś kiedyś słyszałam, że poszkodowany (tj. napastnik) może nawet pozwać swoją niedoszłą ofiarę za uszczerbek na zdrowiu, czy coś. 😕 Głowy nie dam, że tak jest, może ktoś obeznany w temacie rozwieje wątpliwości? ☺

FishMuni

IrisvonEverec w Polsce gaz pieprzowy jest w zupełności legalny (ale uważaj za granicą, bo w niektórych krajach by go posiadać należy mieć pozwolenie na broń, a w innych jest on po prostu nielegalny). W samoobronie i tylko w samoobronie możesz go używać (z gazem jest tak jak np. z nożem też nie możesz bezpodstawnie go użyć). Są też specjalne gazy na zwierzęta. Psy mają delikatniejsze oczy i psiknięcie psa normalnym gazem może wywołać u niego ślepotę, utratę węchu itp.

IrisvonEverec

@FishMuni: Ok, wielkie dzięki. Muszę teraz przeszukać internety. 😀

charade

Żeby pies, który zacisnął szczęki puścił, trzeba albo wsadzić mu palce do oczu, albo ścisnąć za jajka. Pamiętam taką radę.

IrisvonEverec

@charade: Też słyszałam, że jeśli to możliwe można wcisnąć mu rękę do gardła. Odruch wymiotny i te sprawy, albo nawet go tak przydusić, jednak ta opcja kompletnie odpada, gdy dobrze już zacisnął paszczę np. z ręką w poprzek. No i większe rany przy tym procederze też nie uniknione. Na pewno bardziej możliwe do zrobienia przy ataku psa w typie "kąsającym", jak np. owczarek niemiecki, ale bez najmniejszych szans przy np. pitbullu. Ten, jak złapie, to nie ma przebacz. 😕

OgorkiWkarmelu Odpowiedz

Możesz być z siebie dumny, mam nadzieję że Twoja samoocena się podniosła. Naprawdę MAŁO KTO porwałby się na taką odwagę! Jesteś naprawdę wyjątkowy, niezależnie co mówią inni. W moich oczach jesteś prawdziwym bohaterem, w oczach sąsiadów również. Gdybyś nie zareagował ta dziewczynka mogłaby stracić życie, wiele Ci zawdzięcza. Wielu osobom tą reakcją poprawiłeś dzień. Swoją drogą świetne Wyznanie, trzymaj się!

XX2411 Odpowiedz

Nie rozumiem, czemu trafiłeś na dołek? Pies zaatakował dziecko, a właściciel nic z tym nie zrobił. Jak sam mówisz, byli też świadkowie, którzy potwierdzili Twoją wersję.

SakuraJDM

Możliwe że od razu powiedział, że zaatakował psa, a zanim świadkowie powiedzieli jak było naprawdę to go zatrzymali :P

Kezia Odpowiedz

szkoda psa , że trafił na takiego właściciela

tramwajowe Odpowiedz

Złapać psa za tylne łapy - to sposób na unieruchomienie i uspokojenie.
Pisałem to już i będę pisał, niech choćby jednej osobie kiedyś to pomoże

MlodyNaRolkach

Jaką jest szansa że puści noge dziecka? Jaką jest szansa że cię w rękę taki nie chapnie jak będziesz próbować go złapać?

ZonaBrendonaUrie Odpowiedz

Mi to szkoda jest psa, bo pittbulle to serio cudowne pieski sa, tylko trzeba umiec je wychowac, bo inaczej tak to sie wlasnie konczy 🙄 nie rozumiem jak glupim trzeba byc aby kupic takiego psa tylko po to aby wychowac go na potwora, ughh.

Suneku

Właśnie przez takich ludzi, te psy mają złą reputację.

Oromi Odpowiedz

Mój Ty bohaterze 😍 <3

Zobacz więcej komentarzy (22)
Dodaj anonimowe wyznanie