#pQdwx
Dlatego do dzisiaj niedziela jest dla mnie dniem przeklętym. Oczywiście nie pochodzę z patologicznego domu, nigdy nie chodziłam głodna ani niczego mi nie brakowało, ale od małego byłam terroryzowana religijnie. Jak to dziecko, potrafiłam symulować różne choroby, żeby tylko do kościoła nie iść, ale zdarzały się też takie momenty, że po prostu zaczęłam się buntować. Pamiętam, że właśnie w takich sytuacjach byłam szarpana, ciągnięta za włosy i kilka razy podrapana przez własną ''bogobojną'' matkę.
Nie mówię tutaj o przemocy w domu, bo sama bym tego tak nie nazwała. Te podrapania raczej wynikały z faktu, że to była szarpanina i podrapała mnie po prostu przypadkowo, a ja próbowałam się wyrywać.
Kiedy chodziłam do szkoły, dla mojej mamy większym problemem było to, że dzisiaj jest spowiedź na pierwszy piątek miesiąca i nie poszłam do tego kościoła, bo dopiero co przyszłam z autobusu, niż to, że na przykład dostałam jedynkę z matematyki, ale nie poszłam do szkoły, bo mi się nie chciało. Często było tak, że przychodziłam do tego przeklętego kościoła zaryczana po niedawnej szarpaninie w domu.
Co chcę przez to powiedzieć? Że WIARA CZYNI... CZUBA!
Nienawidzę swojej własnej rodziny... W moim domu nie można porozmawiać na inne tematy niż kościół. Nie wspomnę o tym, że moi rodzice to oczywiście zwolennicy PiS-u (bo to przecież taka chrześcijańska partia). Nie cierpię zapraszać kogoś do domu, bo o godzinie 21 codziennie usłyszy Apel Jasnogórski puszczany w radiu na cały dom. Co najgorsze, mam o 10 lat starszą siostrę, która również zaczyna podzielać tę samą pasję co rodzice.
Tak się zastanawiam, czy moja rodzina jest pod tym względem przeklęta?
To co dzieje się u mnie w domu nie jest żadnym, powtarzam - żadnym chrześcijańskim zachowaniem. Moi rodzice odgrywają takie role wyłącznie w kościele albo gdy ksiądz chodzi z kolędą. Wtedy mama zamienia się w aniołka, który świeci przykładem ''chrześcijańskiej'' postawy. Wszystko znika, jak nikt ich nie obserwuje, a przekleństwa i kłótnie zaczynają się dopiero za zamkniętymi drzwiami.
Z Bogiem!
Terroryzowanie kogoś psychicznie to też patologia.
Uciekaj od nich jak tylko możesz.
Szarpanie dziecka, terror, nie interesowanie się stopniami, to jest patologia. Brak rozmowy, zrozumienia, szacunku dla drugiego człowieka, to jest patologia.
To, że rodzice nie piją i dają ci jeść powinno być normą, absolutnym minimum a nie dowodem na brak patologii.
A rodzina nie jest przeklęta tylko nie za mądra.
Żaden nawiedzony katol (a także każdy fanatyk religijny, każdej religii) nigdy tego nie zrozumie, że zmuszanie dziecka siłą do praktyk religijnych - na zasadach albo robisz to co każemy, albo kara, nigdy nie sprawi, że taka osoba będzie tak samo religijna. A wręcz uzyska się efekt odwrotny. Chyba dla wyznawców każdej wiary, lepiej jak ktoś wyznaje daną wiarę z przekonania, a nie że został do niej zmuszony.
Prawda, ale tylko dla stosunkowo silnych osobowosci. U tych slabszych, pranie mozgu jak najbardziej daje oczekiwane efekty.
Ja bym zamienił wiary na ideologie. Kazda religia to gotowa ideologia. u nas wciska się na siłe katolicki kit dzieciakom, a na zachodzie ten kit ma teczowy kolor.
@rutabo Tak słyszy się wiele historii, ze matka szarpie i drapie syna zmuszając do bycia gejem.
szinigami, jak ja byłam młoda bycie głupim uważało się za powód do wstydu. Widzę, że teraz się tym próbujecie lansować xD
Jakie oburzenie, bo ktoś wypomniał tęczowym indoktrynację xD
Sorry, ale nie widzisz ironii w tym co piszesz? "Niech nie narzuca tego innym", kiedy ty nic innego nie robisz. I dlaczego niby twoja opinia jest "samodzielnym myśleniem", a moja, tylko dlatego, że ci się nie podoba, to "indoktrynacja"?
Jak na ironię w całym wyznaniu nie ma ani słowa o homoseksualizmie nikt też w komentarzach ani razu o nim nie wspomniał. Dopiero rutabo stwierdził że jest wciskany na zachodzie, wciskając tym samym ten temat do dyskusji która go nie dotyczyła uprzednio.
No nieźle. Jak można pastwić się nad jedną ideologią, a nie widzieć problemu w innej? Hipokryzja wylewa się niektórym uszami. I nawet mi nie wmawiajcie, że te całe łażenie z flagami i przymus akceptacji to nie ideologia, bo się tylko ośmieszacie takim gadaniem.
@JMoriartyy Ale słyszymy że uczniowie sa zawieszani w prawach uczniach jak podważają dogmaty LBGT twierdząc np ze sa dwie płci. Wiec pudło.
@rockandrollqueen O jakiej nauce szacunku mówisz. Szanuje wielu ludzi z dewiacjami, żyja wokół mnie sa znajomymi i przyjaciółmi. Ale zaden z nich nie wmawia mi że to jest cos normalnego czy polecanego jako wybór dla młodego człowieka. Żyjcie sobie, gzijcie jak chcecie, ale promocja tego w szkołach jest chora.
To co opisujesz to jest przemoc. I emocjonalna i fizyczna.
Naszła mnie taka myśl, że jak jest kobieta pobita przez partnera i ona mówi, nie to nie przemoc, to nie patologia. On mnie kocha, on mnie tylko szarpnął w kłótni... To ona w to wierzy!
Właśnie dlatego że tak ją traktowali rodzice w domu. I dla niej to norma, ze w relacji można zadać ból.
Czyli ogólnie Twoi rodzice to katole z pierwszej ławki. Współczuję i radzę uciekać.
Piszesz, że to nie patologia, a dla mnie to klasyczny jej przykład.
Ja zamiast do kościoła to chodziłem na spacery, potem jak juz podrosłem powiedziałem że nie chodzę. Z reszta nie było u nas takiej presji. Ale co młody człowiek nie robił by od nbabci dostac kjasę/
Pochodzę z wierzącej rodziny i również jestem wierząca. Chodzenie do kościoła jest u nas traktowane trochę tak, jak chodzenie do szkoły. Gdyby twoje dziecko broniło się rękami i nogami, regularnie symulowało chorobę, by nie iść do szkoły, a po latach narzekało, że je terroryzowałaś, bo miało obowiązek tam chodzić, to jak byś się poczuła? Oczywiście nie znam całej sytuacji, może twoja matka ma problem z nerwami albo jest osobą apodyktyczną, z którą nie idzie żyć. Po prostu uważam, że sam obowiązek chodzenia do kościoła to żadne terroryzowanie.
Nie no, generalnie to świetne zachowanie! Zmuszać kogoś do chodzenia do kościoła jest takie ekstra! I jeszcze to szarpanie, drapanie, postawa rodziców - mmm, no cudowny dom. Oceny w szkole? Kto by się tym przejmował, kościółek ważniejszy. Narzucanie komuś własnych przekonań i poglądów też jest niczego sobie.
A teraz wbij to sobie do łba, że zmuszanie kogokolwiek do czegokolwiek to czyste zło, terror, brak szacunku, pogwałcenie jego praw, wolności. Fajnie, że można robić z tobą, co się komu podoba i jesteś jak plastelina, ale nie każdemu odpowiada bycie wycieruchem i pachołem własnej rodziny, bez prawa głosu i sprzeciwu. Wierzysz sobie? Wierz, ale nie narzucaj tego innym.
Ty zawsze piszesz tak wulgarnie i z takim jadem? Owszem, bagatelizowanie ocen dziecka i szarpanie go nie jest na miejscu, ale "zmuszanie" dziecka do niektórych rzeczy (czytaj "nakładanie na nie pewnych obowiązków") jest czymś normalnym. Ja rozumiem, że w wieku nastoletnim dziecko już sporo rozumie i nie musi mieć takich samych poglądów, jak rodzice, ale do pewnego momentu rodzice mają prawo wpajać dziecku swoje przekonania, m.in. wychowywać je w wierze. Oczywiście sposób, w jaki podchodzi się do dziecka w temacie obowiązków jest ważny, rękoczyny zdecydowanie nie powinny tu wchodzić w grę. Ale to, że do pewnego wieku rodzice wymagają od dziecka chodzenia do kościoła nie jest niczym, co czyniłoby ich gorszymi rodzicami
Obowiazek szkolny jest obowiazkowy, uczestnictwo w religijnej hucpie dobrowolne. Jeżeli osoba dorastajaca nie wyraża zgody, nie mozna jej zmuszać, powinno to byc karalne tak jak zmuszanie dzieci do wege diety, czy narzucanie innych pogladów przez rodziców.
3time do ciebie? Tak, bo gadasz takie głupoty, że nie sposób to miło skomentować. Nie widzisz różnicy między obowiązkiem a zmuszaniem? Wow. Widzę, że konkretnie rodzinka mózg wyprała.Powtarzam ci - zmuszanie drugiej osoby do czegokolwiek jest ZŁE. Rozumiem, że dla ciebie jest to zupełnie normalne i nie widzisz w tym problemu, bo zwyczajnie nie wiesz czym jest wolność, własne zdanie, autonomia. Naprawdę szkoda mi ciebie i współczuję ci. Katoterrorysci pieprzeni.
@boruta, dokładnie tak. Tylko szkoda, że niektórzy nie są w stanie tego pojąć i powielają takie zachowania dalej. Rodzice mnie zmuszali, więc i ja będę zmuszał - bo to przecież "żadne terroryzowanie". Dlatego właśnie 3time nie widzi swojego błędu i wydaje mu się to czymś zupełnie normalnym i naturalnym. Smutne, naprawdę smutne. I pominę fakt, że zmuszanie do wiary przynosi zupełnie odwrotny skutek.
@Madhu, radzę ci zejść z mojej rodziny. Z powodu kościoła nigdy nie było takich awantur jak u autorki, po prostu rodzice wymagali od nas, byśmy tam chodziły. Ale ty oczywiście zakładasz, że to był katoterror - przecież rodzina, w której dzieci chodzą do kościoła nie może być kochająca i wyrozumiała, co nie?
Kluczowe jest tu to, gdzie postawić granicę między obowiązkiem a zmuszaniem, bo każdy pewnie widzi to trochę inaczej. Nie mówię, że ta różnica zdań usprawiedliwia takie akcje jak bicie, bo tego nie usprawiedliwia nic, tylko że w tym temacie ciężko o zerojedynkowość.
Dla twojej wiadomości nie zamierzam zmuszać swoich dzieci do uczestnictwa w mszy, gdy już będą rozumieć, o co chodzi i świadomie stwierdzą, że nie wierzą w katolickiego Boga. Jednakże gdy będą jeszcze małe, to będę je prowadzać do kościoła, i nie uważam, żeby był to przejaw terroru. Wszystko zależy od tego, jakim jest się dla swoich dzieci ogólnie, czy potrafi się rozmawiać, czy wymusza wszystko krzykiem. Wiara jest tutaj kwestią drugorzędną.
(3timeilosepassword 1 godz. temu)
"gdzie postawić granicę między obowiązkiem a zmuszaniem"
Według SJP PWN nigdzie:
OBOWIĄZEK - "KONIECZNOŚĆ zrobienia czegoś wynikająca z NAKAZU moralnego lub prawnego; też: to, co ktoś MUSI zrobić powodowany taką KONIECZNOŚCIĄ"
synonimy:
"Z KONIECZNOŚCI = PRZYMUSOWO
PRZYMUSZAĆ = ZMUSZAĆ"
PRZYMUS - "presja wywierana na kogoś lub OKOLICZNOŚCI ZMUSZAJĄCE kogoś do czegoś"
Oczywiście w tej kwestii zgadzam się z Madhu i borutą.
3time, uuu, bo już mi się kolana trzęsą. Po raz n-ty piszesz takie durnoty, że ciężko to przeczytać. Nie znasz znaczenia podstawowych słów. Za dużo w kościele przesiadywałas zamiast w szkole. Oświece cię - między obowiązkiem a zmuszaniem nie ma żadnej cienkiej granicy, tylko przepaść. Ale to bardzo fajnie i łopatologicznie wytłumaczył/a ci @ad13. Wymagać od dziecka można posprzątania pokoju czy odrobienia lekcji, a nie tego, żeby chodził do kościoła. Właśnie tak rodzice narzucali ci swój światopogląd, sposób w jaki masz się zachowywać i myśleć. Jak widać skutecznie. Na tyle skutecznie, że ten katoterror będziesz powielać ("Dla twojej wiadomości nie zamierzam zmuszać swoich dzieci do uczestnictwa w mszy, gdy już będą rozumieć, o co chodzi i świadomie stwierdzą, że nie wierzą w katolickiego Boga. Jednakże gdy będą jeszcze małe, to będę je prowadzać do kościoła, i nie uważam, żeby był to przejaw terroru."). Fcuk logic. Nie będziesz zmuszać, ale będziesz prowadzać. Brawo! Już mi szkoda tych dzieci. Kolejna sprawa to chrzest. Uważasz, że targanie nieświadomego dziecka i wprowadzanie go do kościoła, to nie jest przymus? Tak właśnie działa kk, werbują "baranki" w swoje szerehiy, a później są świecie przekonani, że w Polsce prawie waszych, to katolicy. A no wyobraź sobie, że rzeczywistość jest zgoła inna. Ale ok, przyjmijmy, że to wcale nie będzie ograniczenia ich wolności, myślenia, determinowania ich całego zycia. Rozumiem, że przedstawisz im inne religie (hinduizm, buddyzm, islam, wszystkie odłamy chrześcijaństwa itd) bez żadnego katolickiego gadania, tylko w taki sposób, jakie one faktycznie są? Rozumiem, że jak będą starsze i stwierdzą, że wierzą w latającego boga spaghetti, to przyjmiesz to z uśmiechem na twarzy, bez oceniania, osadzania, negowania i bez podejścia prób przekabacenia ich na jedyny, słuszny i prawdziwy katolicyzm?
*szeregi
**Prawie wszyscy
Niektórym zabobony weszły na mózg.
Głupota, katoNazizm i wiara w pis chodzą trójkami...