#jtjFB
Świąt nie obchodziłem, bo rodzice zmarli a brat ma już nową rodzinkę na drugim końcu Polski więc nie utrzymujemy kontaktu zbytnio, właściwie nie utrzymujemy wcale, ostatnio na fb zobaczyłem, że moja ex się zaręczyła z jakimś typkiem myślę sobie „WOW szybka jest, dopiero co zerwaliśmy" i spojrzałem z ciekawości na ostatnią wiadomość do niej… minęło 7 lat.
Przespałem jebane 7 lat, wszyscy poszli do przodu, a ja zatrzymałem się na roku 2012, nie mam nic, 0 oszczędności, 0 znajomych, przez 7 lat poznałem 0 nowych osób, ciągle ta sama praca, ciągle wszystko tak samo, nawet nie zauważyłem kiedy mi młodość spierdoliła (jak zrywaliśmy miałem 19 lat) z tego wszystkiego postanowiłem coś zmienić, rzuciłem pracę iii...nie znalazłem nowej, bo nie mam kwalifikacji na wyrobienie których miałem 7 lat, a doświadczenia jak widać też nie mam, bo pracowałem przez jebane 7 lat na czarno, a nikt mi na słowo nie uwierzy…
Chyba popadłem w depresję, nic już nie robię, od miesiąca piję, żałuje wszystkiego, przeżywam i wspominam sytuacje i ludzi z przed 7 LAT. Z ostatniej wypłaty zostało mi 90 zł, które wydam albo na sznur albo alkohol… albo na to i na to pierdolić to wszystko i wszystkich, przed śmiercią jeszcze wytnę sobie 7 na czole jako symbol mojej porażki.
Jestem o rok młodsza, niedawno skończyłam studia... Nie mam doświadczenia zawodowego, ale walić to... Jestem jeszcze MŁODA...
Ogarnij się plis. Chciałbym mieć znów 26 lat i nawet gdybym miał zaczynać wszystko od nowa.
Jesteśmy w tym samym wieku. Szczerze? Moje życie dopiero niedawno się tak naprawdę zaczęło. Straciłam pracę, której w sumie nie lubiłam, dało mi to kopa do rozpoczęcia czegoś, co zawsze lubiłam, ale bałam się, że nie wyjdzie. Bez pracy i tak nie miałam wyboru, więc po prostu zaczęłam i w końcu robię to co kocham, w dodatku pracuję sama dla siebie.
Jesteśmy jeszcze młodzi i to idealny moment, by zacząć żyć od nowa.
67731703 - to moje GG, gdybyś chciał z kimś pogadać, to napisz.
No popatrz, a ja mam 26 lat, singielka. Też w sumie chodzę do pracy, wracam, trochę pogram i idę spać (pracuję na nocne godziny). Dopiero teraz zaczęłam odkładać pieniądze. Może dlatego, że nigdy nie byłam w związku nie czuję jakieś presji. W 2012 napisałam maturę, potrm były studia. I dopiero teraz czuję, że żyję. Na własnych warunkach, w spokoju. Jakiś znajomych mam, ale raczej nie nowych. Może patrzysz na to wszystko ze złej perspektywy? Nie jesteś jeszcze stary, do 60 sporo może się zmienić. Narzucasz na siebie za dużo presji.
To faktycznie szokujące. Ponad 7 lat bez kontaktu z bratem. Kurczę. Moja siostra wyjechała za granicę, ale odzywamy się chociaż co pół roku
Chłopak w kwiecie wieku pisze o młodości, co mu spie*doliła :D Dobre sobie, a teraz pora się ogarnąć.
Powiem Ci, że w Twoim wieku w sumie byłam w podobnej sytuacji. Kilka lat po zakończeniu związku, nadal samotna, praktycznie bez znajomych. Miałam pracę z okropną atmosferą i pensją, z której ledwo było mnie stać na przeżycie od pierwszego do pierwszego. Nie było mowy o jakichkolwiek oszczędnościach, nie kupowałam ubrań, nigdzie nie wychodziłam, nie wyjeżdżałam, nie stać mnie było na dentystę czy lekarza. Przez jakiś czas kończyłam jeszcze studia zaoczne i pisałam magisterkę, zero wolnego czasu. Ale nawet jak skończyłam to nie miałam na nic siły poza leżeniem po pracy, a nawet jak miałam siłę to nie miałam czego i z kim robić. A, i w dodatku dorobiłam się okropnej nadwagi i beznadziejnej fryzury. i jeszcze w ciągu kilku miesięcy dwa razy musiałam zmieniać mieszkanie, a ciężko było znaleźć coś w moim budżecie, a zła atmosfera w tamtych mieszkaniach też mi nie pomagała.
Zmiany zaczęły się u mnie miesiąc po 25 urodzinach od poznania w internecie kogoś pasjonującego się sportem i dietą. Trochę mnie zaraził swoim entuzjazmem, podpowiedział parę rzeczy, wytłumaczył i pierwszy raz w życiu zaczęłam się poważnie odchudzać. Na tamten moment to się stało moim jedynym hobby - planowanie posiłków, zakupy, czytanie składów, liczenie makro i kalorii, zdobywanie nowej wiedzy o zdrowiu, gotowanie, no i tani sport - dywanówki i marsze.
Odchudzanie było skuteczne, a w miarę moich postępów zaczęłam się czuć coraz pewniej, pozbywałam kompleksów, odżyłam. Zaczęłam chodzić na randki, poznawać nowych ludzi, odnawiać znajomości ze starymi. Jeden z nich kiedyś wspomniał, że u niego w firmie kogoś szukają i mogę dać CV. Zmieniłam więc pracę - na sympatyczną i lepiej płatną. Poznałam w końcu osobę do związku. Na 26 urodziny byłam już na zupełnie innym etapie życia ;p
Ach ten limit znaków.
Chciałam jeszcze dodać, że dziś, kilka lat później, znowu szykuje się do dużych zmian i nowego startu w wielu kwestiach, które przestały mnie satysfakcjonować. Znowu będę zaczynać od zera. I jakoś nie uważam się za zbyt starą albo przegraną z tego powodu. Trzeba walczyć o siebie.
Ale zbieg okoliczności... Jesteśmy w tym samym wieku i też tęsknie za 2012 :( żałuje pewnej decyzji, ale mimo wszystko poszłam do przodu. Czasem tylko gdy jestem sama wspominam....
Dla Ciebie też jest szansa, może to jest właśnie ten moment żeby wyjechać za granice czy na drugi koniec Polski i zacząć wszystko od nowa. Powodzenia
Bier dupe w troki i szukaj życia! Zawsze możesz coś zmienić, znaleźć pracę, czegoś nowego się nauczyć, zapytać kogoś o pomoc, pracę, radę, skosić trawnik czy odsnieżyć, uzbierać na wyjazd za granicę! Spróbuj i daj znać jak poszło, bo kupowanie sznura za 90 zł na jedną okazję jest bez sensu, lepiej pożyć i zobaczyć, co jeszcze pięknego czeka Cię w przyszłości!
Przeczytałam "kupowanie sznura za 90zl na jedną okazje jest bez sensu, lepiej POŻYCZYĆ"
@Redhairdontcare W sumie I tak prawda
Wiem co czujesz, mi tak 9lat uciekło.
Na Twoim miejscu zgłosiłabym się do szpitala psychiatrycznego i poprosiła o ustawienie leków. Chciałabym móc poradzić co innego, bo owszem i oczywiście, że są inne sposoby na obejście takich stanów, nie chodzi mi tu ani o alkoholizm, ani o samobójstwo, tylko o coś (w opinii wielu, nie w mojej) jeszcze gorszego...
Sporo za ten szpital zabuli. 7 lat pracy na czarno... pozazdrościć zdrowia, że przez ten czas ani razu nie musiał iść do lekarza. Chyba, że ubezpieczenie zdrowotne jakoś sobie sam opłacał.
Bo z PUPu to by musiał co jakiś czas chodzić na rozmowy o pracę itp, by nie stracić ubezpieczenia.
Zapomniałam dopisać, że z PUPu pewnie by trafił na jakąkolwiek pracę za jakiekolwiek pieniądze (lepiej to niż nic).
No i do biedry czy lidla doświadczenia nie potrzeba, wystarczy zdrowie i chęci.
Niech pójdzie i zarejestruje się w urzędzie pracy. Przynajmiej szpital będzie mieć za darmo