#qfB9v
Zaczęło się zupełnie zwyczajnie, wprowadziła się do mieszkania vis a vis mojego. O czym nawet nie wiedziałem, bo poza uczelnią raczej nie wychodzę z bloku i nie czułem potrzeby kontaktu z sąsiadami.
Pewnej niedzieli usłyszałem dzwonek. Po otwarciu ujrzałem ją. Dosłownie najpiękniejszą kobietę, jaką widziałem w życiu. Chodzący ideał złożony ze wszystkich cech wyglądu, które najbardziej lubię.
Jak już się otrząsnąłem z szoku i wróciłem do rzeczywistości, okazało się, że chciała pożyczyć cukier, bo piekła ciasto, a sklepy zamknięte. Przy wyjmowaniu paczki cukru z szafy tak mi się ręce trzęsły, że zbiłem dwa talerze, co na pewno musiała słyszeć. Wręczając cukier coś tam bezładnie wydukałem i poszedłem użalać się nad sobą i swoją nieumiejętnością zachowywania się jak człowiek.
Jakie było moje zdziwienie, kiedy jakiś czas później ponownie usłyszałem dzwonek i zostałem zaproszony na owo ciasto.
Wtedy też poznałem jej sześcioletniego syna i dowiedziałem się, że wbrew swojej powierzchowności, ona wcale nie jest w moim wieku.
W trakcie rozmowy okazało się, że przy okazji nieziemskiej urody jest też inteligentną, wspaniałą i ciepłą osobą. Naprawdę rozmawiało nam się świetnie, jakby różnica wieku nie istniała.
Później wszystko rozwinęło się pozornie normalnie. Ot, kilka razy w miesiącu spotykaliśmy się na zwyczajne sąsiedzkie pogawędki. Poznawaliśmy się coraz lepiej, ona opowiadała o sobie, ja o sobie. Okazało się, że mamy podobny gust, podobne poglądy na wiele kwestii.
I przez cały ten czas umierałem w środku wiedząc, że nigdy nie spojrzy na mnie tak jak ja na nią. Jednocześnie bałem się jakkolwiek wyrazić swoje uczucia, nie chcąc zepsuć naszej przyjaźni.
Nigdy zresztą nie dała najmniejszego sygnału, że jakikolwiek inny rozwój sytuacji jest możliwy.
Męczę się okropnie, udając, że taki stan rzeczy jest dla mnie idealny, ale jednocześnie nie potrafię z tego zrezygnować, bo spotkania z nią są dla mnie najmilszą rzeczą pod słońcem, kiedy mogę z nią rozmawiać, przebywać. Ale brak możliwości, żeby się przytulić, wtulić we włosy i powiedzieć, że ją kocham jest okropny i odbierający całą chęć życia.
Morału nie będzie, bo i jaki miałby być.
Czy 10 lat to aż tak dużo? :)
Jeśli ma partnera, którego kocha i chce z nim być to 10 lat to lata świetlne.
19-letni chłopak i 29- letnia kobieta... To dużo, są na innych etapach życiowych. Chłopak się po prostu zakochał.
Italiano - w sumie to zależy, czego chcą od życia i jak je planują. Koleżanka w wieku 20 lat pracowała, studiowała zaocznie, wyszła za mąż i zaraz potem urodziła dziecko. A wiele osób w tym wieku studiuje dziennie, mieszka u rodziców, nie pracuje i jeszcze żyje tak jak w liceum.
Pomiędzy moimi pradziadkami było 14 lat różnicy. W dzisiejszych czasach 10 lat, to moim zdaniem nie jest jakiś większy problem, tylko tak jak ktoś wyżej napisał, niech wybada teren, by rozwiać jakiekolwiek dodatkowe wątpliwości. :P
Czujesz się za młody, bo zostałeś wychowany w takiej kulturze. Ja jak wyjechałam do Niemiec to też na początku byłam zdziwiona, że 30-letni face i traktują mnie jak równa sobie. A dla nich zwiazki z dużą różnią wieku są normalne i około roku mi zajęło przystosowanie się do tego. Przestań myśleć o tym, że jesteś za młody. Ważne jest tylko to, czy ona jest wolna i gotowa na związek
Ona wie doskonale o tym że na nią lecisz. Przecież jest kobietą. Możesz się odważyć i jej powiedzieć. Jeśli nie będzie zainteresowana to kompletnie nic w waszych relacjach się nie zmieni. Ale jeśli będzie zainteresowana to 1000 razy będziesz sam sobie dziękował że jej to powiedziałeś. Myślę że ona czeka na sygnał żeby wiedzieć że nie jesteś ostatnią sierotą.
Stary, gdybyś powiedział jej, że ja kochasz to byłby koniec, kaplica. Wiesz czemu? Wcale nie dlatego, że nie masz u niej szans, może masz, nie wiem. Bo te słowa to jest jednocześnie pewna deklaracja, a nie możemy deklarować czegoś nie będąc z kimś nawet w związku. To, co przeżywasz to zakochanie. I zaufaj mi, ta laska na pewnie myśli tak o tym, bo jest dojrzała. Pisze swoje punkt widzenia, bo dobrze Ci życzę. Przemyśl to sobie.
Ty się dowiedziałes że nie jest w twoim wieku ale czy ona też? Bo 19latek zwłaszcza nie ogolony może wyglądać na znacznie starszego. Po drugie - musisz uważać bo poza tym zże jest miła może mieć w tym interes. Na przykład żebyś przez tydzien zaopiekował się dzieckiem jak ona pojedzie na wczasy z konkubentem.
Widzisz, sprawa rozwiązała się sama.
JESTEŚ BEZNADZIEJNIE ZAKOCHANY.
Kobieta jeśli jest samotną matką, ma inne priorytety niż chłopak w Twoim wieku. Wspólne tematy, zainteresowania i poglądy - ok, ale nic z tego nie będzie. Ona musi zadbać o dziecko, o jego komfort, a związek z Tobą nie da komfortu ani stabilizacji. Przykre, ale prawdziwe.
Następnym razem zaproponuj jej wspólne obejrzenie filmu American Pie w Twoim mieszkaniu. Gdy przyjdzie wiadoma scena z matką Stiflera, powiedz na głos, że to Twoja ulubiona scena i że marzy ci się coś takiego. Jeśli po tym wszystkim nie uzna Cię za świnię i nie wyjdzie z mieszkania, to jest spora szansa, że jest tak samo niedojrzałą osobą jak Ty i wkrótce zostaniecie parą.
Ale nie jesteś prawiczkiem?
Problem tutaj polega na tym, że najpierw sam musisz zdecydować czego chcesz i czy jest to gra warta świeczki, a później ewentualnie działać. Mój mąż ma w pracy kolegę, który ma 25 lat i od 7 lat jest w związku z koleżanką swojej matki. Jej syn jest od niego młodszy o 2 lata i żyje im się całkiem nieźle, chociaż początki były dość ciężkie. Znów inny kolega związał się z babką z dwójką dzieci jak jeszcze studiował, jest między nimi 7 lat różnicy. Teraz są już 7 lat po ślubie i doczekali się córki wspólnie, więc wniosek jest taki, że wszystko jest możliwe, tylko musisz wiedzieć czego chcesz :)
Jeśli nie ma męża to w czym problem? Trochę odwagi. 10 lat to nie 30 nie ma różnicy pokoleniowej. Zresztą czasami i przy różnicy 20-30 lat ludzie są szczęśliwi.
Oj nie, na samotną matkę nigdy nie leć. Źle na tym wyjdziesz.
A jeśli jest zajęta, to jeszcze gorzej.
i ty się dziwisz ze nikt ciebie nie chce 🤦♀️
Wychowywanie cudzego dziecka to szczyt cuckizmu.
Geddy - jak czytam czasem twoje komentarze to nawet nie życzę Ci, żebyś znalazł kobietę. Ty nie chcesz wychowywać cudzych dzieci i okej. Masz do tego prawo. Tak samo jak innej osobie może to nie przeszkadzać. Szwagier wychował dwójkę cudzych dzieci i się nie skarży. Swoich nie ma, chociaż mógł mieć. Widać tak mu pasowało.