#qPQWC
Na początku roku została zorganizowana wycieczka integracyjna, do pobliskiej miejscowości na dwa dni. Wszyscy podekscytowani, zbiórka rano na dworcu. Jechał z nami wychowawca oraz pani pedagog. Podczas czekania na peronie, nasz pan oddalił się trochę, ponieważ dwóch uczniów z klasy było jeszcze w toalecie. W tym momencie przyjechał nasz pociąg. Sprawnie zapakowaliśmy się do jednego z wagonów i w momencie odjazdu widzimy biegnącego wychowawcę z dwójką uczniów.
Tak, dopiero w tym momencie zauważyliśmy jego brak. Co gorsza, to nasz wychowawca posiadał wszystkie bilety PKP. Byliśmy zmuszeni wysiąść na następnej stacji. Czekaliśmy na niej ok. godziny, po czym przyjechał następny pociąg tym razem już z wychowawcą i dwoma uczniami.
Dalsza część trasy przebiegła spokojnie. Wysiedliśmy na docelowej stacji, przeliczenie osób i parę informacji. Opuszczaliśmy już stacje i kierowaliśmy się w kierunku ośrodka. Pan wychowawca, był szczęśliwy i dumny, że mimo trudności dotarliśmy na miejsce. Wydawałoby się, że wszystko skończyło się dobrze, ale po chwili spaceru mina naszego pana zrzedła i oznajmił nam...
...że zostawił plecak w pociągu.
Zakręcony człowiek :)
Ciekawi mnie czy aktualnie coś zmieniło się u waszego wychowawcy czy nadal taki zakręcony ;)
Este1 - Ja mam zdjęcie, tylko z taką różnicą, że to ja byłam przebrana za Mikołaja, a wychowawczyni siedziała na moich kolanach xD
Kurczę, tacy pozytywnie zakręceni ludzie są super, a Ty masz co opowiadać :D
Ja mam okropnego wychowawcę. Niby taki luzak-wesołek, ale na dłuższą metę ciężko z nim wytrzymać. Zwłaszcza, że ma gdzieś nasze zdanie i wszystko musi być po jego myśli :/ Tylu nauczycieli w szkole, a musiałam trafić akurat na niego... -.-'
A moja wychowawczyni to taki typ gwiazdeczki, faworyzuje chłopców, wręcz się do nich zaleca, a dziewczyn nienawidzi. Robi się na nastolatkę, a ma ponad 40 lat. Niby to nie jest dużo, ale dojrzałe kobiety powinny się inaczej zachowywać czy ubierać... Najsmieszniejsze jest to że dorabia sobie śpiewając takie typowo wiejskie disco polo na weselach ?
Tez w szkole sredniej mialam zakreconego wychowawce, byl chaotyczny, nic nie wiedzial i ogolnie bywalo smiesznie.
(Kto ma zdjecie na kolanach swojego wychowawcy w stroju mikolaja?)
Jednak to nie jest najgorszy typ wychowawcy. Bywaja gorsi.
Fajny nick. :D
Może sie stresowal, jego pierwsza taka wycieczka, paręnaście osób pod opieką...
A może poprostu jest zakręconym człowiekiem :"D
U mnie wychowywawczyni w podstawówce nawet wycieczek nie umiała zorganizować, a klasa mała bo wieś i 10 osób w klasie :/
W mojej podstawówce łącznie było 36 osób, najliczniejsza klasa 7 osób, najmniejsza 2 osoby :D Mieliśmy łączone lekcje, ja byłam w klasie II i III. Szkołę zlikwidowano, bo za mało uczniów:)
My kiedyś po kinie czekaliśmy na tramwaj, przyjechał, pani podniosła rękę i powiedziała "moja klasa za mną" wsiadł jeden cichy chłopak z naszej klasy i sobie sami pojechali bo nikt nie usłyszał xd na drugi dzień spaliła janka i udawała, że taka sytuacja nie miała miejsca xd
Mój brat miał jeszcze lepszego wychowawcę w technikum, bo był ćpunem (nauczyciel, nie brat). :D Ileż to ja o nim historii się nasłuchałam. :D Raz miał dyżur na przerwie po korytarzu, po której miał mieć godzinę wychowawczą ze swoimi uczniami. Dzwonek oznajmiający lekcję już dawno zadzwonił, korytarz już pusty, a ten dalej spaceruje po korytarzu. Brat i jego koledzy (profil teleinformatyczny) patrzą już na niego przez 10 min, aż w końcu któryś się zlitował i poszedł mu powiedzieć, że już przerwa się skończyła.
Raz też zadał im zadanie po czym przez 20 minut zawiesił nieprzytomnie wzrok na klasę. Potem się otrząsnął i po raz drugi robili zadanie wcześniejsze. Takie sytuacje to była u niego normalka. :D
trochę to smutne...
Może jestem dziwna, ale nie widzę w tym nic śmiesznego.
Nie powiedziałabym, że smutne, bo znam pełen zarys jego historii. ;) Ten nauczyciel bardzo często na godzinach wychowawczych opowiadał o sobie. Mówił między innymi, że wychowywał się w patologicznej rodzinie, na najgorszej ulicy w mieście. W młodości bardzo dużo ćpał, co odbiło się na jego zdrowiu (dlatego właśnie jest taki, kolokwialnie mówiąc, nieogarnięty), ale wyszedł na prostą, skończył studia i dziś pracuje w szkole. Zdaje on sobie sprawę, że się często zawiesza i ma do tego spory dystans. Nawet mama mówiła, że na wywiadówkach często coś gadał, zawieszał się, a potem ze śmiechem przepraszał. Więc wszyscy też podchodzili do jego specyficznego zachowania pobłażliwie. ;)
Ja w liceum brałam udział w czymś, co zostało szumnie nazwane wymianą międzynarodową i na miejsce trzeba było dolecieć samolotem. W drodze powrotnej przyjechaliśmy wszyscy na lotnisko, a po odprawie mieliśmy trochę czasu do odlotu, więc rozeszliśmy się po stoiskach. Wychowawczyni nas wtedy nie pilnowała i nie zaczęła pilnować, gdy można było już wchodzić do samolotu. Dopiero przed samym startem przeszła się po samolocie, żeby sprawdzić, czy wszyscy są. Nie mam pojęcia, co by zrobiła, gdyby okazało się, że kogoś brakuje ;)