#mJh7Z

Byłam wtedy w podstawówce, jedna z ostatnich klas (przed reformą oświaty). W klasie mieliśmy kolegę. Typowy, klasowy playboy, buc, nieszanujący innych, do którego wzdychało 3/4 dziewczyn z mojej klasy i okolicznych. Ja na szczęście zaliczałam się do tej 1/4 nie wzdychających. Niestety moja najlepsza przyjaciółka była po tej drugiej stronie, nawet zaliczyła się do tych "szczęściar", która przez jakiś czas mogła mówić, że jest jego dziewczyną. Niestety, gdy przestała być, z nieznanych mi przyczyn chłopak zaczął jej bardzo dokuczać. Od wyśmiewania, uszczypliwości, złośliwości, dokuczania, do nastawiania przeciwko niej innych.

Przyjaciółka denerwowała się, płakała, nawet nie chciała przychodzić do szkoły. Widząc jej bezradność, było mi bardzo ciężko. Chciałam pokazać koledze, że on nie jest gwiazdą, nie wszyscy go lubią i nie jest miło, jak ktoś robi ci przykrość. Któregoś dnia przyjaciółka stwierdziła, że coś chce zrobić. Na przykład wrzucić mu zgniłe jaja do plecaka. Rezolutnie, na moje naście lat, stwierdziłam, że nie możemy, to mu zniszczy rzeczy, a jak sprawa się wyda, będą szkody materialne i będzie trzeba płacić (tak, od zawsze byłam logiczna). Ale pomysł podrzutki do plecaka nad wyraz mi się spodobał.

Uczyniłyśmy wraz z przyjaciółką pewne zakupy (za niechętnym przyzwoleniem rodziców, bo nie chciałyśmy mieć problemów jak sprawa się rypnie). Nadszedł D-Day. Na długiej przerwie, przed lekcją fizyki lub chemii (nie pamiętam dokładnie), gdy kolega poszedł z resztą na podwórko, a pod salą zostały ze dwie osoby i plecaki walające się pod ścianą, przystąpiłyśmy do akcji.
Przyjaciółka położyła wcześniej swój plecak obok jego plecaka. Zaczęła grzebać w swoim, niby szukając książek, ja przyklękłam obok niej, jednocześnie zasłaniając ją i otwierając delikatnie jego plecak. Przyjaciółka wrzuciła mu zawartość dwóch średnich, okrągłych pojemniczków. Plecaki zostały zamknięte, a my resztę przerwy spędziłyśmy w bibliotece, wypracowując sobie coś na kształt alibi.

Za to na lekcji, na szczęście, siedziałyśmy w ławce za nim i doskonale widziałyśmy jego minę, gdy wkładając na oślep rękę w poszukiwaniu zeszytu, natknął się nią na coś miękkiego i pełzającego. Setka (a może i więcej) robaczków dla wędkarzy zrobiła swoje...


Strat materialnych nie było, nikt nie doszedł do tego kto był sprawcą, chociaż poszukiwania i domysły były (ale nigdy w naszym kierunku - byłam jedną z trójki najlepszych uczniów w szkole, więc jakbym mogła?), a my byłyśmy gotowe przyznać się, gdy tylko oskarżony zostałby ktoś niewinny. Nie chciałyśmy, żeby konkretnie wiedział kto, tylko żeby podejrzewał wszystkich. W konsekwencji zrobił się jakiś milszy dla ogółu...

Teraz jestem ponad rok po ślubie. Na szczęście nie z nim. Narcystycznym bucom mówię stanowcze "nie".
TomaszWpierdol Odpowiedz

Wormsy na żywo.

JestemKimJestem

Tylko bez broni :(

CzarnyPetrol

Hehe powinny dozucic banana ;P

CzarnyPetrol

*dorzucic :)

Fruktofuranoza

"Święty granat ręczny", "betonowy osioł" wspomnienia:D

Jinchuuriki

Dalej mam Wormsy na kompie, moja mama też w to czasem gra :D

AzuEsmiCzelowaekomu

Super owca :3

askdef Odpowiedz

Dobra przyjaciółka z ciebie. :D

Anonimka098 Odpowiedz

Zbrodnia doskonała :D I to za przyzwoleniem rodziców!

herbaciara Odpowiedz

Już się przestraszylam, ze napisalas, ze jesteś właśnie z tym bucem...
Życzę szczęścia 😁😁

21PAZDZIERNIKA Odpowiedz

Zemsta jest słodka :D No... i czasem obślizgła ;]

LiczbaAvogadro602 Odpowiedz

I to zakończenie z dreszczykiem :D

kiwikiwikiwi Odpowiedz

Wyobrażałam sobie czytając, że to ja wkładam rękę do plecaka z robalami. I wiecie co? Chyba bym zemdlała...

mkoijmkoij

Ja bym darła mordę na pół województwa :D

Mrr Odpowiedz

Zemsta jest słodka 😁

pilkaraa Odpowiedz

Należało się "bucowi" ;)

Kofukuu Odpowiedz

Zemsta idealna :3

Zobacz więcej komentarzy (6)
Dodaj anonimowe wyznanie