Mój wujek odwiedzając nas nie chodził do toalety w domu bo wolał wychodek na dworzu - taki miał u siebie na wsi :) Dziwiło mnie to ale jak komu wygodnie :p
505
Czyli jak był u was w odwiedzinach i zachciało mu się do toalety to biegł do siebie do domu? :)
To jeszcze nic, moja babcia dopiero jakieś 5 lat temu dorobiła się łazienki, wcześniej to siku robiło się do wiaderka po farbie które stało w pomieszczeniu, które nazywano łazienką (tylko nazywano), a na dwójkę trzeba było iść do drewutni za domem (taki drewniany toitoi)
ehcah
u mojej rodzinki na wsi podobnie. też dopiero parę lat temu dobudowali łazienkę (przy czym wodę doprowadzili sami ze swojej studni natomiast, żeby z kranu leciała ciepła, musieli mieć napalone w kotłowni, inaczej trzeba gotować na kuchence). spędzałam tam każde wakacje i też gdzieś do 10 roku życia, kiedy chciałam siku wieczorem, sikałam do nocnika, żeby nie wychodzić po ciemku z domu. toaleta była na drugim końcu podwórka - taka drewniana budka z dziurą. żeby się wykąpać gotowaliśmy wodę w garnkach i myliśmy się w misce w kuchni (najpierw głowa, potem reszta ciała, na końcu nogi :)). przy czym kuchnia była przejściowa a pokoje niezamykane na klucz, więc całą rodzinę trzeba było informować, że "uwaga! idę się kąpać. siedzisz na dworze czy wchodzisz do domu?" pomyśleć, że teraz się czasem człowiekowi nie chce pod prysznic iść...
Ja do 19. roku życia miałem toaletę na korytarzu bloku, ale w 6. roku życia się wkur*iłem i przestałem sikać do nocnika... a jak pół roku później okazało się, że moi rodzice trzymają nocnik tak na zaś, to się wkur*iłem jeszcze bardziej i go wyrzuciłem :)
Miałam koleżankę która mieszkała w dużym domu z piękna łazienką, z której domownicy nie korzystali bo była "dla gości". Sami chodzili do wychodka za stodołą, a za samo wejście do łazienki można było dostać lanie.
@mrau0mrau Nie jest to patologia. Nie każdy ma chodzącą wodę czy toalete. Trzeba sobie jakoś radzić ;)
GlennRhee
Każdy kto ma dzieci powinien się postarać o toaletę. Nie musi być obłożona złotem, ale żeby była.
Mammalia
Każdy powinien postarać się o toaletę ZANIM postara się o dziecko. Ale życie byłoby za piękny gdyby ludzie używali mózgu.
mrau0mrau
Patologia są to odchyły od normy, a sorry ale brak toalety w domu nie zalicza się do norm społecznych :)
CzarownicyPies
Jako dziecko (do około 7. roku życia) mieszkałam w domu, w którym nie było toalety (jedynie nocnik lub wychodek na dworze, jak u autora), a myło się w misce lub wanience z wodą podgrzaną na piecu. Swoje dzieciństwo uważam za szczęśliwe, a z rodziny patologicznej nie pochodzę. Nie mówię, że brak łazienki jest dobry... ale są większe problemy niż to.
Katana0
Ja tak mam nadal, nie uważam się za jakąś patolę
GlennRhee
Jeśli uważacie fakt, iż wasi rodzice mają wasz komfort gdzieś i każą żyć w średniowiecznych warunkach, to ja nie wiem jaka jest wasza definicja patologii.
Mój wujek odwiedzając nas nie chodził do toalety w domu bo wolał wychodek na dworzu - taki miał u siebie na wsi :) Dziwiło mnie to ale jak komu wygodnie :p
Czyli jak był u was w odwiedzinach i zachciało mu się do toalety to biegł do siebie do domu? :)
To jeszcze nic, moja babcia dopiero jakieś 5 lat temu dorobiła się łazienki, wcześniej to siku robiło się do wiaderka po farbie które stało w pomieszczeniu, które nazywano łazienką (tylko nazywano), a na dwójkę trzeba było iść do drewutni za domem (taki drewniany toitoi)
u mojej rodzinki na wsi podobnie. też dopiero parę lat temu dobudowali łazienkę (przy czym wodę doprowadzili sami ze swojej studni natomiast, żeby z kranu leciała ciepła, musieli mieć napalone w kotłowni, inaczej trzeba gotować na kuchence). spędzałam tam każde wakacje i też gdzieś do 10 roku życia, kiedy chciałam siku wieczorem, sikałam do nocnika, żeby nie wychodzić po ciemku z domu. toaleta była na drugim końcu podwórka - taka drewniana budka z dziurą. żeby się wykąpać gotowaliśmy wodę w garnkach i myliśmy się w misce w kuchni (najpierw głowa, potem reszta ciała, na końcu nogi :)). przy czym kuchnia była przejściowa a pokoje niezamykane na klucz, więc całą rodzinę trzeba było informować, że "uwaga! idę się kąpać. siedzisz na dworze czy wchodzisz do domu?" pomyśleć, że teraz się czasem człowiekowi nie chce pod prysznic iść...
Ja do 19. roku życia miałem toaletę na korytarzu bloku, ale w 6. roku życia się wkur*iłem i przestałem sikać do nocnika... a jak pół roku później okazało się, że moi rodzice trzymają nocnik tak na zaś, to się wkur*iłem jeszcze bardziej i go wyrzuciłem :)
Też tak miałam
Za moich czasow na dworzu se robilo
Ja na dworze nie potrafie się wysikać :) nie wiem czemu
-,- minka zbuntowanej nastolatki
Czasem serio zbuntowanej xD
Ja sikam do dziury w podlodze
Miałam koleżankę która mieszkała w dużym domu z piękna łazienką, z której domownicy nie korzystali bo była "dla gości". Sami chodzili do wychodka za stodołą, a za samo wejście do łazienki można było dostać lanie.
ale patologia...
@mrau0mrau Nie jest to patologia. Nie każdy ma chodzącą wodę czy toalete. Trzeba sobie jakoś radzić ;)
Każdy kto ma dzieci powinien się postarać o toaletę. Nie musi być obłożona złotem, ale żeby była.
Każdy powinien postarać się o toaletę ZANIM postara się o dziecko. Ale życie byłoby za piękny gdyby ludzie używali mózgu.
Patologia są to odchyły od normy, a sorry ale brak toalety w domu nie zalicza się do norm społecznych :)
Jako dziecko (do około 7. roku życia) mieszkałam w domu, w którym nie było toalety (jedynie nocnik lub wychodek na dworze, jak u autora), a myło się w misce lub wanience z wodą podgrzaną na piecu. Swoje dzieciństwo uważam za szczęśliwe, a z rodziny patologicznej nie pochodzę. Nie mówię, że brak łazienki jest dobry... ale są większe problemy niż to.
Ja tak mam nadal, nie uważam się za jakąś patolę
Jeśli uważacie fakt, iż wasi rodzice mają wasz komfort gdzieś i każą żyć w średniowiecznych warunkach, to ja nie wiem jaka jest wasza definicja patologii.
*warunkach za normalny
A jak nas nie stać to też patologia?
Aha, to fajnie