#jBxjZ
Minęło sporo lat od tamtych chwil. Mój tata nadal jest rolnikiem, ja mu pomagałam we wszystkim, poczynając od pielenia po oprzątanie krów w oborze. Nagle przyszedł czas na studia. Zawsze marzyłam o farmacji. Ojciec był zdruzgotany, że sam zostanie na gospodarce, ale zaakceptował mój wybór. Dostałam się na uczelnię do miasta położonego 300 km od mojego domu. Chciałam gdzieś bliżej, żeby często odwiedzać wioskę, ale nie dostałam się.
3 września 2004 roku w gazecie znalazłam ofertę pewnego mieszkania do wynajęcia. Moja bliska koleżanka studiowała dokładnie w tym samym mieście i zgodziła się na mieszkanie ze mną, więc w sumie wszystko nam pasowało w tych skromnych progach. Dzwonię do facetki, potem umawiamy się na spotkanie w celu obejrzenia mieszkania. Przemiła osoba, wszystko wypaliło, więc zdecydowałyśmy się ze znajomą, że podpisujemy umowę. Kobieta widzi mój podpis i nagle ucieka z mieszkania. Z początku nie wiadomo co się dzieje, stoimy jak wryte, ale nagle ja zaczęłam biec za nią, ona wsiada w swojego auta i odjeżdża chyba z prędkością 200 km/h. My nie wiemy co robić, drzwi od mieszkania otwarte, więc zostałyśmy jeszcze trochę, żeby nikt nic nie ukradł, bo potem byłoby na nas. Za jakieś pół godziny przyjeżdża jej mąż, każe nam wyjść, bo żona się rozmyśliła. Wkurzyłyśmy się całą sytuacją, ale postanowiłyśmy szukać dalej. Na wieczór dzwoni do mnie ta kobieta, ja nie odbieram ze złości, ale z poczty głosowej słyszę takie słowa:
''Karolina, przepraszam cię za wszystko, ale ja nie mogę. Ucałuj Arka ode mnie''. I wtedy we mnie coś pękło. W życiu bym nie pomyślała, że to moja matka. Zupełnie inny wygląd, nie ten facet, przez którego nas zostawiła, no i przecież babcia mówiła, że wyjechała do Niemiec.
Długo się nie mogłam otrząsnąć, nawet nie mogłam wydusić nikomu tego, co się wydarzyło. Chciałam wiedzieć gdzie mieszka, szukałam domu, ale bez rezultatu. W grudniu widziałam ją w barze i również tak uciekła, iż ja nie mogłam jej dogonić, a na moje szybkie pytania nie odpowiedziała. A w styczniu... W styczniu zobaczyłam nekrolog.
Bardzo przykra opowieść. Jak widać Twoja mama do samego końca żyła w ogromnym poczuciu winy i strachu przed spojrzeniem w twarz swojej przeszłości i rozliczeniu się z nią. Gdy sama nie brała odpowiedzialności, los dwa razy brutalnie postawił ją w sytuacjach, w których bezwzględnie powinna to zrobić, nie było jej stać i na to. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że przez jej braki i błędy cierpiały inne osoby. Jak było naprawdę między nią a Twoim ojcem nie wiemy, więc trudno ocenić, jednak Ty z pewnością byłaś niewinna i należało Ci się z jej strony coś zupełnie innego niż to, co dostałaś.
Trzymaj się.
Uciekła na dobre, tak jak całe życie uciekała.