#q1BE9
Wsiadam do samochodu, wypełnił wszystkie papierki, wyjechałam z placu. Przy wyjeździe z WORD'u dojeżdża się do głównej drogi, gdzie żeby wyjechać trzeba się bardzo natrudzić, a już zwłaszcza jak masz pięć kilo w gaciach i wizję 140 zł idących się przysłowiowo walić. Przede mną stały dwie "elki" z nauki jazdy i jeszcze jedna "elka" egzaminacyjna, a obok nas, na chodniku, trwały akurat jakieś prace i krzątało się tam kilku robotników, takich typowych, opierających się na łopacie z fajką w zębach, leniwie i niespiesznie omiatających wzrokiem okolicę.
Był maj, akurat pogoda elegancka, cieplutko, to i mój Andrzej okna pootwierał i wietrzył zadowolony. Stoimy przy tym skrzyżowaniu w naszym mini elkowym korku i słyszę taką rozmowę prowadzoną przez dwóch robotników:
- Stary, ku*wa, ale się naj*bało tych elek.
- No. W ch*j. I jeszcze żadna od 10 minut nie wyjechała, huehue.
Inicjator rozmowy stał akurat praktycznie zaraz obok mojego auta, obrócił się przodem do drogi i zagapił prosto na mojego Andrzeja. Widzę kątem oka jak się nachyla do tej szyby, a chwilę później słyszę:
- Stary, ku*wa! JA Z TYM CH*JEM CZTERY RAZY ZDAWAŁEM!
Ja ledwo zdążyłam zarejestrować to, co usłyszałam, a Andrzej nieco nerwowo:
- Eee, zamykam okna, włączam klimatyzację.
W pierwszym momencie myślałam, że się popłaczę ze śmiechu, ale mój śmieszkowaty nastrój szybko mnie opuścił.
W końcu wracamy, ja już w skowronkach, bo przecież nie kazał mi się przesiąść. A on tuż przed WORD'em kazał mi się zatrzymać na skrzyżowaniu i mówi, że mam otworzyć drzwi. Ja sobie myślę nosz wal się chłopie, tuż u bram mnie oblać. On mi tylko morały prawił, że jak ja jeżdżę, że przy skręcie w lewo jestem za blisko prawej krawędzi i no on to nie wie, co ze mną zrobić, no nie wie, nie wie. Kazał mi zamknąć drzwi, dojeżdżam pod WORD, parkuję, wyłączam silnik i czekam.
Wylicza mi tam błędy, drzwi otwiera, patrzy jak zaparkowałam, czy dostatecznie blisko ściany, ciągle tam mamrotał pod nosem, że on nie wie co ze mną zrobić, co tu zrobić. Ja to się nawet za bardzo chyba nie odzywałam, bo cóż chłopu powiem, a on się tak w końcu obrócił w moją stronę, nabazgrał coś na kartce i mi ją oddał:
- A dobra, przecież nie będzie pani ze mną cztery razy zdawała.
Dzięki panowie robotnicy. Dzięki Andrzeju!
To chyba ten typ egzaminatora, co sie wszystkiego czepia.. Ja swój egzamin zdawałam 2x z tym samym gościem ( też Andrzej :P ) i też nie byłam zachwycona, że na niego trafiłam, taki ponurak że szkoda gadać, a doczepił się nawet że włosy mam rozpuszczone, bo na skrzyżowaniu na czerwonym świetle szybciutko poprawiłam grzywkę :P ale na szczęście zdałam i 3 lata już sobie śmigam :)
Niektórzy myślą, że wszystko im wolno...
Mój instruktor mówił: masz mieć takie buty, w jakich ci wygodnie. Raz moja uczennica na egzamin poszła w szpilkach, bo jej kazałem, i zdała.
No i w ten sposób nauczyłam się "czuć" w glanach :)
Mój egzaminator miał poker face'a przez 99% egzaminu. Nie odezwał się ani razu ponad to, co było konieczne. Nawet nie mlasnął ani nie westchnął gdy zgasł mi samochód już pewnie trzeci raz. Jedyny moment, w którym się uśmiechnął był na placu, gdy jakaś kobieta jechała perfidnie po pachołkach biorąc je między koła. Po egzaminie powiedział tylko "bardzo przyzwoita jazda, pozytywny", nie odhaczył żadnego błędu, a ja mało nie wyskoczyłem z butów. Pan wyglądał na gbura a okazał się w porządku :)
Heh ja też miałem egzamin z "takim" Andrzejem i niestety nie zdałem ;( za drugim razem był ktoś inny i zdałem.
Może wszyscy mówimy o tym samym Andrzeju.
Andrzeje to sami ponuracy
Idealny zbieg okoliczności ?
Też zdawałam u nijakiego Pana Andrzeja u którego zdawała wcześniej moja siostra... Oblała.... Już po usłyszeniu numeru pojazdu myślałam że zemdleje.. To było moje 1 podejście, pomyślałam: super, historia lubi się powtarzać więc zapewne pójdę w ślady mojej siostryczki... ale w głębi duszy miałam nadzieję, że przesadzała ona co do chamstwa, bezczelności i bezduszności ów egzaminatora.... Już po pierwszym zdaniu wypowiedzianym przez egzaminatora wiedziałam że się nie pomyliła. Pan Andrzej M. robił wszystko żeby mnie zestresować: najpierw krzyczał na mnie że moja kurtka zajmuje całą tylną kanapę więc chyba nie mam zamiaru wyjechać na miasto (była zima więc kurtkę ściągał wsiadając do pojazdu), następnie stwierdził że nie umiem jeździć, że ktoś kiedyś przeze mnie zginie, że rozjadę swoje dzieci na podwórku, że nigdy nie będę dobrym kierowcą i tak dalej.... po czym wręczył mi kartkę z pozytywnym wynikiem egzaminu...
Panie Andrzeju, nikogo jeszcze nie rozjechałam, sobie też krzywdy nie zrobiłam, a dzieci nie mam, ale tamtego dnia obiecałam sobie, że jeśli kiedykolwiek spotkam Cię na drodze to spełnię Pana wizje. do zobaczenia!
Ja swój egzamin zdałam za pierwszym razem i nie mam pojęcia jak to zrobiłam bo jeździłam z panem Piotrem, który nie przepuszczał prawie nikogo. Co prawda jeździłam z nim bardzo długo, bo ciągał mnie po wszystkich skrzyżowaniach i rondach i wgl wszystkim, ale jak wjechaliśmy do wordu, pan Piotr zrobił bardzo niezadowoloną minę i oznajmił mi grobowym tonem "zdała pani" :D
Czyżby Grudziądz?
Tez od razu z Grudziadzem mi sie skojarzylo.
Pojazd numer 17.
Niestety ja miałam pojazd nr 13. Nie dość ze Pan Piotr to jeszcze 13
Chociaż może i pojazd 17.
ja też zdawałem 2 razy z tym samym ;) pierwszy raz oblałem przez głupi błąd i powiedział do mnie "taki dobry kierowca i nie zdał" a jak przyszedłem drugi raz to mnie pamiętał chyba bo powiedział "No.. w końcu ktoś dzisiaj u mnie zda" i zdałem :D
Nie zawsze Andrzej szują jest,
Czasami stać go na ludzki gest :P
przypomniał mi się mój egzamin, poszedł ze mną chłopak i stał na tarasie obserwując moje poczynania na placu, na łuku elegancko pojechałam do przodu, potem elegancko do tyłu, łuk minęty, cofam sobie wyluzowana i w pewnym momencie zerknęłam na chłopaka, który pokazał mi okejkę, więc mój mózg uznał, że chodzi mu o to, że już jestem na kopercie, więc się zatrzymałam... nie, nie byłam na kopercie, chłopak tylko mi pokazał, że mi świetnie poszło :-))
Haha ma facet tupet. ;)
Zdawałaś może w Pile?
Ja tam robię prawko ?
Ja 28 stycznia mam egzamin w Pile. ?
Tam jest jeden Andrzej i miałam z nim egzamin... nakrzyczał na mnie na rękawie że krzywo, zatrzymałam się no oblał mnie. Także życzę szczescia żeby ma niego nie trafić :)
Znając moje szczęście trafię na panią Mile. ?
Mijito o tak, trochę się nasluchalam o Mili :D serio jest taka straszna?
Ogólnie fajnie jest wiedzieć, że anonimowe przeglądają osoby z mojej okolicy! Może kiedyś zorganizujemy jakiś plener, jeśli oczywiście będzie ładniejsza pogoda? ^.^ myślę, że to bedzie ciekawe doświadczenie i szansa do poznania się bliżej
Podobno pani Mila nie oblewa tylko chłopaków, dziewczyny natomiast mają przechlapane :(
Nie wiem... To dopiero będzie moje pierwsze podejście do praktyki.. I słyszałam, że Mila jest okropna... A ja mam takie "szczęście", że na pewno na nią trafie.
Chociaż podobno nie lubi blondynek. :D ja jestem czarna xD
Powodzenia :)
Nie dziękuje. :P dam znać po. ;)
Mnie egzaminator za pierwszym razem specjalnie rozpraszał, nie dość że lał deszcz, co już i tak potęgowało mój stres, to jeszcze czepiał się, że za wolno wycieraczki chodzą etc. W dodatku na początku próbowałam do niego zagadać, żeby się odstresować to nawet nic nie odpowiadał, tylko siedział jak posąg...podchodzilam 5 razy do egzaminu i w końcu tak sie zraziłam, tymi egzaminatorami, tym stresem, że do tej pory prawa jazdy nie mam i dluuuugo jeszcze nie wsiądę do samochodu.