#kJk8Q
Minął jakiś rok, nim w moim małym dziewięcioletnim serduszku pojawiło się coś na kształt pierwszego zauroczenia względem Mirka. Niestety, należałam do tych pulchnych dzieciaków zajadających stresy, co przełożyło się na moją pewność siebie. Uznałam, że skoro jestem gruba, to jestem brzydka. A skoro jestem brzydka, nie jestem interesująca. Z kolei ktoś nieinteresujący nie podbije Mirka, prawda?
Nie wiedziałam jak się do tego zabrać, dopiero po dłuższym czasie wpadłam na genialny plan! Anonimowe liściki miłosne. Jako że wstydziłam się przyznać przed kimkolwiek do moich planów, nad całym projektem czuwać musiałam sama. Dostępu do Internetu wtedy nie miałam, poezją się nie interesowałam, co zaś wykluczało kolejne źródła inspiracji. Nie wiedziałam jak ubrać w słowa myśli plączące mi się po głowie i musiało upłynąć sporo czasu, nim powstał pierwszy liścik. Niewiele mniej - nim odważyłam się ów liścik podrzucić do plecaka Mirka. Możecie sobie wyobrazić, jak bardzo trzęsłam się na myśl, że jakoś odkryje, kto jest jego autorką... Ale najwyraźniej nic się takiego nie zdarzyło, w każdym razie zachowanie Mirka względem mnie nie uległo zmianie. W końcu w ruch poszła kolejna notatka zawierająca wyznanie uczucia, po jakimś czasie znowu. Łącznie było tego z dziesięć sztuk, po jednej na okres około tygodnia.
Czemu przestałam pisać? Z jednego powodu. Mirek zaczął "chodzić" z moją koleżanką, Hanką. A jak to się stało? Zabawna sprawa. Wyznała mi niedługo potem, że uznał te anonimki za jej dzieło, a ona nie przyznała mu się, że jest inaczej; jej też nasz wspólny znajomy mimo gburowatego charakteru wpadł w oko i wykorzystała okazję, zwyczajnie łgając. Sprawa nie wyszła na jaw, nikomu się nie przyznałam ze wstydu i doznanego smutku, a oni "chodzili ze sobą" całą podstawówkę.
Potem przyszedł czas na gimnazjum, nasze drogi się rozeszły, nie wiedziałam co się z nimi przez te lata dzieje. Dwadzieścia lat po "aferze listowej" wpadłam na Mirka na mieście. Ja nadal mieszkałam w tym samym, on był tylko przejazdem, odwiedzał rodziców. Pogadaliśmy, powspominaliśmy... I mimo upływu lat było mi przykro, gdy wyznał, że zeszłej wiosny wziął z Hanką ślub.
Oj tak, te podstawówkowe "miłości" były najlepsze. To były czasy, kiedy chłopaki jeszcze nie patrzyli na mnie wyłącznie przez pryzmat mojego ciała. Nigdy później nie doznałam od nikogo prawdziwego uczucia
Nie wiń losu, żeś bierna. Aż mi się przypomniała podstawówka, każdy miał swoje krzesło i napisy na oparciu. Np. x+y=big love. Na moim było ich sporo, ale to inna historia.
Mamy czas :)