#mWoPx

Nie mogę żyć bez mojego kota.

Od dwóch lat mieszkam w internacie. Na weekendy i święta wracam do domu.

Jakoś pod koniec czerwca dostałam kota. Pokochałam go, spędzaliśmy ze sobą każdą chwilę. Niestety musiałam się wyprowadzić. W internacie jestem w poniedziałek rano. We wtorek na wieczór już nie mogę wytrzymać, i najczęściej w środę wracam do domu. Nie umiem żyć bez kota. Nie jest to mój pierwszy kot w życiu, ale do tego jestem najbardziej przywiązana, i on do mnie też. Zawsze kiedy wracam, on pierwszy mnie wita, miauczy, wskakuje na mnie i mruczy. Chodzi za mną krok w krok, nie wychodzę nigdy sama nawet na papierosa, kot zawsze chodzi ze mną.

Nie wiem czy to normalne, ale tylko tutaj o tym napisałam. Boję się powiedzieć komukolwiek, boję się że mnie wyśmieją. Wyprowadzam się z internatu do końca października, mama myśli że nie układa mi się ze znajomymi.
asienaebaam Odpowiedz

Najpierw kot, a potem mama, tata i reszta wskakują na ciebie i mruczą? Przepraszam, głupawkę mam 😀

majer

Ciekawe po czym?

asienaebaam

Majer, mam podejrzenie graniczące z pewnością, że to pytanie w Twojej opinii jest retoryczne.

LubieSliwki

Glupawka...hmm czyżbyś się naebaa? 😂

FioletowyAligator

Kocimiętka śmierdzi jak kocie szczyny, to chyba było coś innego

JamJestPotterhead

@FioletowyAligator mamy speca 😊

asienaebaam

LubieSliwki, nigdy w życiu. Ja alkoholowi mówię stanowcze "być może"!

Venrosa

Asienaebaam, autokorekta Ci źle poprawiła: majer zazwyczaj nie zadaje pytań retorycznych, tylko erotyczne 😂

majer

@Venrosa - tzw. pytanie rerotyczne? Sugerujesz, że ja sugeruję że na asie wskakują kot, mama, tata i reszta?

KotyTupia

Zwizualizowałam to sobie. Moje powitania z kotem i rodziną już nigdy nie będą takie same...

asienaebaam

asie robi unik i wszyscy lądują na podłodze! Oprócz kota, który jakimś cudem jest na samej górze i na dodatek skądś ma kabanosa na zagrychę.

Ookami Odpowiedz

W październiku zaczęłam studia, mieszkam w akademiku, i mam tak samo ale z psem. Jest on moim pierwszym zwierzęciem i najlepszym przyjacielem. Do domu jeżdżę na weekendy i wyjeżdżam dopiero w poniedziałek rano żeby jeszcze trochę pobyć ze zwierzakiem, w wtorki przyjeżdżam po południu bo mam krótko zajęcia. Nie widzę go w środę i czwartek i to taka katorga że dzwonię do rodziców na messengerze żeby tylko zobaczyć mojego przyjaciela. Także bardzo dobrze rozumiem co czujesz

Takatamse

@Ookami mam tak samo, znajomi dziwią się czemu praktycznie co tydzień jeżdżę do rodzinnego miasta zamiast pochodzić po mieście, poimprezować w weekend, a ja wracam, bo po prostu nie mogę wytrzymac bez mojego psa, ani on beze mnie za długo też nie :(

efektmotyla Odpowiedz

A nie możesz, zamiast mieszkać w internacie, wynająć jakiegoś pokoju gdzie właściciel pozwala trzymać zwierzęta?

RickyMP

W niektórych akademikach można trzymać zwierzęta, tylko musisz mieć zgodę mieszkańców kilku pokoi obok :D

Softkitty1 Odpowiedz

Rozumiem. Też uwielbiam swojego kota.

BlackMirror Odpowiedz

Mam tak samo z kotem tyle, że jestem o jakąś dekadę starsza od ciebie.

ZapomnialamHaslaZnow

Do trzech kotów dołączył latem czwarty, jest jeszcze pies. W wolne i na wolne weekendy jadę do rodziców. Pierwsze co robię to witam się ze zwierzakami. Mam już 31 lat 😁 a u siebie przeglądam zdjęcia moich skarbów.

krass Odpowiedz

dziewczyno lecz sie...pozniej bedzie "nie zdalam sesji bo tesknilam za kotem"

FioletowyAligator Odpowiedz

Ci kociarze, nigdy ich nie zrozumiem...

KnizeVegeta Odpowiedz

Ja na studiach miałem zajęcia - poniedziałek, wtorek, czwartek. To zawsze w środę jechałem do swojego rodzinnego domu na jedną dobę, a to jakieś 4 godziny drogi w jedną stronę. Finansowo też mnie to tanio nie wychodziło. Ale robiłem to po to, żeby w środę zobaczyć się z moim psem, mimo że normalnie wracałem i tak do domu na weekend.

Emilsa Odpowiedz

Jak się zakochasz to ta fascynacja przejdzie na chłopaka.

Mam chłopaka.

Ikonek Odpowiedz

Też miałam wiele kotów. Jednak ten ostatni był wyjątkowy, gdy zobaczyłam, że nie żyje (został zabity przez psy, najprawdopodobniej, nie był rozszarpany, pewnie skręcony kark), byłam tak rozhisteryzowana, że tato musial specjalnie przyjechać, aby mojego najukochańszego kota pogrzebać. Do tej pory, choć minął rok, nie mogę o nim zapomnieć i najczulsze wspomnienia wzbudza we mnie ten sierściuszek.

Zobacz więcej komentarzy (4)
Dodaj anonimowe wyznanie