#ngds1

Pamiętacie mojego psa Volta? Dwa dni temu znowu zasłużył na nagrodę. I to konkretną.

Ale od początku. Godzina coś po 18.00. Leżę sobie na hamaku, na werandzie od strony drogi. Czytam książkę. Volt wyleguje się obok. W pewnym momencie moją posesję mija Justyna - dziewczyna z mojej miejscowości, mieszka, ja wiem, z 500 metrów dalej, przy samym lesie. Znamy się całkiem nieźle, mamy wspólnych znajomych, czasami spotykamy się na wspólnych imprezach, skąd z reguły wracamy razem. Pies też przyjaźnie reaguje na nią. Pogadaliśmy chwilę, Ona poszła do siebie, ja czytałem dalej. Mija 15 minut, może ciut więcej. Nagle Volt zrywa się na równe nogi. Postawa coś pomiędzy agresywną, a wyczuciem zagrożenia. Wołam go "Co jest Volcik?" W sumie jego imię powiedziałem już sam do siebie. W życiu nie widziałem, żeby pies potrafił tak szybko wystartować, przebiec jakieś 7 metrów dzielące go od ogrodzenia i w momencie je przeskoczyć. Popędził w stronę lasu jakby go wszyscy diabli gonili, z samym Belzebubem na czele. Ja też na równe nogi, ubrałem w pośpiechu buty i biegnę za nim. Znalazłem go 300 metrów dalej, oblizującego na przemian rozbite czoło i kolano dziewczyny. Tej samej, z którą jeszcze kilka chwil wcześniej rozmawiałem przed domem.

To co zastałem, zmroziło mi krew w żyłach. Rozbite kolano, łuk brwiowy, czoło, podarta sukienka, potargane włosy. Szybko zdejmuję bluzę(mam tendencje do chodzenia w spodenkach i jakiejś cienkiej bluzie, bez koszulki) i próbuję nią okryć Justynę. Właśnie, próbuję. Udało mi się to dopiero po dłuższej chwili, gdy w końcu zrozumiała, że nie stanowię dla niej zagrożenia. Od razu poznałem co się stało. Ktoś próbował ją zgwałcić. Telefon po policję, karetkę. W międzyczasie uświadamiam sobie, że prawdopodobnie widziałem kogoś wbiegającego do lasu. A może mi się to przywidziało? Nie wiem sam. Rozmowa z policją to coś, co ciężko opisać słowami. Plątanina myśli, słów, zdarzeń. Volt cały czas siedział przy mojej nodze. I podobnie się trząsł. To było dwa dni temu.

Wczoraj byłem u Justyny w szpitalu. Byli tam jej rodzice. Siedziała zwinięta w kłębek w kącie sali. Nic nie mówiła. Cały czas płakała. Dopiero wtedy dotarło do mnie, jak olbrzymią krzywdę ktoś jej wyrządził. Jak jednym swoim czynem zniszczył dziewczynie życie. Nie wyobrażam sobie, co by było, gdyby ten ktoś dokończył to, co zaczął.

Wieczorem dostałem telefon. Powiedziała jedno słowo, Volt. Dzisiaj również byłem ją odwiedzić. Tym razem z psem. Na jego widok się uspokoiła. Nic nie mówiła, ale chociaż przestała płakać. Wracając ze szpitala, myślałem o tym. Jeśli będzie trzeba, oddam jej Volta. Jest moim przyjacielem, ale w tym momencie to ona bardziej go potrzebuje. Czuje się bezpiecznie przy nim. I może dzięki niemu podniesie się po tej tragedii. Życzę jej tego, z całego serca.
ciateczek Odpowiedz

ciekawa historia ale nie oddawaj psa ponieważ on się do ciebie autorze przywiązał już i może nie przeżyć rozstania (śmierć z powodu smutku, czyli że nie będzie jadł ani pił gdy ciebie nie ma przy nim)

asinius Odpowiedz

Piękna historia, ale pies nie może wejść do szpitala (wymogi Sanepidu). Rozbite kolano mało typowe dla obrażeń przy szarpaninie. Popraw szczegóły.

Anwute

Mylisz się co do psa - w wyjątkowych sytuacjach pies może wejść do szpitala, jako pies terapeutyczny.
Co do kolana to już nawet nie skomentuje, bo najwyraźniej mało wiesz o obrażeniach przy próbie gwałtu.

asinius

@Anwute
Tylko pies-przewodnik niewidomego, a i to nie zawsze, bo wystarczy jedna osoba uczulona na sierść psa i zwierzak zostanie wyproszony. I czasami psy terapeutyczne z fundacji, ale do szpitali dziecięcych, po wcześniejszym ustaleniu.

Legalne wprowadzenie zwykłego psa do szpitala jest niemożliwe i może skończyć się interwencją policji.

Co do obrażeń przy próbie gwałtu- jesteś medykiem sądowym? Czy piszesz zgodnie z zasadą "nie znam się, ale się wypowiem"?
Oczywiście dziewczyna mogła uciekać a w czasie tej ucieczki trafić kolanem w pieniek, kamień itp. Strawiłbym taki pomysł, gdyby do gwałtu doszło na asfaltowej szosie, ale w innych warunkach jest to po prostu mało prawdopodobne.

PaniPanda

On odwiedził tę Justynę dzień później w szpitalu. Rozmowa z policją odbyła się wcześniej. Także zaoszczedzę Wam bezsensownej dyskusji, bo psa w szpitalu nigdy nie było

ad13

PaniPanda, yyy...?
"byłem ją odwiedzić. Tym razem z psem. Na jego widok się uspokoiła. (...) Wracając ze szpitala, myślałem o tym."

Cystof

Anwute ma rację. Może i nie ma oficjalnego przyzwolenia to nie wszyscy lekarze mają kija w doopie (jak co niektórzy tutaj) i potrafią przymknąć oko na zasady w imię wyższej konieczności.

PaniPanda

Mialam na myśli obecność psa podczas rozmowy z policją, bo myślałam, że to o to chodzi (chyba spaliłam zbyt grubego jointa)

wmw Odpowiedz

Niesamowite jak dobrego, wiernego i czujnego masz psa. Dobrze, że jest.

ZuziXX Odpowiedz

Mam wrażenie, że już kiedyś ta historia się tutaj pojawiła :/

PinkRoom

"Dawno temu" coś ci to mówi?

Dodaj anonimowe wyznanie