#oygGS

Od niemal dziesięciu lat nie jem i nie dotykam mięsa. Kiedyś uwielbiałam przyrządzać, jednak teraz na sam widok mnie mdli.

Wynajmowałam z chłopakiem kawalerkę. Oboje studiowaliśmy i mało zarabialiśmy, więc większość jedzenia przywozili nam rodzice Adama. Jako że mieli ubojnię, najczęściej było to świeże mięso.
Któregoś dnia wróciłam zmęczona do domu, wyciągnęłam steki, żeby się odmroziły i poszłam spać.

Rano Adam znalazł mnie w kuchni i jak mówił, myślał, że coś mi się stało. Leżałam na podłodze umazana płynami z surowego mięsa, sklejonymi włosami i widelcem w dłoni. Białe kafelki miały smugi, jakbym tym mięsem myła (?) podłogę.

Gdy się ocknęłam, zwymiotowałam niestrawioną mięsną kulą. Jak dotarło do mnie, co zrobiłam, to nawet nie zdążyłam dobiec do toalety. Cały dzień wymiotowałam żółcią.

Wtedy pierwszy i ostatni raz lunatykowałam.

Przez kilka tygodni miewałam paranoję, że znowu w nocy wstanę, więc nastawiałam budziki i sprawdzałam stan lodówki. Obłęd.
Dodaj anonimowe wyznanie