#qBwnX
Na początku wszystko było w porządku, idziemy uśmiechnięte i zadowolone. W pewnym momencie odczułam chęć pójścia do toalety. Umówiłam się z mamą, że ja pójdę do toalety, a ona pływać i po skończonej sprawie do niej dojdę. Więc tak zrobiłyśmy.
Wchodząc do kabiny roześmiałam się i pomyślałam co by było gdybym się zatrzasnęła. Wykrakałam. Waliłam do drzwi 15 minut, krzyczałam, płakałam i nikt nie chciał mi pomóc, a było wokół sporo osób. W końcu przyszła moja rodzicielka i zawołała kogoś z obsługi, żeby mnie wyciągnąć. Wszyscy się ze mnie śmiali i stwierdzili "a to te drzwi, które ciągle się zacinają".
Skończyło się na tym, że spędziłam w toalecie 4 godziny, ponieważ mieszkam na zadupiu gdzie nie ma ślusarza.
Aż ślusarza trzeba? Wystarczy zdjąć drzwi z zawiasów.
Ile emocji przy korzystaniu z toalety. Śmiech do siebie na wejściu, płacz po kilku minutach. Rollercoaster uczuć.
To straszne, założę się że dyrektor basenu jest facetem. W innym przypadku te drzwi już wcześniej byłyby naprawione