#pUO8u

Od ukończenia technikum gastronomicznego jestem tzw. neetem, jestem utrzymankiem rodziców. Mieszkam na wsi, w której żyje około 800 osób. Rzadko opuszczam dom, kilka razy w roku wyjeżdżam do miasta gminnego, rzadziej do powiatowego. Dzień jest dla mnie monotonny. Pomogę ojcu, zrobię mu obiad (starszy jest na emeryturze), posprzątam kuchnię, łazienkę etc. Zrobię pranie. Na wiosnę posadzę ziemniaki, pomidory, marchewkę. Z zebranych rzeczy robię przetwory: dżemy, grzyby marynowane, syropy i soki. Trochę żywot kury domowej. W wolnych chwilach czytam książki, oglądam filmy (głównie filmy z początków kina do lat 60.). Dawniej grałem, ale PS3 od trzech lat siedzi w szafie. Tak mijają dni, miesiące, lata.

Czwartego marca stuknie mi 26 rok życia. Dlaczego żyję tak? Bez ambicji, w stagnacji, bez działanie. Żyję tak, bo nie widzę sensu. Nie wierzę w Boga, nie mam nadziei na życie wieczne, ta perspektywa mnie przeraża, nie kusi mnie nagroda za pracę wykonaną tu na Ziemi. Robiąc cokolwiek, umrę tak samo jak ten, co starał się. Nie mam zamiaru mieć dzieci czy partnerki, nawet jeśliby by była ku temu okazja. Skazywanie kogoś na ten świat jest moim zdaniem zbrodnią. Nigdy nie miałem klucza do tego sensu istnienia, bo jestem zdania, że tego sensu nie ma. Nie jestem jakimś freethinkerem, po prostu nie mam powodu by żyć. Potencjalny sukces nic by mi nie przyniósł, no chyba że zazdrość innych, ale co z niej wynika? Nic. Satysfakcja też IMO jest niczym, takie zadowolenie, że jest się wyżej od innych.

Może jestem tym marginesem społecznym, tą warstwą niższą. Może jakbym wiedział, że jest jakiś sens/cel cokolwiek o mocnych podstawach, to może bym ruszył. Chyba nie jestem leniem, w domu wykonuję dużo pracy. Mama jest przedszkolanką, co daje jej dużo radości i chętnie chodzi do pracy. Chyba lubi dzieci. Wracając z pracy, praktycznie nic nie musi robić. Jak wspomniałem pranie, gotowanie, sprzątanie jest moją domeną. Odpowiada mi trochę taki żywot, nie ciągnie mnie do świata. Rodzice nie mają do mnie pretensji, a przynajmniej mi czegoś takiego nie okazują. Ja też jestem spokojny – nie piję wcale alkoholu, nie palę, nie biorę pieniędzy od rodziców na bzdety. Od czasu do czasu 30 zł na jakieś ubrania w ciucholandzie czy na fryzjera i tyle. Książki biorę z biblioteki i to mi wystarcza. Nie jestem roszczeniowy, posprzeczam się z ojcem, ale to zwykle przy jakiejś robocie.

Mam trochę żal, że mnie zrobili. Skończyłbym ze sobą, ale nie chcę ich krzywdzić.Wiem jedno, że jeśli rodzice umrą to ja zwyczajnie zawinę się razem z nimi. Niby odziedziczyłbym spadek, ale to mnie nie interesuje. Nie interesują mnie podróże i ekscytujące życie. Do życia mi potrzeba niewiele. Najlepiej byłoby, gdybym nigdy nie zaistniał.
AleksanderV Odpowiedz

Nie każdy musi brać udział w wyścigu szczurów. Rodzina i dzieci też bywają przereklamowane. Znajdź sobie hobby. Tylko tyle i aż tyle. Zazdroszczę ci tego spokoju.

Domandatiwa Odpowiedz

Jeśli wykonujesz codzienną wielogodzinną pracę na rzecz rodziców, nie powiedziałabym, że jesteś na ich utrzymaniu, ale że prowadzisz ich gospodarstwo. Zależy, oczywiście, ile jest to pracy. Życzę Ci dobrych decyzji i dobrych ludzi na Twojej drodze. Nie wiem, co jest dobre, ale tego Ci życzę, trzymaj się.

kimipl Odpowiedz

Szczerze miałem napisać podobne wyznanie. W związku z moim podejściem do życia. Nie mam zamiaru nikogo sprowadzać na ten świat i wchodzić w jakieś związki choć miałem niejednokrotnie okazję, możliwość. Nigdy nie starałem się o jakieś szczególne relacje z nikim. A wchodzenie w związek. To coś co by pewnie doprowadzone do poczęcia potomka a nie chce nikogo sprowadzać i zmuszać do życia w tym chorym świecie. Nawet nie wiem co one we mnie widzą, widziały. Gdyż to zawsze że strony kobiet zawsze wychodzi propozycja związków. Na chce obecną mam podobnie jak autor. I nie mam ochoty tego zmieniać bo po co

blawatek Odpowiedz

Nie żyje się po to, aby dostać jakąś nagrodę w innym życiu / wymiarze. Ja także nie wierzę w Boga, życie wieczne i "dalszą drogę". Dla mnie śmierć kończy wszystko, niczego dalej nie ma. Dlatego właśnie warto żyć tym życiem, które masz i tak, jak lubisz. Mieć hobby, rozwijać się w czymś ciekawym dla Ciebie - doświadczać życia, tego jednego, które masz teraz. Nie trzeba do tego wyścigu szczurów i pięcia się po szczeblach kariery - to Ty kształtujesz swoje życie tak, jak chcesz. Nie czyni Cię to w żaden sposób mniej wartościowym. Przeciwnie, wydajesz się być ciekawą osobą o głębokiej refleksyjności. Może dla Ciebie to właśnie spokojne życie na łonie natury jest idealne - co w tym złego? Szkoda tylko, że towarzyszy temu tak dojmujące poczucie bezsensu. Może warto obejrzeć to z psychoterapeutą?

kokos03 Odpowiedz

Ożeń sie ze mną zanim sie zabijesz

MarzycielSpodZiemi Odpowiedz

wygoogluj sobie historię Gedeona.
Nie Tobie jednemu zniszczyli życie:) teraz jest w Twoich rękach.
Kiedyś też nie kręciło mnie ruszanie z domu sprzed komputera, ale im głębiej wchodziłem z Kimś w relację, tym więcej rzeczy mnie interesowało. Szkoda życia na siedzenie i nudzenie się:)

Pers Odpowiedz

Znajdź sobie jakiś niestworzony cel który sprawiłby, że będziesz najszczęśliwszą osobą na świecie, potem ustal sobie pomniejsze cele które będą Cie przybliżać do tego głównego. I tadam, masz sens życia. Tak działa świat, ludzie stawiają sobie cele i starają się do nich dążyć

JMoriarty Odpowiedz

Jesteś po prostu pustą skorupą. Inne porównanie nie przychodzi do głowy.

JolantaKierepka Odpowiedz

A zastanawiałeś się skąd weźmiesz kasę jak już rodziców zabraknie? Rachunki nie opłacają się w sposób magiczny, prąd, opał, podatki od gruntu czy nawet głupie środki czystości. A sprzęty czy naprawa domu też kosztują. Bo minimalizm minimalizmem, ale kasę trzeba jakoś ogarniać.

Naftalen Odpowiedz

Nie pamiętam bym pisał to wyznanie, a jednak jest o mnie. Ciekawe.

Zobacz więcej komentarzy (7)
Dodaj anonimowe wyznanie