#i9aKM
Pewnego dnia wracałam autobusem do domu, a na jednym z przystanków wszedł jakiś pan po czterdziestce, który podszedł od razu do mnie i popatrzył wyczekująco. Rozejrzałam się po autobusie, ale wywnioskowałam, że jest za dużo ludzi, aby ten pan mi coś zrobił albo porwał. Odchrząknął i powiedział w końcu:
- Poproszę bilet.
Pomyślałam, że facet musi być jakiś niepoważny, więc odparłam:
- Ja nie sprzedaję biletów. Musi pan podejść do kierowcy.
Pan spojrzał na mnie podejrzliwie.
- A ma panna swój bilet?
- Swój mam.
- To niech panna mi da.
- Ale to jest mój bilet. Niech pan sobie kupi swój.
- To proszę mi go chociaż pokazać.
Niepewnie podałam mu bilet, bojąc się, że zaraz mi go zabierze. Pan przyjrzał mu się uważnie, podpisał i oddał. Podszedł do następnej osoby i tym razem powiedział:
- Proszę bilet do kontroli.
Dopiero wtedy zrozumiałam, że był to kontroler biletów.
Wspaniała reakcja! Nie załapałaś o co chodzi, ale byłaś pewna siebie i bardzo ładnie się wypowiadałaś.
Traktowałbym to jako zabawną anegdotę, a nie wstyd.
A nie moglby zwyczajnie powiedziec, ze sprawdza czy wszyscy jezdzacy maja bilety i prosi o pokazanie go? Raczej dzieci w podstawowce sa juz na tyle inteligentne, ze zrozumialyby z tego, ze pan nie jest zadnym zagrozeniem i bezpiecznie moga mu dac zobaczyc swoj bilet.
Ja jak pierwszy raz jechalem autobusem 3 lata temu majac 18 w duzym miescie myslalem ze stop przy wyjsciach dziala jak hamulec i jak baran czekalem az ktos wyjdzie. W koncu w pewnej chwili wyszla polowa autobusu to i ja poszedlem ponad kilometr przed moim przystankiem ale myslalem ze tak trzeba...
Początki są zwykle trudne w miejskiej dżungli 🤷🏼♀️😂
👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏
Serio? Jakoś nie chce mi się w to wierzyć. Z tego co mi wiadomo to kontroler zwykle mówi coś w stylu "dzień dobry, poproszę bilet do kontroli".
Takie nawet spoko to wyzwanie. Może być.