Miałem wtedy jakieś 6 lat. Klasyczny przykład 6-latka z nieograniczonymi zasobami energii. Bardzo lubiłem uprawiać z ojcem „zapasy”, wiadomo, próbowałem mu coś zrobić, ale wystarczyło tylko jego pchnięcie ręką, a już leżałem na ziemi – taka niewinna zabawa. Tego akurat dnia popchnął mnie za mocno i skończyło się na rozciętym czole od ucha do ucha. Płacz, nerwy moja mama wpadła z dość srogą miną i pyta: „Co tu się dzieje?”. Ojciec odpowiada ze stoickim spokojem: „Bawiliśmy się”. Lód do czoła i dawaj do szpitala, a że szpital był dość blisko, to ojciec zaniósł mnie na rękach. Wchodzimy do szpitala, pani za biurkiem już widzi, co się stało i na wejściu z tekstem: „Dzieci nie przyjmujemy, trzeba jechać do dziecięcego!”. No masakra, ale co poradzisz. Jedziemy tramwajem, mija jakieś 20 minut, jesteśmy na przystanku pod szpitalem. Tramwaj wygląda jak jakaś rzeźnia – krew rozlana po całej podłodze. No ale nic, co poradzisz. Jakaś pani patrzy na mnie z ogromnym współczuciem i pyta:
– Ojej, kochanie… co ci się stało?
A ja na to całkowicie szczerze:
– Tata mnie pobił.
Tata momentalnie zrobił się czerwony jak burak i powiedział, że my się tylko bawiliśmy, ale pani i tak spojrzała na niego jak na mordercę. Resztę drogi jechaliśmy w absolutnej ciszy :D
PS Na szczęście skończyło się bez szwów :)
Dodaj anonimowe wyznanie
"Rozcięte czoło od ucha do ucha" i lejącą się krew, albo brak szwów. Wybierz jedno, bo dwa obok siebie nie ustoją.
Ustoja. Zachlapałem pół kuchni krwią, trochę białego plasterka i po tygodniu prawie nie ma śladu na ręce
No to na ręce. Mnie kiedyś uczyli, że każdą ranę w obrębie głowy, która krwawi, powinno się szyć. Zwłaszcza taką "od ucha do ucha".
Jeszcze kwestia głębokości tych ran. Mam od dzieciaka blizny na głowie. Były na SORze prześwietlenia czy nie rozwaliłem sobie czaszki, nie było za to szwów
jaki plaster na ręce? Pisałeś o głowie.
Aga, to nie jego wyznanie :)
a spoko, wyglądało jak kontynuacja. Mea culpa.