#lXvji

Mam 26 lat i jakoś do tej pory nigdy nie zdarzyło mi się być w związku. Przeważnie znajomość kończyła się po jednym lub dwóch spotkaniach, bo po prostu czułam, że się do tego nie nadaję i nie chciałam robić nadziei tej drugiej stronie. 
Kilka miesięcy temu zaczęło iskrzyć między mną a moim dobrym kolegą, który, jak się później okazało, miał w głowie tylko jedno – przespać się ze mną, a następnie poszukać sobie innej. Jako że nie jestem z tych, co idą z chłopakiem do łóżka na pierwszym spotkaniu, szybko się zraziłam do niego i powiedziałam sobie, że to definitywny koniec z facetami, stwierdziłam, że widocznie niedane mi jest spotkać tego jedynego.
Kilka tygodni później na jakiejś dennej imprezie, na którą nie miałam nawet ochoty iść, poznałam W – chłopak przystojny, dobrze zbudowany, który po prostu przyszedł, pogadał, zaprosił do tańca, na koniec wymieniliśmy się numerami telefonu. Odezwał się zaraz następnego dnia. Dużo pisaliśmy, aż w końcu doszło do spotkania. Na nic się nie nastawiałam, bo wiedziałam, jak to ze mną jest. Przyjechał po mnie i bardzo miło spędziliśmy czas, potem było kolejne spotkanie i następne. I wiecie co? Chyba pierwszy raz w życiu się zakochałam tak naprawdę, tylko teraz obawiam się, że to zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Jestem szczęśliwa, ale boję się mówić o tym głośno, żeby nie wyszło tak jak zwykle.
Maniack37 Odpowiedz

Pokuszę się o nerdowską, szachową ciekawostkę.
Mihaił Tal był świetnym arcymistrzem, nazywanym często Magikiem z Rygi, bo potrafił wyczarować coś z niczego. Jego przeciwnicy o tym wiedzieli, więc często zaczynali "widzieć duchy", czyli bronili się przed zagrożeniami, których nie było. Mieli wygraną partię, ale i tak przegrali, bo skupili się na tym, że mogą zaraz przegrać.

Skup się na tym, że jesteś szczęśliwa i pierwszy raz w życiu zakochana.
Maniacko Coelho.

Dodaj anonimowe wyznanie