#lRCBq
Kiedy nadszedł czas na wyjawienie rodzicom mojego największego sekretu, bardzo się bałam. Jednak miałam te już piętnaście zim na karku i byłam pewna tego, co się we mnie dzieje. Stwierdziłam, iż najpierw wyznam to mamie, i niemal mdlejąc oraz dławiąc się słowami, przełamałam się, odważyłam - palnęłam przy pomaganiu w obiedzie, że wolę kobiety. Moja rodzina razem z mamą jest typem homofobicznych osób, dlatego zmroziło mi krew w żyłach jej stoickie "Wiem" bez nawet spojrzenia na mnie. Myślałam, że nóż wejdzie mi do ręki, bo tak zaczęłam się trząść - z nadmiaru emocji. Po chwili dopytałam skąd wie, czy to po mnie widać albo co. Odpowiedziała, że czytała moje zeszyty i już dawno to zaakceptowała, "ale tego nie rozumie".
Moja reakcja była natychmiastowa, zapięłam psa na smycz i wyszłam na długi spacer, zostawiając w domu telefon. Wróciłam po jakichś trzech godzinach, jak nie więcej (pies się napoił i poszedł spać), poszłam prosto do mamy i zapytałam, jak długo grzebała w moich zeszytach i jakim prawem to robiła.
Okazało się, że od początku mojego pisywania zaglądała czasem na moje notatki "z ciekawości". Wiedziała, że jestem homo, bo dziewczyny "krasze" i widziała moje opisywane pierwsze zakochania w dziewczynach, a nawet jakieś próby związków. Wiedziała, że miałam myśli samobójcze i plany samobójcze. Wiedziała, że gnębiono mnie w szkole i że wiele moich wymówek, by zostać w domu, były z tego powodu - a nie ze złego samopoczucia. Wiedziała wszystko. I NIC nie zrobiła z faktem, iż spisywałam listy pożegnalne. Nie zainterweniowała - o nic nigdy nie pytała, nie poruszała żadnych tematów, nie gadaliśmy o poważnych rzeczach.
Czy od tego czasu przestałam pisywać dzienniki? Nie. Wręcz przeciwnie, pisałam wszystko jak leci, ubierając w najbardziej ohydne słowa - chcąc zrazić mamę. Nie wiem, czy ją zniechęciłam, jednak zaczęłam żyć otwarcie jak nigdy. Nabrałam odwagi co do siebie. A czy do teraz mama czyta? Nie, mieszkamy osobno.
Super matka, nie ma co. Skoro już naruszała Twoją prywatność, to przynajmniej mogła pomóc. Jak matka.
Może z tego co wyczytała, wiedziała że córka sobie sama poradzi i miała na nią oko? Może właśnie pozwalała jej rozwiązywać swoje problemy samej? Autorce nic się nie stało i sama też nie wie czy matka jej nie pomogła nawet nic nie mówiąc, nie dając po sobie poznać.
Chodzi mi o problemy w szkole, myśli samobójcze, gnębienie. Jesli dziewczyna napisała list pożegnalny, a matka nadal zachowywała się jakby nigdy nic, zostawiała ją np samą w domu itd to coś jest nie tak. I nie musiała mówić że przeglądała zeszyty. Mogła np zagaić do niej, bo wygląda na smutną czy coś tam. Podejść cierpliwie. Nie wyobrażam sobie wiedzieć o tym że moje dziecko tak się męczy i nie reagować tak by to pozytywnie odczuło. To nie jest w porządku. A sposoby są różne. No chyba że autorka celowo przedstawia matkę w złym świetle ale w internecie wszystko może być naciągane.
Gdy ma się uraz do rodziców często specjalnie się ich demonizuje. Niektóre rzeczy rozumie się z czasem.
Moja mama wiedziała, że mnie gnębią w szkole. Raczej nie znała do końca skali, pewnie gdyby znała to by zrobiła coś więcej niż obserwowanie. Nie chciała interweniować, bo uważała, że jakoś panuję nad sytuacją, a jeśli by zainterweniowała to mogliby mnie znielubić i zacząć gnębić również ludzie z którymi zaczęłam się dogadywać. Przyznam, że pewnie tak by się stało.
Jednak ja nigdy nie pisałam pamiętników, ani dzienników (lenistwo), więc moi rodzice nie mieli jak się czegokolwiek o mnie dowiedzieć.
W sumie jeden krewny się przypadkiem dowiedział wielu moich sekretów gdy rodzice pożyczyli mu mój stary telefon (za moją zgodą) i przeczytał moje smsy... Damn, byłam święcie przekonana, że go sformatowałam przed włożeniem do szuflady na graty. Dobrze, że rodzicom nic nie powiedział.
Z jednej strony dobrze, że wiedziała o tym wszystkim, że nie marudziła Ci, że masz iść do szkoły i koniec, że złe samopoczucie to nie wymówka, że nie zrobiła Ci afery o to, że jesteś lesbijką, że zaakceptowała - w jakimś stopniu i w pewien sposób - ten fakt.
Jednak z drugiej: szlag mnie trafia, że Twoja Mama wiedziała, że Cię gnębią, że masz myśli, ale i plany samobójcze, że pisałaś listy pożegnalne. Ten jej brak reakcji, taka obojętność...? Nie umiałabym. Nawet nie umiem, jak widzę, że moim siostrom coś jest.
Nie umiem zrozumieć ludzi, którzy przegrzebują cudze rzeczy i czytają prywatne dzienniki / pamiętniki (nawet jeśli tam są tylko zapisy typu: "Wstałam o 6:00, o 6:15 jadłam śniadanie, a potem umyłam zęby."). Moja Mama nigdy mi nie grzebała, przynajmniej niecelowo. Nigdy nie miałam porządku na biurku, czy w szafkach, więc jak czegoś u mnie szukała, to albo mi o tym mówiła od razu, jak tylko wróciłam do domu, albo dzwoniła do mnie. Tylko że jak dzwoniła, to mówiła: "Masz gdzieś *wstaw co tam chcesz*? Bo ja swojego znaleźć nie mogę". No to mówiłam, że to może być tu albo tu, żeby sobie poszukała. I tak, miałam (i nadal mam) świadomość, że może trafić na coś, co może ją zaskoczyć, ale jednak mam zaufanie i wiem, że nie wykorzysta tego przeciwko mnie.
Nie wiem coprawda jakie miałaś na codzień kontakty ze swoją mamą, ale mi przyszło do głowy, że może właśnie mama się martwiła i obserwowała Cię bardziej w momencie jak przeczytała coś niepokojącego, tyle że Ty nie wiedząc o tym, nie zdawałaś sobie z tego sprawy...
Jeżeli ogólnie Twoje stosunki z mamą były w porządku to nie wydaje mi się, żeby ją to nic nie obeszło, plusem jest że miała czas żeby się z tym oswoić i nie robiła Ci awantur, dała Ci wybór kiedy i jak sama o tym powiesz, bo to ważne, co oczywiście nie tłumaczy tego, że czytała Twoje prywatne zapiski, tego nie popieram...
Co za mama...nie dość, że czytała twoje prywatne "notatki" to w momencie czytania tych o samobójstwie nic nie zrobiła? Fakt, nie wiadomo jakbyś zareagowała w takim stanie na to, że ona czyta twoje dzienniki, może dużo dużo gorzej niż teraz, może to napędziłoby twoje myśli samobójcze, ale do cholery, jaka matka zostawia spokojnie fakt, że jej dziecko myśli o tym, żeby się zabić?! Nie rozumiem tego. Może dlatego, że moja mama jest moim ogromnym wsparciem w życiu.
Nienawidzę, kiedy rodzicom wydaje się, że wolno im wszystko -.-'
ciekawe ze lesbijka lubi gejowskie porno ;P
Ja w sumie jestem hetero a lubje lesbijskie.Zycie jest przewrotne.
Jednym plusem tej sytuacji jest chyba tylko to, że nigdy nie wykorzystała nic z tych rzeczy przeciwko tobie.
Niby racja, nie powinna bo każdy ma prawo do prywatności, ale jak jest napisane w wyznaniu, autorka gdy powiedziała matce o orientacji była nastolatką. A jak wiadomo nastolatki potrafią mieć "depresje" bo np. rzucił ją chłopak, z którym była tydzień. Nie mówię, że tak jest i w przypadku autorki, ale trzeba brać pod uwagę, że wyznanie może być trochę inne niż na prawdę.
Gdy miałam 15 lat, chłopak zostawił mnie po dwóch tygodniach. Szczerze? Przeżyłam to bardziej, niż teraz koniec dwuletniego związku ze wspólnym mieszkaniem. Nie wiem, po co bagatelizować problemy, których doświadczył prawie każdy i wszyscy wiemy, jak bardzo boli taka pierwsza miłość
Dobrze, skoro zatem matka nie czytala tych dzienników w trosce o Ciebie to po co? Dla rozrywki?
Ze wścibstwa. Po prostu.
masakra. ja po podejrzeniu, ze ktos czyta moje pamietniki ( a to zagiecie na stronie a to jakis farfocel w srodku, a to inna pozycja w szafce czy szufladzie) zwyczajnie je spalilam
do dzis zaluje, bo pewnie usmialabym sie nieraz z tego, co tam wypisywalam i mialabym pamiatke
grzebanie w cudzej prywatnosci to zlo, jestem na tym punkcie przewrazliwiona totalnie, jeden chlopak mial pretensje "jak moglam zrobic haslo w telefonie, wczesniej nie mialam" i byl mocno zdziwony, jak z nim zerwalam ...