#oG5Hd
Nade mną mieszkali patosąsiedzi. Mieli czwórkę dzieci - od podstawówki do przedszkola.
Zawsze było u nich głośno - albo dzieciaki biegały (co jest OK, to dzieci), albo rodzice bardzo głośno na siebie krzyczeli, kłócili się, wręcz darli mordę (to już było psychicznie męczące). Poza wrzaskami zapuszczali głośno techniawkę, podejrzewam, że po to, żeby nikt ich nie słyszał.
W tygodniu było w miarę normalnie - pracowali, ale w weekend puszczały im hamulce, schodzili się dziwni ludzie, techno i alko litrami. Zdarzało się, że miałem osikane ubranie, które schło na balkonie, calbo pety po papierosach.
Nie zwracaliśmy z dziewczyną tym ludziom uwagi, nie poznaliśmy ich i woleliśmy, żeby tak zostało, tym bardziej że w niedalekich planach była przeprowadzka do remontowanego domu. Za to sąsiedzi, co mieszkali w mieszkaniach obok i pod nami, robili im straszne burdy.
Poza weekendowymi akcjami były kłótnie, były wrzaski, ale nie było patoakcji. Dzieciaki mówiły wszystkim sąsiadom "dzień dobry", były dobrze ubrane, czyste, nieraz jadły jakieś przekąski.
Rok temu, sobota z samego rana, po piątkowej imprezie u nich. Była 6 rano i na górze słyszę straszny ryk dziecka. Spaliśmy w stoperach na uszach, ale tego nie dało się zlekceważyć. Zbudziłem dziewczynę, żeby nasłuchiwała na klatce co się dzieje, pobiegłem do nich, waliłem w drzwi, próbowałem otworzyć. Ryk dziecka był przeraźliwy. Ktoś wewnątrz kazał mi "spie%dalać", a jak powiedziałem, że coś się dziecku chyba dzieje, to nagle rozległ się huk i od razu przestało płakać. Potem olali moje walenie w drzwi.
Pomyślałem sobie, że ktoś je zabił. Zadzwoniłem na policję, wytłumaczyłem całą sprawę i moje obawy. Dwa radiowozy były bardzo szybko.
Okazało się, że rodzice zamykali swoje pociechy na klucz, żeby im w imprezie nie przeszkadzały. Chłopaczek bawił się i zaklinował pomiędzy meblami. Ten huk to był odgłos przewracanej szafki. Dzieciom nic nie było.
Ale rodzice mieli po alko zgon taki, ze nie byli w stanie rozmawiać z policją, masa obcych meneli w środku... i dzieciaki zabrała opieka. Reszta sąsiadów, która dopiero zbiegła się i zareagowała, gdy przyjechała policja (wcześniej ryk dzieciaka ich nie obchodził), zrobiła swoje i opowiedziała, jakie pato jest na górze.
Nie wiem co się działo, ale dzieciaki się już nie pojawiły, a rodzice, jakby tracąc dzieci, stracili coś, co ich trzymało na powierzchni. Teraz przypominają brudnych meneli, cały czas pijani albo nafurowani. Zatruwali wszystkim sąsiadom życie, zwalając na nich winę za to, że odebrano im dzieci. Kupy na wycieraczkach, rzygi w skrzynkach na listy. Nas nie znali, nie podejrzewali.
Mam wrażenie, że to przeze mnie. Może pomogłem tym dzieciakom, a może skazałem je na życie z dala od rodziców? Od siebie nawzajem?
Już tam nie mieszkam, ale ciągle o nich myślę.
Nie miej wyrzutów sumienia bo pewnie po pewnym czasie doszło by tam do jakiejś tragedii. Skoro rodzicie mieli dzieci gdzieś i zamykali je w pokoju, żeby oni mogli się zabawić to raczej na dzieciach im nie zależało. A co by było gdyby pewnego dnia któremuś dziecko wpadło do głowy wyjście przez okno? Wtedy plułbys sobie w brodę, że nic nie zrobiles. Po za tym jak już ktoś wspomniał w komentarzu po takim czymś powinni oprzytomnieć i starać się o ponowna opiekę, a tego nie zrobili. To świadczy tylko o tym, że bardziej niż na dzieciach zależy im na wódzie i imprezach.
Moim zdaniem pomogłeś. Gdyby im zależało to by o dzieci walczyli, a oni się dalej staczają.
Przecież dzieci mogłyby zacząć naśladować rodziców i same stać się w przyszłości patusami.
Rodzic nie musi równać się abstynent. Nikt nie broni matce czy ojcu ostrej zabawy w weekend ze znajomymi, ale przede wszystkim na ten czas trzeba zapewnić dzieciom opiekę. Po tej akcji mogli starać się o powrót dzieci. To mogła być dla nich szansa na stworzenie szczęśliwszej rodziny. Nie skorzystali.
Ok. Nie robią imprezy ale nie co weekend i to jeszcze w podejrzanym towarzystwie.
@KruszynkaDrobniutka A skąd wiedza o jakimś podejrzanym towarzystwie? Może to byli po prostu zwyczajni znajomi...
Sama lubię wypić wieczorem, pograć na kompie albo zaprosić znajomych. ZAWSZE reaguje na najmniejszy pisk dziecka, czasem się biedna zaklinuje między szczebelkami, bo wychodzi sie w nocy po książeczkę i nie trafi w wyjscie xD nigdy nie dałabym jej skrzywdzić, zawsze czuwam, nawet gdy wypije, mam płytki sen. Tym bardziej nie zamknęłabym jej samej w pokoju na klucz.
To, co się tam działo, nie jest normalne. Mnie aż ciarki przeszły.
Tabasco Spożywasz alkohol mając pod opieka małe dziecko? Mam nadzieje, ze jest wtedy drugi trzeźwy dorosły.
Oczywiście, że jest. :)
W większości domów dziecka rodzeństwo jest razem. Troszke sie w tym orientuje.A jak ktoś chce adoptować, tylko jedno dziecko to warunek jest taki, ze albo biorą rodzeństwo albo nie biorą żadnego. Więc powinienes byc Autorze spokojny. Owszem, zdarzają sie wyjatki, ale to juz rzadkość dosc kontretna. 2. Dobrze zrobiłeś moim skromnym zdaniem.
Myślę, że dobrze zrobiłeś. Ocaliłeś te dzieci i dałeś im szansę na dorośnięcie w normalnych warunkach, bez konieczności życia w patologicznym środowisku. Ich rodzice z kolei stoczyli się sami. A jeśli nie potrafią zobaczyć w zaistniałej sytuacji swojej winy... Trudno, to dorośli ludzie. Jeśli naprawdę zależy im na dzieciach, ogarną się i spróbują je odzyskać.
od kiedy izba dziecka lub dom dziecka to normalne warunki? dobre
@Archos
Są jeszcze rodziny zastępcze i rodzinne domy dziecka. Na pewno lepsze od rodziców, którzy chleją na umór i zamykają dzieci w pokoju, żeby im nie przeszkadzały.
oczywiście, że są ale do rodziny zastępczej długa droga
poza tym w tych placówkach czy rodzinach zastępczych to myślisz, że jest tak różowo? Ile tam się potrafi dziać nadużyć to też można sobie poczytać w wielu miejscach - wiadomo, że nie wszędzie
obojętne jak ale na pewno rodzina zastępcza czy dom dziecka nie mogą być nazwane "normalnymi warunkami"
jeżeli trafi się naprawdę normalna rodzina zastępcza to jedna na milion a i tam są do 18 roku i wypad - więc czy nawet najlepsza jest faktycznie normalnymi warunkami? śmiem wątpić
Archos Po pierwsze już praktycznie nie ma w Polsce domów dziecka, bo się je zamyka. Są zamieniane na rodzinne domy dziecka bądź zastępcze. Po drugie skąd masz te statystyki, bo śmiem twierdzić ze wyciągnąłeś je z dupy. Po trzecie no faktycznie dzieci miałyby lepiej z takimi rodzicami, którzy świadomie je krzywdzili. Faktycznie normalne jest robienie libacji alkoholowych i zamykanie na klucz dzieci w innych pokojach. Sprowadzanie obcych ludzi, gdzie każdy z nich mógł być zboczeńcem.
Archos, ale wiesz, że rodzice mogą, a nawet powinni, odwiedzać swoje dzieci przebywające w pieczy zastępczej? Więc gdyby rodzicom zależało, to mogą mieć dobry kontakt z dziećmi, chociaż te nie mieszkają z nimi. To też nie jest tak, że dzieci kończą 18 lat i dostają kopa w tylek i bilet pod most (a tak mogłoby się stać w rodzinnym domu). Dzieciaki dostają wsparcie finansowe od państwa, a rodzice zastępczy często dalej utrzymują z dziećmi kontakt, choć te już się wyprowadziły "na swoje".
Ok, nie zawsze jest tam różowo, ale to i tak lepsze niż życie z patorodzicami, którzy stosują wobec własnych dzieci przemoc. Dzieci z rodzin, gdzie alkohol leje się strumieniami, nie mają łatwego życia. One muszą myśleć za siebie i za rodziców.
Dobrze zrobiłeś, że pomogłeś dzieciom.
Cudownie się zachowaliście naprawdę, bardzo odważnie i prawdopodobnie uratowaliście tym dzieciom dzieciństwo. Brawo, każdy powinien mieć takich sąsiadów.
Uratowałeś te dzieci. O ile już to nie miało miejsca to była tylko kwestia czasu aż jeden z meneli, przyprowadzonych przez ich pożal się Boże rodzicow okazał się zboczeńcem. Mogło im się stać cokolwiek innego podczas tych libacji alkoholowych. Już nie wspominając o daleko idących skutkach zycia w takiej patologii.
Nie powinieneś mieć wyrzutów sumienia. Dobrze zrobiłeś. A co jeśli zamknięte dziecko zrzuciłoby coś ciężkiego na siebie? Albo jeśli pijany rodzic zaatakował dziecko? Przecież tam w każdej chwili mogło dojść do jakiejś tragedii. Dobrze, że te dzieci nie muszą już oglądać tego wszystkiego.