#bBKY3

Wziąłem miesięczne zwolnienie (L4) w okresie, gdy brakuje największej liczby pracowników w mojej firmie (sezon chorobowy, zwolnień na dzieci, a z drugiej strony zwiększone tempo pracy). Nie jest mi przykro ani trochę, mimo że uwielbiam swoją pracę. Jeszcze dwa lata temu byłem szczęśliwy, idąc do pracy, bo jest to moja pasja. A dziś? Boli mnie głowa na samą myśl o tym miejscu.
Warunki pogorszyły się wręcz dramatycznie, premie zabierane masowo, brak podwyżek mimo obietnic, parcie na nadgodziny, kręcenie nosem i „mszczenie się” za próbę wyegzekwowania praw pracownika (nawet tak bezczelnych, jak przerwa na posiłek przy 11-godzinnej zmianie...). Nie są to tylko moje odczucia, wielu pracowników narzeka na to, że czują się coraz gorzej w tej firmie. Najgorsze, że nie pracuję w jakimś Januszexie na końcu świata, a w naprawdę dużej, polskiej firmie w wielkim mieście.
Dziś napisał do mnie kolega, że kierownik narzekał dziś między innymi na mnie, że doskonale znamy sytuację w firmie i jakie są braki, a mimo to zostawiamy ich na lodzie.

Zostawię ich jeszcze bardziej po zwolnieniu, gdy przyniosę wypowiedzenie. Tylko złość mnie bierze na myśl, jak szybko moja pasja poszła się kochać...

#ODSTM

Gdy byłam mała, narysowałam sobie na ręce kreskę czerwonym flamastrem, która miała przypominać świeże zadrapanie. Miałam wtedy może ze 4 czy 5 lat. 
Spytacie, co w tym dziwnego?
Ano to, że będąc tak młoda osóbką, pragnęłam choć chwili uwagi i obdarzenia miłością ze strony rodziców.

Zapewne domyślacie się, jak się to skończyło, gdy zorientowali się, że to tylko flamaster... Otóż nakrzyczeli na mnie, że zawracam im głowę. A ja smutna poszłam dalej bawić się w kącie. Porzuciłam wtedy wszelkie próby zwrócenia na siebie ich uwagi.

#rvgA6

Biegnę kiedyś po pracy na dworzec. Kończyłem nockę o 6.00, 6.12 odjeżdżał pociąg.  
Wpadam na dworzec zasapany i podsypiający na stojąco zarazem, a tu z boku jakiś koleś, klasyczny wysiadywacz dworcowy, podbiega do mnie, chwyta mnie za szmaty pod szyją i wali prosto z mostu: „Wyskakuj z kasy”.
Ja zaskoczony: „No chyba żartujesz”.
Gość zgłupiał, popatrzył na mnie, poprawił mi kołnierzyk, który zgniótł wcześniej i powiedział: „Tak, żartuję”. I odszedł.
Pobiegłem dalej, a w pociągu zastanawiałem się, kto był bardziej zaskoczony, ja czy on...

#24Tnd

Chciałam się podzielić taką przykrą sytuacją, jaka mnie spotkała.

Jesteśmy z mężem 10 lat po ślubie, mamy dwójkę dzieci i ogólnie normalnie sobie żyjemy. Zdarzają się kłótnie, jak to w związku, ale wczoraj usłyszałam od niego coś, co sprawiło mi ogromny ból. Nie raz w złości się wyzywaliśmy, ale jakoś nigdy żadna obelga mnie nie ruszała, bo i tak wiedziałam, że to nieprawda i że to było powiedziane w złości i zaraz mi przechodziło.
Jakiś miesiąc temu po namowach męża zamówiłam dildo, żeby urozmaicić trochę nasze zbliżenia i zamówiłam takie małe (nie za długie ani nie za grube), bo wg mnie takie było wystarczające i jak dla mnie wszystko było OK. Natomiast wczoraj powiedział mi, że „mam zamówić sobie większego, bo nie mam już ci*ki gimnazjalistki i ten mi nie wystarcza” – te słowa mnie normalnie zmroziły, zrobiło mi się strasznie przykro, tym bardziej że na moje potrzeby seksualne to w zupełności mi wystarczyło. Nie umiem zrozumieć, jak mógł mi tak powiedzieć, wiem, że po porodach (dwa naturalne) zmienia się to i owo i że po tylu latach razem mówi się co się myśli, ale te słowa mnie strasznie zabolały, zwłaszcza że na to nie mam wpływu i mam taką ci*pkę, jaką mam, a zwłaszcza po ciążach i porodach już nigdy nie wróci do „wielkości gimnazjalistki”. Po prostu jest mi strasznie przykro i tyle. A przez to nawet nie mam ochoty myśleć o jakimkolwiek zbliżeniu z nim, bo w głowie mam tylko to, jaką mam wielką. Nie mam nawet komu się wyżalić, dlatego piszę to tutaj anonimowo.

#hKGhi

Studia zaoczne. Drugi rok. Uczę się, zaliczam kolokwia i egzaminy i okazuje się, że mam możliwość uzyskać stypendium za wyniki w nauce. Koleżanka, wówczas bliska, ma średnią o jedną dziesiątą niższą ode mnie. Czyli ja mam 4,7, a ona 4,6. Ponieważ mamy sporo zdolnych ludzi na uczelni, to okazuje się, że aby otrzymać stypendium, trzeba mieć jednak to 4,7. Koleżanka idzie do kwestury, a nawet trafia do kanclerza, aby złożyć zażalenie, że do stypendium wprawdzie potrzeba 4,7, ale ona jest inteligentna, zdolna i błyskotliwa i jej się również należy stypendium, skoro ja to stypendium otrzymałam. Tak... Należy jej się stypendium, bo koleżanka dostała, a ona nie... 
Najlepsze, że na bieżąco relacjonowała mi swoje wyprawy do dziekanatu, kwestury, kanclerza, opowiadając wszystko. Nawet to, że przecież jest mądrzejsza ode mnie i to jej się to stypendium należy.

#7Vbej

Jestem z rodziny, gdzie nie okazywało się czułości, mama z tatą nie kłócili się, ale nie rozmawiali ze sobą. Mama zawsze prosiła mnie lub rodzeństwo: „Powiedz mu...”, brzmiało to, jakby byli pokłóceni. Nie gadali ze sobą, nie mówiąc już o przytulaniu, chodzeniu za rękę czy całowaniu. Nie odzywali się do siebie. Jeśli miałabym nakreślić relacje między moimi rodzicami, to traktowali się bardzo obojętnie. Ba! Ignorowali się wzajemnie. Nie wiem, czemu tak się zachowywali. Myślałam przez długi czas, że to normalne. Urodziłam się im też dość późno, więc w późniejszym wieku wymyśliłam teorię, że po 30/40 roku życia przestaje się okazywać czułe gesty. Nie wiem skąd mi się to wzięło, ale tak to sobie tłumaczyłam, widząc zachowanie rodziców koleżanek.
Dziwnie było mi oglądać miłosne sceny w filmach, odwracałam wzrok. Uważałam, że to coś nienormalnego, może nawet wstydliwego (np. trzymanie się za rękę...).
Teraz nie potrafię nawiązywać bliskich relacji damsko-męskich, kiedy zaczyna robić się poważnie – uciekam. Pracuję nad tym, ale nie potrafię jeszcze się zaangażować, przeraża mnie perspektywa stałego związku, chłopaka rodzicom bym nie przedstawiła. Raz zresztą byłam w związku i o niczym nie wiedzieli. Rozstaliśmy się, bo nie umiałam wprowadzić go w swoje życie, nie znosiłam też okazywania czułych gestów przy znajomych (trzymania za rękę, przytulania, nawet buziaków w policzek na powitanie). Myślę, że spory wpływ na to miał właśnie przykład rodziców, bo negatywnych doświadczeń, które mogłyby na mnie odcisnąć jakieś piętno, nie posiadam.
Dodaj anonimowe wyznanie