Mam cudowną córkę i męża, ale czasami mam dość... Moja teściowa wtrąca się we wszystko, twierdzi, że ma mały kontakt z dzieckiem (mieszkamy w jednym domu, mamy wspólne części mieszkalne!), że dlaczego tak robię, że ona robiła inaczej... Jak ja na coś powiem „nie”, to ona „tak” (czasami przy mnie, a praktycznie zawsze jak mnie nie ma, bo sama się chwali co to robiły, np. mówię przed moim wyjściem, żeby nie dawać córce żadnych słodyczy, to po powrocie słyszę, że jadły ciastka). Odkąd urodziłam proszę, żeby zwracać się do córeczki w prawidłowej formie (zamiast „co jesz?” mówi bezpośrednio do mojej córeczki „co Kasia je?”), a oprócz tego, że mi się taka forma zwracania do dziecka po prostu nie podoba, to nawet logopeda zabroniła tak mówić do niej. Mam wrażenie, że teściowa po prostu chciałaby, żeby moja córka była jej i chciałaby wychowywać ją tak, jak sama ma na to ochotę.
Mój mąż jak we wszystkim mnie rozumie, tak w tej sytuacji uważa, że rację ma mamusia. Czasami mam ochotę się spakować i wyprowadzić, tylko szkoda, że już tyle pieniędzy wydaliśmy w nasz aktualny dom.
Dodaj anonimowe wyznanie
Mieszkanie z rodzicami nigdy się dobrze nie kończy.
A męża to tak prewencyjnie bym na parę nocy odesłał do spania na kanapę, może ogarnie
Z mężem warto rozmawiać spokojnie i rzeczowo, aby poszukać wspólnego rozwiązania, a nie stosować zagrywki rodem z przedszkola, pt. obraziłam się na Ciebie lalalalala. Nie mogę zrozumieć dorosłych ludzi, którzy rekomendują innym strzelenie focha i "karanie" partnerów spaniem na kanapie. Dlaczego zresztą mąż miałby to robić i karnie przenieść się na tę kanapę? Jak już ktoś strzela focha, to niech sam idzie, skoro dojrzałe formy przepracowania konfliktów nie mieszczą się w jego repertuarze zachowań.
Bo to jest główna broń toksyków - nie mam argumentów/ mam ale nie umiem mówić wiec się obrażę i dam ci karę! „Doooomoooowe przedszkole wystkieeee dzieciii….”
Pewnie, najpierw go wygonić a potem mieć pretensje jak inna go przygarnie...bo po co rozmawiać?
Cholera...koniec świata nadchodzi... Zaraza, wojna, niedługo głód..a, na dodatek, ja się zgadzam z Dragomirem... 😳
Mój ty Umbriaczku, jeszcze browara razem wypijemy ;)
Wyprowadźcie się od teściowej bo to się nie skonczy
Pieniądze to nie wszystko
A jaka jest argumentacja Twojego męża? W czym jego zdaniem teściowa ma rację? Twój mąż uważa, że to ok, jak teściowa daje słodycze, kiedy Ty nie pozwalasz czy może uważa, że nadmiernie ograniczasz dziecku słodycze lub robisz to tylko wtedy, gdy zostaje z teściową? Warto porozmawiać na spokojnie podając rzeczowe argumenty, bez wstawek typu "mam dosyć", "Twoja matka znowu... ". Po prostu o tym, jak Ty chciałabyś wychowywać dziecko i jakie argumenty za tym stoją (zdrowie, prawidłowy rozwój mowy), a jak widzi to Twój mąż i jakie ma swoje argumenty oraz jakie przyjmujecie tu wspólne stanowisko. A później kontraktować to, żeby to spójne stanowisko było też komunikowane mamie / teściowej i innym osobom. Mąż może uważać, że jesteś nadmiernie uprzedzona do niej - warto wtedy umówić się, że to on komunikuje jej Wasze ustalenia i dba o ich egzekwowanie.
No właśnie wydaliście pieniądza na dom, ale wasz, tylko kątem u teściów. Niestety tak to się zazwyczaj kończy, że niby się mieszka z osobnym wejście, a potem Ci matka męża wchodzi na głowę. Mieszkałabyś w swoim mieszkaniu/domu, to bez problemu regulowałabyś kontakt dziecka z babcią i miała na niego większy wpływ.
Niestety tez to zauwazylam ze babcie często chcą zastąpić mame. Instynkt macierzyński na stare lata wybucha najwidoczniej. Spytaj czy ma jeszcze menstruacje bo jak tak to niech sobie zrobi swoje.
Powiem tylko o formie zwracania, bo moja szwagierka tak sobie też życzyła. Nie, nie będzie tak działać. Moja teściowa przewracała oczami, jak tamta ją pouczała, jak się ma do dzieci zwracać - chodziło głównie o zdrobnienia, żeby nie mówić jakoś głupiutko czy infantylnie, miało być tylko poprawnie. 5 lat później dzieciaki mówią tak, jak i inne, bo chodzą do przedszkola i stamtąd przynoszą. Szwagierka w międzyczasie wyluzowała i na szczęście pojęła, że dzieci same szybko ogarniają z kim jak rozmawiać.
nigdy nie zrozumiem jak można zamieszkać z rodzicami drugiej połówki lub swoimi
To zrozum, że nie każdy ma na tyle świetnie płatną pracę, że stać go na coś własnego a i przy dziecku często potrzeba pomocy babci czy dziadka. Kiedyś domy wielopokoleniowe były normą. To wcale nie musi być zły pomysł w każdym przypadku. Zależy od warunków i od samych ludzi uwikłanych w daną sytuację.
Mu słyszeliśmy m.in. od teściowej jak się dziecko męczy jedząc (rozszerzanie diety, wychodzenie z papek) i ona ma łzy w oczach, jak ma córkę karmić. I tak jak mieliśmy grosza oszczędzić, to szybko podjęliśmy decyzję o żłobku/klubie malucha. I to była świetna decyzja.
Na nasze szczęście był to okres przejściowy i teraz mieszkamy na swoim. Na dłuższą metę wszyscy byśmy się męczyli mieszkając razem.
Przecież te same miesnie które odpowiadają za żucie pokarmu mniej rozdrobnionego niż papka, będą używane potem do artykulacji mowy. Nie ma poprawnej artykulacji bez stymulacji tych struktur właśnie poprzez jedzenie, żucie, rozcieranie pokarmu zębami, przełykanie.