#k9dcD

Nie umiem, po prostu nie wiem jak w normalnej rozmowie mówić o uprawianiu seksu i żeńskich narządach rodnych. Mam wrażenie, że wszystkie rzeczowniki i czasowniki z tym związane stworzone zostały tak, aby brzmieć wulgarnie, sprośnie lub generalnie jakoś tak nieżyciowo.

Srom, łechtaczka, wagina czy pochwa - no litości! to wszystko brzmi jednocześnie tak surowo i obleśnie. Nie czuję, żeby to były normalne słowa, które można tak sobie wplatać do rozmowy. Coś jak kał i fekalia używane zamiast kupy. Kupa brzmi tak jakoś bardziej swojsko, słowa kał to użyję co najwyżej przy lekarzu. Z drugiej strony mamy te pusie i inne określenia, które wyglądają jak wymyślone, żeby 5-latka wiedziała jak ma to nazwać. I tak czasem ta 5-latka ma pusię do końca życia. Jest i cipa, która jest tak wulgarna i obrzydliwa, że jest jednocześnie doskonałym epitetem, żeby kogoś obrazić. Można też powiedzieć "tam na dole" czy "między nogami", ale kurczę, to znowu jakieś owijanie w bawełnę. No nie wiem jak "ją" i "jej" elementy po ludzku nazwać.

Tak samo seks.
Uprawialiśmy seks, Odbyliśmy stosunek - bezdusznie, znowu jak u lekarza, albo nie wiem... może przy spowiedzi.
Kochaliśmy się - no nie, nie. Kochać to się można bezustannie swoim serduszkiem i nie jest do tego wymagane wkładanie penisa do pochwy.
Pieprzyliśmy się - tu już znowu jest wulgarnie, więc do standardowej rozmowy się nie nada.
Do tego jeszcze jest "robienie minetek", "strzelenie palcówki", "robienie loda" czy "obciąganie" - przecież nic z tego nie brzmi normalnie. Jak zatem mam rozmawiać o seksie, kiedy nie umiem go nazywać? Napawa mnie to na tyle dużym dyskomfortem, że zwykle po prostu unikam tego tematu. Nie z jakiejś pruderyjności, tylko z pozbawienia możliwości swobodnej wypowiedzi.

Z facetami jest jakoś lepiej. Mają tego swojego "penisa" i on w sumie ani ziębi, ani grzeje.
Nat0702 Odpowiedz

Koleżanka, która studiowała coś tam związanego z seksuologią, opowiadała, jak wyglądały ich pierwsze zajęcia. Wszyscy po kolei wstawali, i mieli, z marszu, nazwać jak największą ilością określeń : narządy damskie i męskie, masturbacje damską i męską, seks, seks oralny i coś tam jeszcze, nie pamiętam. Konkluzja była jedna : w naszym języku, słowa związane z seksualnością dzielą się na 3 grupy: medyczne, wulgarne, infantylne. Dlatego właśnie tak trudno o tym rozmawiać.

Yaspis Odpowiedz

Też tak mam, albo słownictwo jak z pornola, albo jak z przedszkola, ewentualnie jeszcze zostaje atlas anatomiczny 😂

PeknietyBalonik Odpowiedz

A ja tam akurat rozumiem autorkę.

Feniks06

Nie rozumiem problemu. Cipa nest wulgarne ale cipka... Wg mnie ok. Robienie loda, mineta (choć to drugie lubię. Fajne słowo) można zastąpić po prostu oralem.

Ps. Ktoś tam poniżej powiedział "sikulka". Ja prdl pierwsze słyszę i się zastanawiam kto to wymyśla :D

MalaMi29

Nie rozumiem czemu Feniks06 ma tyle minusów. Ja od dziecka byłam karmiona określeniami cipka i broszka i jak w okresie nastoletni ktoś powiedział coś o myszce to nie wiedziałam nawet o co chodzi ;/

Souichi

Ja też jak najbardziej rozumiem.
Muszelka, sikorka, kokoszka xD niektórzy ludzie to mają wyobraźnię... Ale i tak ze wszystkich określeń z jakimi się spotkałam, nie umiem wybrać tego 'naj', wszystkie jakoś tak mi nie pasują, "cipka" nadal brzmi dla mnie dość wulgarnie. A słowa "mineta" bardzo nie lubię i nie używam "oral" też brzmi okropnie. Faktycznie w naszym języku jest to dość problematyczne.

Nuxus Odpowiedz

W sumie masz rację :o

yo77 Odpowiedz

mam tak samo!

Martynozaur Odpowiedz

Język polski w ogóle jest jakiś ubogi, jeżeli chodzi o takie określenia. Może wymyślmy jakieś swoje? :D

arbuzek

międzypachwina?

Zzz1 Odpowiedz

Chodźmy się chędorzyć!

Aswq Odpowiedz

Ja to czekam aż druga osoba określi się w nazwach i wtedy już jest łatwiej ;)

Bergblattstein Odpowiedz

Moja mama miała taki problem. Kazała mi nazywać to coś między nogami “sikulką”, więc do wieku nastoletniego byłam przekonana że ten narząd służy do oddawania moczu.

Alie

Moja mama też tak mówiła. Czasem się gryzę w język przy chłopaku, bo ciśnie mi się na usta to określenie xD.

Lunathiel Odpowiedz

O tak, mam dokładnie takie samo, no IDENTYCZNE zdanie na ten temat. To serio jest problem, w naszym języku naprawdę brakuje takich neutralnych określeń. Większość brzmi albo przesadnie naukowo i mega niecodziennie, albo dziecinnie, albo wulgarnie.

Zobacz więcej komentarzy (36)
Dodaj anonimowe wyznanie