#nLAOW

Jako dziecko i nastolatka miałam problemy z nadwagą, a właściwie z otyłością. Doszło do tego, że mając około 12 lat kupowałam ubrania w działach dla dorosłych, niedługo później nawet w nich niełatwo było znaleźć coś, w co wszedł mój tyłek. Nie mieściłam się w nic ładnego czy modnego, byłam skazana na babcine ubrania.

Pomimo tego jak wyglądałam słodycze i niezdrowe przekąski były w moim domu na wyciągnięcie ręki. W kuchennych szafkach zawsze było pełno ciastek, chipsów czy paluszków. Do picia kupowano gazowane napoje typu cola czy fanta.

Rodzice przypominali sobie o moim problemie z wagą tylko wtedy, kiedy trzeba było kupić mi coś do ubrania, co wiązało się z całodziennym chodzeniem po sklepach i płaczem. Wtedy przez parę dni zabraniano mi jeść słodycze. Moja mam potrafiła w czasie ,,zakazu" zjeść na moich oczach paczkę chipsów, zapijając colą, ojciec zjeść opakowanie paluszków czy słonych orzeszków. Po paru dniach wszytko wracało do normalności. Nierzadko na obiad jedliśmy pizzę, jedzenia gotowe do odgrzania czy z paczki, mimo że moja mama nie pracowała (nie lubiła/nie lubi gotować). Zamiast śniadania do szkoły dostawałam pieniądze na kupienie sobie czegoś w szkolnym sklepiku. Jak się łatwo domyślić, dziecko nie kupiło sobie owocu, tylko sięgnęło po batona i słodzony napój zamiast wody.

Rodzice winą za moją nadwagę obwiniali dziadków. Bo babcia kupiła mi kinder-niespodziankę czy upiekła ciasto, bo dziadek kupił mi słodką wodę owocową.
Do dziadków chodziłam parę razy w tygodniu, ale przecież więcej czasu spędzałam w domu, więc obwinianie babci za kawałek cista z truskawkami, kiedy samemu kupowało mi się paczkę chipsów i czekoladę, było hipokryzją.

Dopiero w liceum zaczęłam pilnować się z jedzeniem, mój wygląd coraz bardziej zaczął mi przeszkadzać. Prawdziwa zmiana przyszła, kiedy wyprowadziłam się na studia do innego miasta, sama kupowałam sobie jedzenie, odrzuciłam gotowe posiłki i ograniczyłam słodycze i przekąski, słodkie napoje zamieniłam na wodę. Waga zaczęła spadać, a ja czułam się coraz lepiej. Więcej się ruszałam i w końcu mogłam kupować to, co mi się podoba, a nie to, w co się mieszczę. Schudłam do rozmiaru 38 (czasami 40). Dalej mam masę kompleksów, zdarzają się dni, że płaczę patrząc na siebie w lustrze, wstydzę się ubrać sukienkę czy krótkie spodenki. Nie wiem, czy kiedykolwiek zaakceptuję siebie.

Mam ogromny żal do rodziców, że nie wspierali mnie w walce z otyłością... wręcz ją utrudniali. Kiedy wracam do domu na wakacje, muszę dalej walczyć z pokusą, słodycze wciąż leżą w każdym kącie. Najgorsze jest jednak to, że moja 10-letnia siostra zaczyna przypominać mnie z dzieciństwa (10 kg nadwagi). Pomimo moich próśb rodzice nie mają zamiaru przypilnować jej odżywiania, na każdą moją próbę rozmowy na ten temat i prośby reagują stwierdzeniem, że przesadzam.
rassdwa Odpowiedz

Nie myśl o sobie źle, tylko dobrze, w samych superlatywach. Przecież to ty znalazłaś w sobie dość siły, by stać się autorką tych wszystkich zmian, których dokonałaś. A łatwo nie było! Pomyśl tylko jak silna i wspaniała jesteś! Wielu (w tym także twoi rodzice) może ci zazdrościć.

KlaraKK Odpowiedz

To przykre, że nie miałaś wsparcia w rodzicach. Ich zachowanie była wręcz okrutne. Jak można samemu opychać się chipsami na oczach dziecka, któremu się tego zabrania? Rodzice powinni wspierać dziecko i dawać mu dobry przykład. Gratuluje ci że mimo barku pomocy z ich strony, a w sumie to mimo przeszkód w postaci niezdrowej żywności, które rzucali ci pod nogi udało ci się wyjść z nadwagi i zadbać o twoje zdrowie.
Szkoda, że rodzice nie nauczyli się niczego i teraz wpędzają w otyłość twoją siostrę.
Może warto z nią porozmawiać, opowiedzieć o tym ile się wycierpiałaś z powodu nadwagi i napracowałaś żeby zrzucić te dodatkowe kilogramy.
Trzymam za ciebie kciuki

Tratator Odpowiedz

Tu nawet nie chodzi o to, że rodzice nie wspierali Cię w walce z otyłością, oni ją wręcz wywołali. Osoba, która od dziecka jest otyła musi włożyć dużo energii, żeby schudnąć, a i tak pozostają jej predyspozycje do tycia.

Suszepranie Odpowiedz

Wg mnie 38 czy 40 to całkiem spoko rozmiar! Myślę, że osiągnęłaś i tak już bardzo dużo :)

michal333 Odpowiedz

jestem rodzicem i wiem, że odżywiania dziecka trzeba pilnować. Nie można mieć upchanych po szafkach tony słodyczy i dziwić się że dziecko sie na nie skusiło. Dzieci należy wspierać a nie przez własne lenistwo, bo się komuś nie chce zrobić dziecku normalnego obiadu czy śniadania doprowadzać je do zagrożenia zdrowia(bo otyłość właśnie tym jest).

Widać że rodzicom zwyczajnie sie nie chciało cię przypilnować, byli świadomi problemu, skoro raz na jakieś czas mieli jakieś przebłyski

nixi Odpowiedz

Dziecko mojego kuzyna jest w tej samej sytuacji. kiedyś nosiłam rozmiar 40, ale schudłam to wszytskie moje ciuchy zabrała 11 dziewczynka. Rodzice się cieszą, że dziecko potrafi sobie samo zrobić kanapki z majonezem, czy ze smalcem. Zamiast się o nią martwić moja po prostu wyjebane.

Czaroit Odpowiedz

Dlaczego dzieci objadają się słodyczami bez opamiętania?
Bo brakuje im miłości i uwagi rodziców. To jest aż tak proste.
Zacznijcie się przyglądać rodzinom, gdzie dzieci są naprawdę szczerze kochane, wspierane, akceptowane. Gdzie rodzice mają czas na zabawy z dziećmi, na wysłuchanie ich opowieści, na doradzenie w ich małych życiowych problemach.
Jeśli nie ma jakiejś poważnej choroby, takie dzieci zawsze są szczupłe i nie objadają się przesadnie słodyczami. W takich domach słodycze leża zwyczajnie w koszyczku na stoliku, różne cukierki czy wafelki a dzieci sięgają po nie sporadycznie. I nie dlatego, że im się tego zabrania albo pieprzy na około, jak to strasznie niezdrowe i jak od tego utyją.
Nie, takie dzieci nie muszą zajadać swoich emocji, nie kompensują sobie braku miłości słodyczami.
Tylko dzieci, którym brakuje miłości, nie potrafią zapanować nad konsumpcją słodyczy. Również wtedy, gdy dorosną, mają z tym problemy. Wówczas albo objadają się bez opamiętania, albo wręcz przeciwnie, histerycznie reagują na zjedzenie jednego cukierka i każą się potem za niego morderczymi treningami czy głodówką.
Bo żeby naprawdę z lekkością, od czasu do czasu, dla smakowania życia, zjeść sobie ciasteczko czy lody ze śmietanką, trzeba umieć naprawdę siebie kochać i DAWAĆ SOBIE PRZYJEMNOŚĆ w życiu. A miłości do siebie uczą nas rodzice. A przynajmniej powinni. Bo najczęściej niestety uczą swoje dzieci nienawiści.

tramwajowe

Sporo tu generalozowania.
Ja spotykam głównie takie przypadki, więc wiem że jest w tym dużo racji. Ale nie wrzucajmy wszystkich do jednego worka.

nata

To jest tylko jedna z opcji.

Czaroit

Oczywiście, ja piszę o zasadzie. Taka jest zasada - masz dostatek miłości, nie kompensujesz go słodyczami. Jadasz je sobie czasem dla smaczku i tyle.
A że jest przy tym wiele zmiennych? Normalka, takie jest życie.

KlaraBarbara

Coż, ja byłam raczej (mam nadzieję?) kochana, słodyczami się obżerałam, bo jak byłam mała to sytuacja finansowa była kiepska i słodycze były rzadkością i gdy się poprawiło, miałam dostęp do słodyczy, właściwie większość kieszonkowego szło na słodycze, z czasem całe kieszonkowe szło na słodycze. Moja cera płakała, ja jakimś cudem przytyłam może parę kilogramów i się opamiętałam po latach. Choś faktycznie były to czasy gimnazjum gdy czułam się najgorzej ze wszystkim. Byłam dość aktywna, więc miałam szczęście, teraz wciąż trenuję i ograniczam sobie słodycze oraz jestem tak samo kochana. Choć może faktycznie ma to jakiś związek? Nie koniecznie bycie kochanym, ale bycie szczęśliwym

Jaase

Kochany to ja byłem, a i tak się obżerałem. W domu nam niczego nie brakowało, rodzice poświęcali masę czasu, a wciąż cholernie ciągnęło mnie do słodyczy. Wciąż mam bardzo wysoką tolerancję na cukier (bez problemu mogę zjeść dużą czekoladę i się nie zmulić). Także ja bym nie generalizował. Na jedzenie słodyczy wpływa naprawdę dużo czynników. Choćby gust danej osoby.

RozpierdalaczTrocin Odpowiedz

Też mam 38/40 i uważam, że to sexy rozmiar :D krągłości tam gdzie powinny być :D do tego facetom podobam się bardziej niż rozmiar 34/36

Mirrabella

Skąd wiesz jaki rozmiar się "bardziej" podoba facetom?

tramwajowe

Bo 'podobam', a nie 'podoba się'. Bo to własne doświadczenie, a nie uogólnienie na wszystkich.

AmebaSpoleczna

Krągłości nie mają za wiele wspólnego z rozmiarem - sama noszę 36 i miseczkę E

Jaase

Mam wrażenie że ludzie piszą jakby 38/40 to był jakiś rozmiar plus size. Gdy w rzeczywistości jest to najnormalniejszy rozmiar.

Flossia Odpowiedz

Polecam zamiast rozmów taką konkretną awanturę z wywaleniem wszystkich żali i groźbą zawiadomienia opieki społecznej (otyłość to choroba, która wzięła się z zaniedbania rodziców więc teoretycznie opieka powinna interweniować), może terapia szokowa zadziała

nata Odpowiedz

12 lat to raczej przeciętny wiek na przerzucenie się na dział dla dorosłych.

Zobacz więcej komentarzy (3)
Dodaj anonimowe wyznanie