Mieszkam w pewnym odległym państwie. Raz wracałam z pracy około północy, w parku, przez który muszę przejść, by trafić do punktu zamierzonego, minęłam kilku chłopaków, którzy w ciągu kilku sekund okrążają mnie i bardzo uprzejmie proszą o pieniądze, telefon i całą resztę wartościowych artefaktów. Przerażona wyciągam z plecaka portfel i wiem, że poległam. Podaję i mruczę:
- Ja pier%^&ę.
- Polka? - pytają.
Odpowiadam, że tak. W tym momencie zauważam, że próbują wprowadzić w pracę resztę swoich szarych komórek. Patrzą po sobie.
- E, to swoich nie ruszamy.
I poszli sobie, a ja jeszcze szybciej.
Dodaj anonimowe wyznanie
Nie no, super - tobie nie sprawili klopotu wiec wszystko w porzadku...
Reklama tez swietna, inni imigranci pewnie sobie chwala...