#i5ZeW
Upiekłam ciasto? Poprawia dekoracje „żeby fajniej to wyglądało”. Kilka osób pochwaliło mój obiad? Gdy zostajemy sami, zaczyna głośno zastanawiać się, czy tym osobom naprawdę smakowało, czy powiedziały to z grzeczności. Ugotuję inny obiad? Zaczyna go przerabiać, bo jest dobry, ale... Pomaluję paznokcie, to sam poprosi, żeby pokazać, powie, że ładne, ale ładniejsze by były w innym kolorze. Dostanę awans w pracy, o który intensywnie się starałam? To fajnie, ale nie zapomni wspomnieć, że ciekawe, czemu zdecydowali się dać ten awans właśnie mnie, skoro w firmie jest tyle innych kompetentnych osób.
I tak za każdym razem. Co bym nie zrobiła, zawsze poprawia po swojemu albo sugeruje mniej lub bardziej delikatnie, że wszystko, co osiągnęłam, nie jest moją zasługą, tylko ktoś chciał być miły albo coś. Albo inny powód, dla którego nie powinnam się cieszyć z sukcesu, bo ten sukces tak naprawdę niewiele znaczy.
Gość się czuje gorszy od Ciebie i próbuje Ci umniejszać. Kompleksy
Ale dlaczego akurat teraz? Jedyny mój sukces w ostatnim czasie polega na tym, że dostałam podwyżkę. A nawet z tą podwyżką zarabiam mniej.
Nie wiem dlaczego akurat teraz. Mój były z jednej strony bardzo lubił się mną chwalić, a z drugiej strony jak slyszal jak wszyscy wokół mnie skaczą i się zachwycają, to też próbował obniżać moje zasługi. Z jednej strony pompowało go, że się może pochwalić "fajną dziewczyną z osiągnięciami i ciekawymi zainteresowaniami", z drugiej strony był zazdrosny, że nim nikt się tak nie interesował. Jak złapałam pierwszą pracę w dość prestiżowej branży, to nawet zapytałam wprost czemu wszyscy wokół mnie się zachwycają i są mega dumni, a on jedyny nie i powiedział "bo mną nikt się tak nie zachwycał jak poszedłem do pierwszej pracy". Przy czym jego pierwsza praca nie wymagała żadnych kompetencji i była w firmie, w której większość studentów naszej uczelni zaczynała (kołchoz automotive), a moja była w branży, która rzeczywiście uchodzi za ciekawą i wymagała ode mnie samotnej przeprowadzki do nieznanego miasta, jeszcze ciągnąć zdalnie studia. Potem zmieniłam pracę na inną ciekawą branże i widziałam jak szlag go trafiał jak zabierał mnie na spotkania ze znajomymi i oni się zachwycali i dopytywali o szczegóły mojej pracy, a jego pracą nikt się nie interesował (programował elektronikę, więc dla większości temat był dość nudny). Też próbował rzucać umniejszające teksty, mimo że ja go zawsze wspierałam i zachwycałam się każdym jego osiągnięciem, no ale walidacja musiała przyjść z zewnątrz, więc moje wsparcie nie wystarczyło. Może Twój ma podobnie i niedawno wywarlas przy nim dobre wrażenie na kimś, na kogo opinii mu zależy albo ogólnie słyszy dużo pochwał pod Twoim adresem i poczuł się zazdrosny. Nie wiem czy to jest coś nad czym można pracować, to takie bardzo małostkowe i ciągnące partnera w dół.
@Vennaa a nie zaobrączkował Cię niedawno? Dla mnie brzmi to, jakby był z jakiegoś powodu pewien, że już nie odejdziesz. Ciągłe i uporczywe umniejszanie to przemoc psychiczna.
Naprawdę chcesz wyjść za mąż za kogoś kto bardzo się stara, żeby zniszczyć Twoje poczucie własnej wartości? Jeszcze widzisz jak niedorzeczne i chamskie jest jego zachowanie, ale za kilka lat zaczniesz mu wierzyć i nawet nie będziesz potrafiła odejść bo wmówi Ci, że jesteś brzydka i głupia i nikt inny Cię nie zechce. Partner powinien kochać i wspierać, a nie podcinać skrzydła. Jeśli szczera rozmowa czy terapia nie pomogą to przemyśl czy na pewno chcesz być całe życie w toksycznej relacji.
Bardzo słusznie jest Ci przykro i bardzo dobrze, że się tym przejmujesz i tego nie ignorujesz. Takie sygnały są ważne, niekiedy potrafią uratować życie i być może to ten przypadek.
Piszę ten komentarz głównie dlatego, by dać większą siłę przebicia komentarzowi Chlipa i anonimowe6692 oraz Meaness. Wszyscy mają rację.
Co do przyczyny zachowania możemy zgadywać, ale co do pozostałych odnóg tej sytuacji mamy sporą dozę pewności co do tego, co być powinno, a co nie.
1. Czy Twój partner powinien Ci umniejszać? Nie.
2. Czy Twój partner powinien okazywać Ci brak szacunku? Nie.
3. Czy Twój partner powinien Cię nie doceniać? Nie.
4. Czy Twój partner powinien sabotować Waszą relację? Nie.
5. Czy Twój partner powinien wpędzać Cię w zły humor? Nie.
6. Czy Twój partner powinien uderzać w Twoją samoocenę? Nie.
7. Czy Twój partner powinien ukrywać motywy swoich działań, zostawiając Cię w niepewności? Nie.
8. Czy Twój partner powinien tak bardzo zaniedbać komunikację między Wami oraz Twoje poczucie zaufania do niego, że szukasz rady u obcych ludzi? Nie.
-------
Jest jeszcze kilka kolejnych pytań, na które sama musisz sobie odpowiedzieć.
9. Czy chcesz, by relacja z tym człowiekiem weszła na kolejny etap?
10. Czy czujesz się bezpiecznie ze świadomością takiego stanu rzeczy?
11. Czy wizja przyszłości u jego boku budzi w Tobie spokój, czy raczej obawy i niepewność?
12. Czy zasługujesz na więcej, czy to jest to, czego oczekujesz od drugiej osoby?
13. Czy to jest Twój PARTNER?
14. Czy czujesz się dobrze?
Co do samego deprecjonowania partnera też może być kilka powodów, nie chcę jednak wysnuwać tu teorii, bo i nie mam z czego, wyznanie jest za krótkie, no i Was nie znam. Jednak zdradzę Ci, że takie zachowanie nigdy ani nie wynika z niczego pozytywnego, ani o niczym pozytywnym nie świadczy, ani przede wszystkim niczego dobrego nie zapowiada.
Szanuj się, wyznaczaj granice i nie dawaj się szmacić we własnym związku.
Powodzenia.
Miał być krótki komentarz, wyszło jak zwykle.
I kolejny, świeży przykład. Umyłam podłogę, a ten pyta czy mogłabym umyć podłogę, bo jest strasznie brudna. I to nie jest tak, że u nas jest brudno. Niektórzy znajomi nawet śmieszkują, że boją się nas wpuszczać do siebie, bo nie wiadomo co pomyślimy po naszym pedantycznym mieszkaniu. I to nie jest też tak, że on wprost coś krytykuje, że źle umyłam, tylko mówi coś takiego, a jak powiem, że przecież umyta to rzuca się przepraszać, bo nie zauważył. Albo z tymi ciastami... Jak pytam czemu poprawia, to mówi, że chciałby, żebym mogła się pochwalić. Jakby to co robię, nie było dość dobre. Nie mogę nawet mu zwrócić uwagi, bo to wszystko jest pod płaszczykiem dobrych intencji.
Przepraszam, za dopisywanie, ale jeszcze jeden, specyficzny przykład. Kupiłam nową sukienkę. Pokazałam mu się, a ten obejrzał i tylko powiedział, że jakaś taka zniszczona. A to normalna sukienka. Biurowa, bez stylizowanych przetarć itd.
To już zupełnie pokazuje to, co już mądrzejsi ode mnie ludzie napisali. Po prostu takie obcinanie skrzydeł, żeby ptak nie mógł wylecieć z klatki. Pewnie najpierw był mega miły, tak jakby składał się w 100% z miodu, a nie zwykłych, ludzkich tkanek, ale jak już doszły rozmowy o ślubie i ma jakąś pewność, że Pani z nim zostanie to już jakoś ma mniejszą motywację do bycia miłym. Teraz już bardziej pilnuje, żeby Pani nie uciekła. Czyli upewnia się, że nigdy Pani nie uwierzy jak ktoś inny powie o Pani coś miłego, że nigdy nie uwierzy Pani, że mogłaby Pani znaleźć jakąś lepszą osobę niż on, że nie będzie miała Pani nawet do kogo uciec. Właśnie widać takie "chyba znajomi z litości są mili", żeby jednocześnie Pani powiedzieć, że niby Pani nie umie czegoś zrobić, mimo, że widać, że wszyscy Panią podziwiają i jednocześnie tak delikatnie zasugerować, że znajomi kłamią i wcale Pani nie lubią, mimo że to tylko ten pan tak uważa. Jeszcze trochę tak pogada to Pani uzna, że jest Pani do niczego, że musi Pani z nim zostać nawet jakby miał cały perski harem na boku, bo nikt inny by Pani nie chciał i że nikomu innemu nie może Pani ufać, więc nawet nie może Pani zgłosić jakby zaczął Panią bić. Bo zwykle taki jest cel takiego mówienia. Upewnienie się, że ofiara nienawidzi samej siebie, nikomu nie ufa i nie ma dokąd iść, ani nie ma odwagi uciec. A Pani właśnie jest wspaniała i zasługuje Pani, żeby była Pani zdrowa i szczęśliwa. Więc lepiej poszukać kogoś milszego niż ten pan.
Nie wiem, czy jest taka jednostka chorobowa, ale gość brzmi jak psychol. Tylko inteligentny, z dużą dozą perfidii.
A moze tak z nim o TYM porozmawiaj I spytaj czy moze przestac. Jak sie zgodzi sprobowac przestac to przypominaj mu za kadzym razenm jak ponownie sie tak zachowuje ( szybko ucinaj).
Jesli jest mozliwe to nagradzaj jak Tego nie robi/ zachowuje sie na odwrot.
Nie wierzę w to co czytam. Myślisz że on jak ona go spyta czy może przestać przyzna się, że źle ją traktuje? Nie, powie jej że przesadza, że on tylko żartuje, a ona to za bardzo bierze do siebie. Zauważ że on nie mówi jej bezpośrednio, że jest gorsza/że zrobiła coś źle/że coś (czyt. awans) nie jest zasługą jej pracy. A to z nagradzaniem to jeszcze większy absurd. Co to kurde jest pies, a bycie miłym/nie umniejszanie swojej narzeczonej to sztuczka/komenda, za wykonanie której autorka powinna go nagradzać jak się nagradza psa smaczkiem/pochwałą/pogłaskaniem? W sumie w zamian za nagrodę (dopóki ta nagroda mu się nie znudzi) może zgodzić się przestać jej umniejszać, a nawet zacząć być miłym. Tylko że to nie będzie dlatego, że on chce teraz być miły, ale dlatego że będzie oczekiwał nagrody w zamian. Jak pies który w zamian za wykonaną sztuczkę/komendę oczekuje smaczka. Tyle że pies będzie wykonywał sztuczkę/komendę i bez nagrody, gdy ma już ją wystarczająco opanowaną, a narzeczony autorki wróciłby do umniejszania jej, gdyby nie dałaby nagrody za nie robienie tego/za bycie miłym.
Autorko, jak już ci inni napisali - uciekaj, póki nie ma dzieci. Masz szczęście że jeszcze nie macie ślubu, to nie musisz przechodzić rozwodu. Po ślubie będzie jeszcze tylko gorzej, bo myślę że on teraz jeszcze się powstrzymuje, bo nie ma 100% pewności, że nie odejdziesz (co prawda po ślubie też nie można mieć takiej pewności, ale po ślubie ciężej jest odejść, bo wtedy to nie jest tylko oddanie pierścionka/obrączki, zabranie swoich rzeczy i wyprowadzka albo kazanie jemu się wyprowadzić) i zacznie cię jeszcze bardziej poniżać, tyle że już wprost, a potem zaczną się teksty, że powinnaś być wdzięczna, że się z tobą ożenił, bo nikt inny by cię nie zechciał, a może nawet i przemoc fizyczna by doszła. Gdyby pojawiło się dziecko (czym jeszcze bardziej by cię uwiązał do siebie) to miałby kolejne pole do popisu, bo wiadomo że ciało kobiety po ciąży się zmienia, a i karmienie piersią nie jest obojętne
dla piersi. I on może zacząć wtedy krytykować twój wygląd i wpędzać cię w kompleksy, a do tego jeszcze krytykować to jak zajmujesz się dzieckiem. A na zwrócenie uwagi zareagowałby pretensją, że przecież on was utrzymuje, nieważne czy byłabyś na urlopie macierzyńskim, który jest płatny i czy po nim miałabyś zamiar wrócić do pracy. On prawdopodobnie wręcz zniechęcałby cię do powrotu do pracy, że dziecko cię potrzebuje, że lepiej żebyś ty jako matka się nim zajmowała niż dziadkowie/niania/żłobek i w tym wypadku nie krytykowałby tego jak się zajmujesz dzieckiem, a wręcz zacząłby cię chwalić, żeby cię zmanipulować, że faktycznie lepiej będzie jak zostaniesz dzieckiem w domu. I będzie chciał kolejnego dziecka po jakimś czasie, żebyś na pewno nie wróciła do pracy, gdy pierwsze będzie starsze i pójdzie do przedszkola/szkoły. I on bynajmniej nie będzie uczestniczył w zajmowaniu się dzieckiem/dziećmi, bo to ,,obowiązek kobiety", tylko będzie się chełpił, że sam utrzymuje rodzinę, że pracuje, że dostał jakiś tam awans/podwyżkę/premię, a ty ,,tylko "siedzisz w domu i zajmujesz się domem i dziećmi. I wtedy faktycznie przestałby ci umniejszać, bo nie czułby już zagrożenia swojego męskiego ego, że osiągniesz więcej niż on. Myślę że nie po to starałaś się o ten awans, żeby tak skończyć, tak więc jeszcze raz - uciekaj. Możesz mu powiedzieć wprost dlaczego z nim zrywasz, ale nie nabieraj się wtedy na jego przeprosiny i obietnice poprawy. Tacy zawsze przepraszają i obiecują poprawę i przez chwilę nawet może być lepiej (a nawet może zastosować bombardowanie miłością), a potem wszystko znowu byłoby po staremu.
Zapytaj go wprost, czy robi to celowo żeby "ugotować żabę" czy naprawdę uważa że jest do niczego, to niech jej to powie a nie takie dziwne akcje odwala.