#nLCzM

Miałem 15 lat. Mieszkałem w małym mieście, w bloku, na czwartym piętrze. Windy nie było.

Zdarzyło się, że któregoś dnia zjadłem w szkole coś ze szkolnego sklepiku. Było nieświeże... Już na ostatniej lekcji burczało mi w brzuchu, ale katastrofy nic nie zapowiadało. Do domu wracałem zawsze piechotą. W drodze zaczęła się powoli rewolucja. Gdy miałem jakieś 200 m do domu, było naprawdę kiepsko. Gdy dotarłem do bloku i zacząłem wchodzić po schodach, pośladki były zaciśnięte na 110%. Liczyłem każdy stopień, aby mój mózg był zajęty czymś innym niż chęcią zrzucenia balastu. Byłem totalnie skoncentrowany na liczeniu stopni schodów. Nie zwracałem uwagi na nic innego. Gdy naciskałem klamkę drzwi, myślałem o jednym – SRAĆ. Wpadłem do WC, które było dwa kroki od drzwi wejściowych (spodnie już rozpiąłem przed wejściem do bloku), teraz gacie w dół i eksplozja ulgi. Naraz konsternacja. To nie był kibelek u mnie w mieszkaniu, tylko u sąsiadki piętro niżej, taki sam układ mieszkań. Po chwili pukanie do drzwi. Sąsiadka delikatnym głosem pyta: „Kto tam?”.

Po tym incydencie sąsiedzi z niższych pięter, gdy mnie spotykali, zawsze mówili z gromkim śmiechem: „W razie czego ładuj u mnie”. :)

#yZl5W

Jestem z moim mężem od 10 lat i od tylu współżyjemy ze sobą. Spaliśmy tylko ze sobą (takie rozdziewiczenie w dwie strony), a ja nigdy nie doznałam orgazmu... Przez pierwsze trzy lata w ogóle mi się nie udawało szczytować, potem tylko gdy sama sobie robiłam dobrze. I tak do tej pory udaję za każdym cholernym razem, bo mąż mnie nie zaspokaja...

Nie ma opcji, żebym mu o tym powiedziała i porozmawiała, bo by mi się chłop zamknął w sobie. Sama też nie pójdę do seksuologa, nie mam kiedy. Mamy trójkę małych dzieci i jestem wykończona. Najlepiej obeszłabym się nawet bez zbliżeń, jednak robię to dla świętego spokoju.

#khzR1

Mam lekką formę afektywnej choroby dwubiegunowej i jako przeciwdziałanie postanowiłam nie dać się „zdepresjonować” żadnej sytuacji, tylko czasem wręcz na siłę myślę, co by tu pozytywnego z tego wyciągnąć. Przykładowo – zerwałam mięsień tricepsa... Nic straconego! Wreszcie na maksa będę mogła poświęcić się treningowi nóg! Długo mi to zajęło i przyznam, że nie funkcjonuje to zawsze, ale człowiek z czasem się przyzwyczaja i staje się coraz bardziej kreatywny. Od grudnia miałam zaledwie kilka dni „stanu poddepresyjnego”, resztę czasu jest albo szczęśliwie, albo neutralnie. Nigdy wcześniej nie miałam tak długiego okresu bez czarnych dni i to tym bardziej mnie motywuje, żeby nie dać się smutnym rzeczom. Polecam każdemu!

#ldIx4

Moja żona miała manię porównywania mnie do innych facetów. Bądź jak on, czemu nie możesz być taki jak chłopak mojej koleżanki itd.
Właśnie, chłopak koleżanki. Mam swoisty dar – albo przekleństwo. Parę chwil wystarczy mi do określenia, jakim człowiekiem ktoś jest i czy go polubię czy nie.
Jego od początku nie lubiłem. Moja żona zawsze narzekała, że nie chcę się z nimi spotykać, odcinam ją przez to od znajomych. Nie potrafiłem się przemóc.

Znajomi wyjechali za granicę. Ochy i achy na naszej klasie, aż po paru latach ona wróciła. Opowiedziała mojej żonie, że chłopak ją bił, że zataił leczenie psychiatryczne i wisienka na torcie: wmówił sobie, że ona go zdradza z kuzynem. W dodatku zamówił sobie panienkę i kazał swojej żonie na wszystko patrzeć...
Gdy żona spróbowała raz jeszcze mnie porównać do kogoś, spytałem tylko, czy panienkę mogę sobie sam wybrać, czy ona mi wybierze. Uleczona...

PS Problem tylko, że niebawem jedziemy na wesele, a u Pana Młodego też mi coś nie pasuje.

#xRge8

Mój dziadek jest bardzo chory, jednak nie lubi przyjmować pomocy. Ma kilka swoich codziennych czynności, które należą tylko do niego, bo inaczej czuje się niepotrzebny.
Dziś dziadek obrał ziemniaki i podniósł się, żeby wynieść obierki. Doszedł do połowy kuchni i usiadł na taboret, żeby pooddychać (od kilku dni męczą go okropne duszności). Wystraszony pytam dziadka:
– Może dziadek pojedzie ze mną do lekarza?
A dziadek na to:
– A co, sam nie trafisz?

#QQwd7

Wyszłam za budowlańca. „Kopacza rowów”, robola – tak dla żartów go określają moje korpo-koleżanki, ale ja doskonale wiem, że stoi za tym coś więcej niż żarty. Nie mieściło im się w głowie, kiedy im o tym powiedziałam: „Ale jak to, ty po studiach, taka fajna pozycja w poważanej firmie i za zwykłego robotnika wyjdziesz?”. Jakoś nie do końca rozumiałam to ich zdziwienie, bo uważałam, że nawet bez studiów ten mój wybranek to dobry chłop, pracowity, kulturalny. Ale żarciki trwały, po ślubie jeszcze większe, bo jak się okazało, mój facet nie tylko jest „robolem”, ale jeszcze łysym (co niechybnie świadczy o tym, że po pracy pije wódę na ławce i zaczepia nieznajomych, pytając o ulubione kluby). Śmiały się również potem z sytuacji, w której kuzyn pożalił się mojemu mężowi w ramach luźnej rozmowy, że już piąty raz sufit u siebie naprawia, a ten ciągle pęka, a mój mąż zaproponował mu pomoc. „Już kasy na boku szuka” – chichotały koleżanki.

Sytuację zmienił trochę dzień, kiedy siedziałyśmy z koleżankami w kawiarni i temat mojego męża powrócił jako ulubiona „śmiesznostka” wieczoru:
– Wiesz, no ja bym tak nie mogła, jakby mój mężczyzna przeklinał albo pił – rzekła moja koleżanka.
– A skąd ci do głowy przyszło, że on przeklina czy pije?
– Oj, przestań, przecież wszyscy widzą, co ci budowlańcy tam robią. Jeden pracuje, trzech obok stoi i pije piwko, he, he.

Już szykowałam jakąś ciętą ripostę, ale uprzedził mnie dzwonek telefonu koleżanki. Odebrała, a że głośniki w telefonie ma dobre, to do naszych uszu dotarło następujące zdanie: „TE, KAŚKA? Gdzie ty zaś jesteś? *urwa, nic w lodówce nie ma, na zakupy byś ze mną pojechała, potem tylko pier*lisz, że wszystko źle kupuję!”.

To był mąż koleżanki. Prawnik, kulturalny, wyższa klasa, nie to co te robole kopacze rowów. Tak więc riposty sobie oszczędziłam, bo koleżanka zripostowała się sama, odchodząc na bok z zaczerwienioną twarzą.

Od koleżanek czas się odciąć, bo aż wstyd mi przyznać, ale czasami się zastanawiałam, czy z tym moim budowlańcem faktycznie coś jest nie tak, skoro to szacowne grono ludzi wyższej klasy tak twierdzi. A więc zmieniam projekt i ruszam poznawać nowych znajomych, którzy może nie będą się kierować samymi stereotypami :)

#wt7eH

Kiedyś, w wieku około 15 lat, przeżyłam spory szok. Myślałam, że mam problemy z krążeniem od bioder w dół. Co jakiś czas mocno siniały mi nogi. Nie chciałam mówić rodzicom, bo bardzo nie lubiłam szpitali. Postanowiłam na razie się obserwować. Poza tym nic mnie nie bolało, palcami normalnie ruszałam, temperatura taka jak reszty ciała i dolegliwości ustępowały po ciepłej kąpieli.
Kąpiel okazała się kluczowa dla diagnozy i rzeczywiście leczyła!
Pewnego razu nalałam do wanny malutko wody (zazwyczaj w pozycji siedzącej miałam jej po pas). Piana przy nakładaniu mydełka na chore nogi zrobiła się niebieska... a moje dolegliwości spłynęły i zabarwiły także wodę.
Tym sposobem odkryłam, że farbują mi spodnie...

#3EsKK

Moja babcia od 7 lat wymyka się z domu i szuka mojego dziadka. Nie dotarło do niej, że dziadek umarł 7 lat temu na zawał. Jest chora na schizofrenię i myśli, że dziadek zaginął. Na każdą próbę wyjaśnienia jej, że jego już nie ma, nie reaguje. Na jego grób patrzy, ale jakby nie rozumie. Nie jest tak codziennie, ale są takie dni, kiedy jej oczy jakby zachodzą mgłą, są takie puste, jakby nikogo za nimi nie było i wtedy chodzi, szuka, nawołuje... Nawet nie wiecie, jakie to jest smutne...

#QGKpE

Mieszkamy z chłopakiem poza granicami Polski. Każdemu z naszych znajomych i rodziny wydaje się, że to z automatu czyni nas bogaczami. Prawda jest taka, że żyjemy skromnie. Gdy przyjeżdżamy na urlop w rodzinne strony, każdy by chciał, żebyśmy stawiali, pożyczali im pieniądze. Nie stać nas na to. Nawet gdy mamy trochę więcej grosza, to i tak nie pożyczamy, bo wiemy, że to na wieczne oddanie. Razem z chłopakiem zarabiamy 2100 € łącznie. Gdy ktoś się o tym dowie, to sypią się komentarze, że tacy bogaci jesteśmy, że mamy 9400 złotych miesięcznie. Do nikogo nie dochodzi fakt, że to nie jest 9400 złotych, tylko 2100 €. To tak jakbyśmy mieli 2100 złotych miesięcznie. Po wszystkich opłatach i jedzeniu zostaje niewiele. Starczy, by raz na pół roku pozwolić sobie na krótki wyjazd do Polski. Dowiedziałam się jednak, że znajomi twierdzą, że jestem skąpa, bo nic im nie kupię jak przyjeżdżam. Już raz dostałam od koleżanek listę kosmetyków, żeby im kupić, bo u mnie taniej. Pieniądze miały oddać jak przyjadę. Kupiłam, wyniosło mnie to 80 €, po przyjeździe pieniędzy nie zobaczyłam. Gdy się upomniałam, to usłyszałam, że co to dla mnie takie pieniądze.

Więcej już nic nikomu nie kupię. Nikt nie rozumie, że mi z nieba nie kapie. Muszę ciężko pracować na swoje pieniądze.

#tJYax

Dwa miesiące temu przyśniło mi się, że wysiadłam z autobusu, a za mną wybiegła okropnie stara kobieta ubrana na czarno. Goniła mnie po jakimś placu, próbując opluć mi plecy, krzycząc, że przez to zarazi mnie czarną śmiercią czy czymś tam.

Rankiem po obudzeniu się jechałam na zajęcia. W tramwaju spotkałam mężczyznę, który dziwnie się zachowywał: gdy tylko otwierały się drzwi, on wystawiał głowę na zewnątrz i zapamiętale pluł. Gdy jechaliśmy i nie mógł tego robić, ciągle wycierał usta chusteczką i trzymał głowę odchyloną do tyłu, jakby chciał powstrzymać ślinę przed wypłynięciem. Pluł jednak tak dużo, że już nie miał czym, po jakimś czasie tylko parskał i prychał. W pewnym momencie odszedł od drzwi i stanął za mną. Byłam pewna, że napluje mi na plecy, jak kobieta ze snu, więc się przesunęłam, on niestety też. Wysiadłam.

Od tego dnia coś mi się stało. Za każdym razem, jak widzę jakieś urządzenia sanitarne (wanna, umywalka, prysznic, WC - cokolwiek), chcę pluć. Czuję, że w ustach mam pełno śliny, że muszę się jej pozbyć.

Chyba mnie zarazili.
Dodaj anonimowe wyznanie