#tGM1K

Wcale nierzadko zastanawiałam się, czy nie mam problemu z alkoholem. Piłam średnio butelkę wina/kilka piw na tydzień. Mocny alkohol raczej przy okazjach typu impreza, urodziny.
Czasem nawet chciałam ograniczyć spożycie, ale przychodził dzień wolny, jakiś wieczór przy pizzy – to przecież świetna okazja na jakieś piwko... Stresujący dzień? Zasłużyłam na kieliszek wina lub może dwa.

Gdy zaszłam w ciążę, bardzo bałam się, czy uda mi się wytrwać w trzeźwości. I wiecie co? Udało się. Jestem już na końcówce i ani razu nie wypiłam nawet kropli.

Jedynym powodem, który mnie realnie zniechęcał, było to, że jako nastolatka byłam wolontariuszką w domu dziecka i napatrzyłam się wystarczająco na dzieci z FAS-em. Bardzo nie chciałabym mieć dziecka z tą przypadłością, bo widziałam, z czym się wiąże. Nie chciałabym później cierpieć razem z dzieckiem...
Ten strach pozwolił mi wytrwać w trzeźwości! Oczywiście znajomym nie powiem, że nie wynika to czysto z troski o dobro mojego dziecka i że czasem naprawdę tęskniłam za kieliszkiem dobrego winka...

#jHQ4j

Miałam jakiś czas temu chłopaka. Ten związek okazał się absolutną porażką. Początkowo wydawało mi się, że jest OK. Nie reagowałam na mnóstwo czerwonych flag, bo przecież każdy ma wady, a na tle pozostałych chłopaków ten był naprawdę spoko. Wydawało mi się wtedy, że tak po prostu wyglądają relacje damsko-męskie. Teraz już pracuję nad nimi z psychologiem, wtedy wydawało mi się, że sama te schematy pokonam.
On od jakiegoś czasu ma nową dziewczynę, a ja jestem zazdrosna. Nie o niego, nie chcę z nim być, ale o to, że dla niej jest chyba dobry, a dla mnie nie potrafił być. Nie życzę jej źle ani jemu. Wręcz cieszę się, że popracował nad sobą. Po prostu o nią, dba, przytula ją, całuje, pracuje nad sobą. Ze mną tak nie było. Nie licząc seksu, mało co mnie dotykał, nigdy nie całował z własnej woli, kiedy nie byłam wystrojona w szpilki, pełny makijaż itd., to nie byłam dość ładna – miał żal, że idziemy do jego znajomych, a ja nie w szpilkach. Dokuczał mi też, że mam piegi, cienkie włosy, za dużo ważę (mimo że ja ważyłam 56 kilo, a on 130) i to wszystko czyni mnie brzydszą. Nie ustawał w naciskach, żebym się farbowała na kolor, jaki on chce itd. Gdy razem wychodziliśmy, nigdy mnie nie odprowadzał, mimo że mówiłam, że boję się sama wracać w środku nocy przez daną okolicę, a ode mnie ma bezpośrednie połączenie do siebie. Bo wtedy on będzie w domu pół godziny później i mu się nie chce. Żerował na mnie finansowo. Gdy prosiłam, żeby nad czymś popracował, mówił, że przesadzam i jest dobrze. I dlaczego dla niej jest w stanie przestać codziennie chlać, a dla mnie nie był w stanie nawet trzymać mnie za rękę? 
Mam ochotę odciąć się od wszystkich wspólnych znajomych i już nigdy ich nie widzieć i nie wiedzieć, co u nich. Nie radzę sobie z tym i nawet nie wiem czemu mnie obchodzi jego nowy związek.

#rc7wC

Gdy się urodziłam, moja mama wpadła w poważną depresję poporodową. Po latach mi wyznała, że myślała wtedy o zabiciu siebie i mnie. Że raz rzuciła mną z całej siły o łóżko. Miała rzucić o podłogę, ale w ostatniej chwili zmieniła tor lotu.
To było ponad 30 lat temu, na małej wsi. Nikt wtedy nie mówił o depresji poporodowej i psychoterapii. Nikt nie wiedział, co to takiego.
Na szczęście mój tata jest bardzo mądrym człowiekiem. Zauważył, że coś jest nie tak z mamą, porozmawiał z nią, w końcu postanowił ją wysłać za granicę do jej siostry, żeby mama odpoczęła. Miałam wtedy 6 miesięcy. Mama wyjechała i nie było jej ponad pół roku. W tym czasie opiekował się mną tata, pomagali mu dziadkowie i ciotki z wujkami. Praktycznie cała rodzina się przejęła i zaangażowała. Robili zmiany przy opiece nade mną, gdy tata szedł do pracy albo potrzebował się przespać. Mama wróciła, gdy miałam trochę ponad rok i już chodziłam. Przegapiła moje pierwsze kroki, pierwsze wypowiadane słowa. Ale nigdy nie miałam do niej o to żalu. Wręcz przeciwnie, cieszę się, że zadbała wtedy o siebie i swoje zdrowie. Cieszę się, że mam na tyle dużą i zgraną rodzinę, że moja mama miała taką możliwość. Decyzja, którą wtedy podjęli, świadczy o ogromnej miłości do mnie i do siebie wzajemnie.

Dziś mam świetny kontakt z mamą, zawsze zresztą miałam. Kocham moich rodziców, są najwspanialszymi ludźmi na świecie. Ich relacja to dla mnie przykład tego, jak powinien wyglądać związek i prawdziwa miłość. Są małżeństwem ponad 30 lat, a wciąż chodzą wszędzie za rękę, siedzą przed telewizorem wtuleni w siebie, wyznają sobie miłość każdego dnia, dbają o siebie wzajemnie i we wszystkim się wspierają. Mnie i moje rodzeństwo też. Dali nam mnóstwo miłości i ciepła, za co będę im wdzięczna do końca życia.

Cieszę się też, że w dzisiejszych czasach kobiety mają możliwość skorzystania z pomocy psychologów, psychoterapeutów. Cieszę się, że świadomość na temat zdrowia psychicznego wciąż rośnie, a same choroby coraz rzadziej są piętnowane. Gdy moja mama po latach zrozumiała, że to, przez co wtedy przechodziła, było depresją poporodową, w końcu była w stanie sama sobie wybaczyć.

Piszę to wyznanie, patrząc na moich rodziców lepiących pierogi na Wigilię. Śmieją się, żartują i popijają grzane wino z omączonych i oblepionych farszem kubków. W tle lecą świąteczne piosenki. Schowam sobie ten obraz w specjalnej szufladce na najpiękniejsze wspomnienia z mojego życia.

#xpyFu

Dziś dowiedziałem się przypadkowo, że żona chce ode mnie odejść. Jesteśmy ponad 10 lat po ślubie, mamy dzieci i ogólnie jest OK, bez większych problemów. Jednak okazuje się, że wyszła za mnie z rozsądku i chyba dlatego, że inne związki jej się nie udały... To tłumaczy, czemu nigdy z jej strony nie było ognia i namiętności. Najwyraźniej doszła do wniosku, że chce czegoś innego.
Świat mi się zawalił.

#UfEsq

Mam rodzinę, męża, dwójkę dzieci, pasierba i całą resztę.
Jednak nie mam siebie. Jestem fajna, kiedy jestem potrzebna . A tak jestem samotna, między ludźmi samotna. Nie oczekuję dużo (a może jednak dużo?), nie chcę super prezentów, nie wiadomo czego jeszcze. Chcę czuć się kochana, a nie czuję. Kiedy padły podejrzenia, że może mąż coś gdzieś na boku (nie złapałam za rękę), to nagle byłam przytulana, całowana, komplementowana, aż nie wiedziałam jak mam się zachować… ale szybko minęło.
Jestem sama, niezauważalna. Nie mam już siły na próby zwrócenia na siebie uwagi. Przestałam dbać o siebie, widzę to i nie podoba mi się, ale nie mam na to siły.
Nie mam siły na nic.

Tak, wiem, zalatuje depresją. Mam ją… ale nie radzę sobie z nią. Wymyka mi się spod kontroli. Chcę poczuć się kochana bez względu na wszystko. A zawsze jestem w zamian za coś.

#vTr3g

Mieszkam ze swoim narzeczonym. Czasem bywało źle, czasem dobrze, ale był dla mnie wszystkim. W tych dobrych chwilach także. Zawsze nierozłączni, kochający się, słodcy. Wszystko byłoby idealnie, gdyby tylko... nie komputer. Ale nie praca przy nim, tylko gry.

Nasza relacja przez ostatni rok ograniczyła się do słów „cześć” i „zaraz”. Częściej rozmawiamy przez messengera, gdy jestem w pracy, niż w normalnym świecie. Budzę się – widzę go przy ekranie. Idę sprzątać, gotować, idę do pracy lub z niej wracam czy idę spać – komputer. Nie ma tu żadnego naciągania. Czasem myślę, że rozmawia więcej z innymi ludźmi w grach niż ze mną. Śmieje się przy nich, a przy mnie nie. Trochę mnie to boli. Aczkolwiek stawałam się coraz bardziej obojętna.

Dziś spakowałam rzeczy. Po roku prób. Nie mogę tak dalej wytrzymać. Czuję, że rozmawiam ze ścianą. Usunęłam wszelkie konta z portali społecznościowych, zniknęłam z wirtualnego świata w większej mierze, zmieniłam numer.
Może kochanie to czytasz, czasem odwiedzasz tę stronę. Normalnie pewnie byś mnie nie słyszał. Zastanawiam się, czy wyjść rano, gdy będziesz spał, chociaż rzadko o tej porze śpisz. Pewnie i tak nie zauważysz...

#jFIRA

Przez wiele lat (oczywiście byłam znacznie młodsza) byłam przekonana, że w piosence „Z kopyta kulig rwie” śpiewają: „Hej, jadą w saniach panny, przy nich jadą siki”. Tłumaczyłam sobie, że tak szybko jechał ten kulig, że aż się panny posikały. 
Ot, tak mi się przypomniało, bo dziś usłyszałam tę piosenkę w radio :)

#oOvPD

Istnieją takie słowa, które usłyszałam i ciężko mi o nich zapomnieć, w szczególności jeśli wypowiada je moja mama. Nigdy nie miałam dobrego kontaktu z mamą, jest osobą uzależnioną, często zmienia jej się nastrój. W moim domu rodzinnym było jak w wojsku, same nakazy i zakazy. Zdrowie mojej mamy z dnia na dzień się pogarsza, już nie panuje nad tym, co mówi, gdy dochodzi między nami do kłótni, nagle czuję gulę w gardle i nie mogę mówić, za to mojej mamie włącza się słowotok i słyszę, że: jestem nieudacznikiem, starą panną, nikt mnie nie chce. Najbardziej boli wtedy, gdy mówi, że mnie nienawidzi. Ja oczywiście w tych kłótniach nie jestem bez winy, staram się sprowadzać rozmowę i argumentować, ale czasami nerwy też mnie ponoszą, ale nie mówię jej przykrych rzeczy. Często płaczę po rozmowie z mamą, staram sobie wmówić, że to co mówi jest nieprawdą – skończyłam studia, znam języki, mam fajnego psa, rozwijam się w pracy, jestem samodzielna itd. To pomaga tylko na chwilę... gdy i tak w głębi serca zgadzam się z tymi słowami. Nie mam na nią siły, planuję od dłuższego czasu zerwać z nią kontakt, ale za każdym razem się nie udaje, bo jest chwilę miła, a później i tak wszystko wraca do normy. I tak w kółko od 10 lat.

#S4qBq

Wielokrotnie miałam okazję przytulić się z kumplem, który cholernie mi się podoba. A. jest wyższy ode mnie jakieś dobre 20 cm, więc za każdym razem wtulając się w to chudziutkie ciałko, korzystam z okazji i wdycham jego woń. Zawsze jest to zapach jego potu, który doprowadza mnie wręcz do ekstazy. Wiem, to chore, ale prawie wszystko, co jest związane z A. tak na mnie działa.

Ostatnio jednak był to inny zapach, równie przyjemny, ale po prostu ładniejszy. Po powrocie do domu natychmiastowo zdjęłam bluzkę i zaczęłam ją obwąchiwać, ponieważ przesiąknęła tym zapachem. Dosłownie nie mogłam się oprzeć, ktoś z zewnątrz pomyślałby, że jestem wariatką udającą psa. Trwało to jakąś godzinę.

Boże, co miłość robi z człowiekiem...

#NZeCn

Kiedy się dowiedziałam, że objadam się kompulsywnie i zaczęłam z tym coś robić?
Równe dwa lata temu.

Moi rodzice mieli poważny wypadek samochodowy, a ja zamiast lecieć do szpitala czy chociażby się rozpłakać, zeżarłam na jednym wdechu 10 kanapek z serem i ketchupem. Pamiętam do dzisiaj, jak wpychałam je sobie do gęby jak świnia. Mój mąż też to widział. Gdy zaproponował, że może już wystarczy, gwałtownie zaprotestowałam i wepchnęłam w siebie kolejne kanapki.

Tak że tego... Do dzisiaj mi wstyd, ale po terapii jest dużo lepiej. Z rodzicami też już OK.
Dodaj anonimowe wyznanie