#iAamG
We wspomnianych wyżej Indiach (i nie tylko, ale tam zapadło mi to najbardziej w pamięć) często odwiedzaliśmy otwarte dla turystów świątynie. Czasami te mniej dostępne również. Jak dla mnie, każde miejsce kultu zasługuje na szacunek i dostosowanie się do jego wymogów. Jeśli nie pasuje mi ich spełnianie, trzymam się z daleka.
W tamtej świątyni był bardzo duży ruch, mnisi witali turystów bardzo chętnie - tym chętniej, im więcej jałmużny turyści (w sumie to się tyczyło każdego pielgrzyma, dla mnie zrozumiałe, za coś muszą jeść itd.) ofiarowali. Dopuścili nas nawet do bardzo konkretnych obrzędów, podczas których jakieś litościwe rodziny musiały nas adoptować, byśmy zostali odpuszczeni. Obrzęd polegał na ofiarowaniu ryżu i innego jedzenia hinduskim bogom - grzecznie odmówiłam, bo jestem katoliczką i respektuję pierwsze przykazanie. Chciałam po porostu dyskretnie wyjść i poczekać sobie w świątynnym ogródku. Sprawę po cichu wyjaśniłam rezydentce.
Przewodniczka dostała dosłownie szału. Wezwała na pomoc drugą, z innej grupy, równoległej (akurat byli w tym samym czasie co my), bo cytuję "trzeba mnie ustawić do pionu". Rozmowa toczyła się po angielsku. Panie na mnie krzyczały, ja mówiłam spokojnie. Z pomocą przyszło mi sporo miejscowych, którzy łagodnie wytłumaczyli paniom, że tak nie wolno i proszą je o opuszczenie przybytku. Do mnie nie mieli nic i rozumieli moje podejście. Z taką postawą spotykałam się bardzo często. Największy najazd na mnie był ze strony przewodnika/innych członków grupy - bo jak to, ja nie chcę zwiedzać, co mi szkodzi, mam się nie wygłupiać, katolka itp. Tubylcy (mimowolni świadkowie) zaś nie mieli z tym problemu. Dwa razy jeden z mnichów powiedział, że mnie szanuje, bo ja szanuję siebie. To było bardzo miłe i takie ciepłe.
W krajach, gdzie panuje islam nie byłam. Mówię tu tylko o krajach, gdzie panuje buddyzm, hinduizm, shintoizm, prawosławie oraz pochodne tych religii. Nie godzę się z zasadami islamu, nie pcham się tam, gdzie one rządzą. Nie pasuje mi - nie korzystam. Proste.
No i dobrze,trzeba być wiernym swoim przekonaniom.
Straszne zachowanie rezydentek. Nawet jeżeli nie byłabyś katoliczką, a nie chciałabyś brać udziału w jakichkolwiek obrzędach to masz do tego prawo i nikt nie może ograniczać Twojej wolności.
Babki zawodowo podróżują po świecie, a zachowują się, jak najgorsze kołtuny.
Masz bardzo dobre podejście do życia
Akurat jeśli chodzi o Prawosławie, Katolicy mogą czynnie modlić się wraz z wiernymi, jednak nie mogą brać sakramentów. Jeśli w okolicy nie ma kościoła katolickiego, wskazane jest, żeby niedzielę spędzić w cerkwii
Ja uważam, że gdybyś biernie uczestniczyła w ich obrzędach po prostu je oglądając i poznając z czystej ciekawości nie jest łamaniem przykazania. No i trochę szkoda kasy, wydajesz bardzo dużo na podróż i zamiast z niej korzystać i po prostu poznawać inną kulturę wolisz siedzieć na zewnątrz i czekać aż wszystko się skończy.
tylko, że skoro Ty tak uważasz to nie znaczy, że tak jest ;)
Najlepszym przykładem jest jak widzisz np. jak facet leje babke lub na odwrót, niby tylko świadkiem jesteś, ale w pewnym sensie uczestniczysz w tym - tak samo w tym wyznaniu by było, a to by było złamaniem pierwszego przykazania :) pozdrówki
Dokładnie. Mnie autora na miejscu innych też by denerwowala. Przyjechała Pani
Typowa anonimowa wszechtolerancyjna hipokrytka:
>Kobiety nie są rzeczą, trzeba im szacunku i równości wraz z mężczyzną
>Jak to, nie jadłaś z podłogi u Hindusów? Nie szanujesz ich kultury katolicki ciemnogrodzie, znalazła się pani z zachodu.
Nie pasuje, nie korzystasz. To po ki c*uj tam jechałas?
Przeczytaj jeszcze raz tekst.
W takim razie w jaki sposób chciałaś poznać ich kulturę?
Normalnie. Strojąc fochy w hotelu.
Dokładnie, wydaje mi się, że jadąc tam (chyba) była świadoma jak tam pewne kwestie się mają a skoro aż tak bardzo jej to nie pasowało to trzeba było wybrać inny kierunek podróży.
@Shamelesss, A dlaczego? Rozumiem, że ty jak gdzieś jedziesz to bierzesz udział we wszystkich lokalnych obrzędach? Jak są święta Bożego Narodzenia, to albo na 100% albo wcale?
No ale co ma do tego wszystkiego islam? Przecież to chyba logiczne, że żadna zdrowa umysłowo osoba nie pcha się do krajów islamskich, jeśli nie pasują jej zasady tam panujące, a jeśli już się pcha to te zasady respektuje. Może mi ktoś wytłumaczyć o co chodziło w tej końcowej wstawce?
Chodzi właśnie o to, że autorka nie wpycha się tam, gdzie zasady panujące jej nie odpowiadają