#iTcxZ
Seans się podobał. Napisy końcowe, więc co zrobić? Trzeba się zbierać. Wraz z grupką osób ruszyliśmy więc ku wyjściu i czekamy na resztę uczniów i nauczycieli. Stoimy sobie ponad 10 minut, grzecznie rozmawiając, póki wspólnie nie dostajemy szoku. Z kina wyszli już wszyscy, a my dalej stoimy przy wejściu, a reszty jak nie było, tak nie ma. W końcu jedna osoba z naszej grupki zadzwoniła do kolegi z klasy:
- Hej, gdzie wy jesteście?
- No jak to gdzie? W połowie drogi do szkoły.
- Aha...
I tu moment zastanowienia i konsternacji co zrobić. W końcu nauczyciele dowiedzieli się od uczniów, że 10 osób zostało pod kinem. Oczywiście wrócili po nas, a cała grupa dostała brawa od uczniów przy wejściu i przeprosiny od nauczycieli.
Jak się później okazało - matematyk pomylił się w liczeniu.
A nie mogli zastosować starego sposobu - zapytać czy wszyscy są. Przy 50 osobach 10 osób to zauważalna liczba.
Kogo nie ma - ręka do góry.
Nie widze, jedziemy.
Od liczenia jest liczman, nie matematyk. Taka funkcja, czesto w porcie.
Jakiś rok temu Ryanair miał podobną wpadkę. :)
Jakieś z 15 lat temu PKP też.
Miałem przesiadkę, przy czym z pociągu do autobusu (komunikacja zastępcza), pociąg miał opóźnienie i przyjechał parę minut po czasie. Autobus już pojechał i trzeba było czekać kilkanaście minut, aż zawrócą.
Szewc bez butów chodzi. ;)