#YKHt5

Siedzę właśnie w poczekalni u lekarza.
Wchodząc w korytarz, kulturalnie zapytałam, który numerek wszedł właśnie do gabinetu. Jedna z pań, około 70 lat, miło mi odpowiedziała, na co druga (na oko z 50 lat) zaczęła jej szeptać (według niej szeptać, bo słychać to było wszędzie) "mogłaś jej nie mówić, młoda kurwa jest, dopiero przyszła, to mogła czekać do końca. My byśmy szybciej weszły".
 
A podobno to młode pokolenie jest niemiłe i zepsute :)

#aJ1AZ

W mojej miejscowości ostatnio głośno było o psie, który pałętał się po okolicy poraniony, głodny i bezpański. Mnóstwo ludzi dobrej woli ruszyło mu na pomoc, pomagając w złapaniu go, wpłacając pieniądze na leczenie, szukając sprawcy jego nieszczęścia. Lokalne portale informacyjne oraz gazety dość długo o tym pisały, ludzie życzyli jak najgorzej katu zwierzęcia. Nagle sprawa ucichła, gdy okazało się, że pies nie jest bezpański i wiadomo, czemu jest w takim stanie.

Kundel był duży, ok. 40 kg wagi. Puszczany samopas przez panią, której mottem było "Pusia nie gryzie". Pani miała dobrą sytuację materialną, wyższe wykształcenie - teoretycznie OK, powinna ogarniać zwierzaka. Nie ogarniała. Pies nie raz i nie dwa sprawiał kłopoty. Jednego wieczora wtargnął na podwórze (zrobił podkop pod płotem) pewnego obywatela z drugiego końca miasteczka. Dziecko owego obywatela miało w boksie pod domem swojego królika, którego poszło nakarmić marchewką. Pies zaatakował dziecko. Pogryzł mu twarz i ręce. Matka wybiegła z domu i widząc, że jej 8-letnia córka jest atakowana, bez namysłu chwyciła znajdujący się pod ręką szpadel i w obronie dziecka przywaliła nim psu kilka razy, wołając przy tym o pomoc. Pies oberwał, ale uciekł tą samą drogą, którą przyszedł. Została wezwana karetka, policja, dziecko trafiło śmigłowcem do szpitala w mieście wojewódzkim, bo miało rozszarpaną m.in. szyję. Był późny wieczór (18-19), matka dziecka nie miała okazji przyjrzeć się psu ze szczegółami, nie kojarzyła też psa kobiety z tak daleka.

Kundel z ranami włóczył się po okolicy przez jakiś czas, pańcia miała w d..., że nie wraca od kilku dni. Żadnego sprostowania w żadnym ze środków przekazu nie było. Za to aktywiści broniący praw zwierząt życzyli matce dziecka, aby "jej bachor konał w męczarniach jak ten pies" (który ostatecznie przeżył i jedyne co trwale zarobił, to kilka blizn i nieco pokory, jego ofiara zaś ma sieczkę z buzi i traumę). Robili to bardzo głośno i wyraźnie. Pańcia psa dobrze miga się od odpowiedzialności za los zarówno dziecka, jak i psa. Koronnym argumentem obrońców psa jest to, że dziecko go sprowokowało i nie powinno wychodzić trzy metry za drzwi domu, a tym bardziej karmić królika. Zaznaczam, pies nie raz robił szkody i był agresywny wobec ludzi. Ale najważniejsze jest to, że dziecko tak strasznie go drażniło.

#6BTTB

Nie mam lewej nogi od urodzenia, pomimo wszystko mam rodzinę i radzę sobie.

Dla zabicia czasu pływam. Co roku biorę udział w zawodach pływackich dla niepełnosprawnych. Ludzie zazwyczaj są bardzo mili, ale zdarzają się wyjątki.

Na ostatnich zawodach kobieta, która była "niewidoma", bez problemu udała się do toalety i złapała za klamkę bez pomocy opiekuna.

Okazało się, że udawała, bo przegrywała w normalnych zawodach, więc pomyślała, że nad nami zyska przewagę.

#1aFOR

Mamy homoseksualną parę w klasie. Nie obnoszą się z tym specjalnie. Patrząc się na nich, nikt by nie pomyślał, że mogą być razem. Tylko przy bliższych znajomych trzymają się za ręce itp.

Ostatnio mieli rocznicę i jeden drugiego cmoknął w policzek. No i się zaczęło...
Kolega, który ze swoją dziewczyną najczęściej w szkole zachowują się jakby kręcili porno, poleciał do wychowawcy i powiedział, że jak to tak, to jest obrzydliwe i powinni zostać ukarani.

Z całego serca wolę patrzeć na cmok w policzek między dwoma chłopakami, niż na odgrywanie glonojada chłopaka z dziewczyną. Ludzie, mamy XXI wiek!!!

#UQb1U

Historia sprzed wielu lat, ale to są takie historie, o których trudno zapomnieć.

Moja matka uciekła od ojca za granicę, tam zaś zaczęła się spotykać z facetem. Fajerwerki, zachowywała się jakby była nastolatką...
Ja, jako dorastająca nastolatka, bardzo potrzebowałam jej uwagi. Tym bardziej że nie znałam tam nikogo, cierpiałam na depresję... Ale facet był dla niej najważniejszy.

Pokłócili się strasznie, on chciał ją zostawić (wcale się nie dziwię, bo wieje od niej patologią). Kilka dni płakała, załamała się. Podeszła do mnie kiedyś i spytała "może nałykajmy się razem leków nasennych i zabijmy?".

Zaproponowała to swojej córce, bo facet ją chciał rzucić.

#4cLeR

Rok temu wracałam ze szkoły pociągiem do domu, do przedziału wsiadł starszy pan, wyglądał na schorowanego, ale był przemiły. Zaraz po nim wsiadł chłopak i usiadł obok mnie. Starszy pan zaczął swoją przemowę, jak to byśmy byli piękna parą, że ja taka ładna, a chłopak przystojny, że będziemy do siebie pasować i że powinniśmy się wymienić numerami telefonów itp.

Gdy pan wyszedł, my zaczęliśmy się śmiać z tego fajnego pana i zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. W końcu wymienialiśmy się numerami i pisaliśmy długi czas.
Dzięki temu jestem z moim ukochanym już pół roku :)

Może nie jest to aż tak anonimowe, ale chciałam pokazać, jak zwykły mężczyzna i przypadek mogą połączyć dwie osoby :)

#FBYVL

Okradłam kiedyś sklep.

Miałam jakieś 12 lat, był środek zimy, ostatni dzień w szkole przed świętami. Skończyłam lekcje i musiałam poczekać 3 godziny na autobus. Było zimno, padał śnieg, a ja byłam w przemoczonych adidasach i cienkiej kurtce, nie miałam gdzie poczekać na autobus. Byłam głodna, nie jadłam śniadania, nie miałam przy sobie nawet złotówki. Nie miałam też podpasek, a właśnie zaczął mi się okres, co gorsza w domu też nie miałam podpasek i wiedziałam, że w mojej wiosce ich nie kupię, zresztą nie miałam za co.

Żeby się ogrzać, chodziłam po różnych sklepach. Weszłam w końcu do jednego, coś w stylu wszystko za 4 zł... Dwie ekspedientki siedziały przy ladzie i opowiadały o tym, co komu kupiły na święta. Zrobiło mi się jeszcze gorzej - głodna, zmarznięta, zmoknięta, jeszcze musiałam słuchać o prezentach. Oczywiście ja na żadne prezenty nie liczyłam, nikt nigdy nie dał mi niczego na urodziny albo święta.
Kiedy doszłam na tył sklepu, zauważyłam podpaski na półce. Ekspedientki mnie nie widziały i chyba nawet nie zarejestrowały mojego wejścia do sklepu, tak bardzo były zajęte rozmową. Nie wiem, co mnie podkusiło, ale wzięłam te podpaski i schowałam szybko do torby. Potem zwinęłam w ten sam sposób szampon - mój skończył się miesiąc wcześniej, włosy myłam mydłem w kostce. Szybko uciekłam ze sklepu i nigdy tam nie wróciłam.

Dzisiaj jest mi bardzo przykro, ale nie z powodu tego, co zrobiłam, tylko dlatego, że musiałam to zrobić. To straszne, że rodzice do tego stopnia nie mieli pieniędzy i olewali własne dziecko, że aż musiało ono kraść podpaski...
Dodaj anonimowe wyznanie