Zapewne każdy słyszał o przypadkach, kiedy dziewczynie urwał się sznurek od tamponu i miała problem z wyciągnięciem go. Dlatego ja zawsze przed użyciem tamponu porządnie szarpałam za sznurek, żeby temu zapobiec. No ale swojej bezmyślności nie zapobiegłam.
Miałam okres, włożony tampon i poszłam pić z kolegami. Jeden z nich nie bardzo miał jak wrócić do domu, więc zaproponowałam, że może u mnie przenocować. Uprzedzałam, że mam okres, żeby na nic nie liczył, naiwnie myślałam, że to go skutecznie zniechęci. Jak już byliśmy w łóżku okazało się, że mój okres mu nie przeszkadza, ja trochę protestowałam, że okres, że tampon, ale odpowiednio zrobiona procentami dałam się ponieść chwili.
Rano, jak już wytrzeźwiałam, chciałam wyciągnąć ten nieszczęsny tampon, ale sznurek był cały schowany i nie mogłam go dosięgnąć. Próbowałam zgodnie z zaleceniami z ulotki przeć, skończyło się to dużą kupą, a tampon jak siedział, tak siedział.
W końcu, gdy zrozumiałam, że sama go nie wyciągnę, pojechałam do szpitala. Było mi niezmiernie wstyd - gdyby to był urwany sznurek, to bym się tym w ogóle nie przejmowała, ale w mojej sytuacji... Rozłożyłam nogi na fotelu, położna grzebie mi jakimiś narzędziami, aż w końcu pyta, czy jestem pewna, że ten tampon tam jest. Poziom wstydu osiągnął apogeum, nie wiedziałam, co odpowiedzieć, bo prawdę mówiąc poprzedniego wieczoru byłam tak pijana, że niczego już nie byłam pewna. Na szczęście, położna w końcu dostrzegła tampon i kilka chwil później go wyciągnęła. Jestem przekonana, że domyśliła się jak do tego doszło, ale widząc jak jest mi wstyd powstrzymała się od skomentowania mojej głupoty.
Więcej do takich sytuacji nie dopuściłam.
Nienawidzę dotyku i brzydzę się swojego ciała.
Mam 19 lat i nie podaję nikomu ręki, nie przytulam się z nikim, jak ktoś mnie tylko dotknie, to przeważnie podskakuję jak poparzona albo nawet krzyczę.
Spytasz, dlaczego?
A dlatego, że byłam zgwałcona i wiele razy molestowana.
Za pierwszym razem, gdy zapłakana przyszłam do rodziców i powiedziałam im, że mnie sąsiad dotykał po pupie i "tu z przodu" powiedzieli mi, że nie mam wymyślać. Miałam 6 lat.
Gdy drugim razem do nich przyszłam, powiedzieli to samo, ale poszli ze mną do sąsiada, mimo że zapierałam się rękami i nogami żeby tam nie iść, a on oczywiście się wszystkiego wyparł i mu uwierzyli. Następnego dnia znowu to zrobił, ale mi zagroził, że nie mam nikomu nic mówić, bo po pierwsze i tak mi nikt nie uwierzy, a po drugie to jak komuś powiem, to mnie porwie i już nigdy nie wypuści. No to siedziałam cicho.
Później zdarzyło się to jeszcze kilka razy. Powiedziałam o tym tylko dwóm osobom, które mnie wyśmiały, więc nikomu więcej już o tym nie wspominałam, no bo kto mi uwierzy? Gdy miałam 17 lat, zgwałcił mnie. Rok później zrobił to znowu.
W ciągu roku przybrałam na wadze około 40 kg. Robiłam to specjalnie, chciałam być obrzydliwa dla innych, żeby każdy kto na mnie spojrzy czuł obrzydzenie. Obcięłam się na krótko, przestałam się malować, ładnie ubierać. Znienawidziłam się jeszcze bardziej, o ile to w ogóle było możliwe po tych wszystkich incydentach.
Ale najbardziej nienawidzę mojego sąsiada. W wiosce ma opinię bardzo dobrego, miłego, pomocnego i dobrze wychowanego człowieka. Bo przecież dobrzy ludzie tak robią, prawda?
Umarł dzisiaj. Może i jestem nienormalna, ale wcale nie jest mi przykro. Nawet się uśmiechnęłam.
Znam taką jedną kobietę. Wysoko postawiona pani polityk, szykowna, elegancka, zawsze z nosem do góry. Kiedy mnie widzi, odwraca głowę udając, że mnie nie zna, a za dzieciństwa z nią i jeszcze jedną koleżanką (nazwijmy ją X) byłyśmy nierozłączną trójką dzieciaków. Mimo wszystko zawsze kiedy ją widzę uśmiecham się do niej, ponieważ zawsze przypomina mi się pewna historia.
Mieszkałyśmy wszystkie blisko centrum, do którego pojechałyśmy na lody (w tamtych czasach tylko tam można było je kupić). Gdy chciałyśmy wracać, to akurat był gigantyczny korek, jakiś wypadek czy parada. X stwierdziła, że szybciej wrócimy pieszo, my z panią polityk, że autobusem zdecydowanie będzie szybciej. Założyłyśmy się i rozdzieliłyśmy. W autobusie pani polityk była dziwna, wierciła się, nie chciała gadać, a autobus wlókł się niemiłosiernie, był zapchany, i na dodatek zaczynało w nim śmierdzieć.
Kiedy nadszedł nasz przystanek, pani polityk wyskoczyła jak strzała i pobiegła, myślałam, że chce wygrać zakład. X była pierwsza, czekała na umówionym miejscu przy domu pani polityk. Pani polityk biegła jak gazela, X zaczęła krzyczeć "Haa, wygrałam, byłam pierwsza, więc nie musisz już biec!!", ale ona przebiegła obok i wypiszczała tylko "Zesrałam się!".
Jeśli czytasz Anonimowe, to pozdrawiam Cię serdecznie. Uśmiechnij się czasem do koleżanki z dawnych lat. Tak, nie zapomniałam :)
Będąc małym wypierdkiem marzyłam o kotku. Rodzinka się nie zgadzała, bo trzeba karmić itp. Dopiero po 2 latach błagania pojechaliśmy na jakąś tam wystawę kotów, gdzie można było niektóre kupić. Widzimy pięknego, białego kota, o tak, to taki, o jakim marzyłam... Jednak stojąc przed jego klatką mój młodszy, wówczas czteroletni, braciszek stwierdził, że wolałby rurkę z kremem, nie wiem co się stało, ale powiedziałam, że też bym zjadła.
Decyzja podjęta - zamiast po kotka, pojechaliśmy wpierdzielać rurki z kremem.
Braciszku, prawdopodobnie to czytasz, i musisz wiedzieć, że to twoja wina.
PS 8 lat później dostaliśmy pieska :)
Ostatnio znalazłem swój notesik z szkoły podstawowej, i tu muszę wspomnieć, że w mojej szkole w owych notesikach zapisywane zostawały uwagi.
Nie zastanowiłem się ani chwili i zdecydowałem, że poczytam sobie te uwagi, coby się pośmiać.
Nie zgadniecie, co tam było napisane.
"Uczeń notorycznie przeszkadza na lekcjach, rozmawiając ze ścianą".
Mam się śmiać czy płakać?
Parę lat temu, gdy uczęszczałam do ogólniaka, zapisałam się z paczką znajomych na wolontariat. Pomagaliśmy niepełnosprawnym osobom na różnego rodzaju warsztatach.
Nie macie pojęcia, jak bardzo cierpiałam, gdy musiałam dać kosza jednemu z niepełnosprawnych podopiecznych, Michałowi. Zabolała mnie jego reakcja, smutek w oczach i rozpacz. Jednak parę dni później chyba się pozbierał i gdy kończyliśmy wolontariat, wziął mnie na bok i dał mi jedną radę.
- Bo widzisz, ja wiem, że podoba ci się twój kolega, który szczerze mówiąc, traktuje cię tylko jak koleżankę. Przestań być taka niezależna, przecież potrafisz być delikatna. Zacznij jakoś pokazywać, że masz w sobie kobiecość. Rozpuść ten cholerny kucyk na głowie, schowaj te babcine sweterki, ale nie narzucaj mu się. Przede wszystkim dużo się uśmiechaj i nie spuszczaj wzroku. Tym uśmiechem ujęłaś moje serce. Wszystkiego dobrego!
No to go posłuchałam. W przyszłym roku, w sierpniu, wychodzę za mąż, właśnie za tego kolegę :-). Dziękuję Ci, Michale!
Jak byłam malutkim berbeciem, oglądałam w telewizji wywiad dzieci z Janem Pawłem II. Tak bardzo mi się to spodobało, że założyłam na mojego dziadka obrus i zaczęłam mu zadawać pytania typu: "Kiedy ksiądz pomyślał o zostaniu papieżem?" itp. Wszystko to nagrywałam. Jednak zawsze mnie zastanawiało, że po kilku pytaniach "papież" zasypiał. Może pytania były nudne? Albo było za cicho?
Otóż mój dziadek udawał, że śpi, tylko po to, żebym go zostawiła w spokoju.
Wydałem ciężko zaoszczędzone 1000 zł na nowy telefon. Kolejnego dnia musiałem wydać 800 zł. Dlaczego? Już tłumaczę: podczas przeglądania internetu telefon spadł mi na ryj, krusząc mi zęba (300 zł) i pękła w nim szybka (500 zł - nowe modele tak mają).
Krótko rzecz ujmując, do następnej wypłaty na kolację, obiad i śniadanie będę miał tynk ze ścian i lakier z paneli.
Zawsze gdy mija mnie samochód, głos z tyłu głowy mówi mi, bym pod niego weszła. Mam normalną rodzinę, stabilną sytuację finansową, sporo znajomych i kilku przyjaciół. To pragnienie (?) jest niczym nie uzasadnione. Boję się, że kiedyś mu ulegnę, po dwóch latach jestem zmęczona tą walką.
Oskar jest moim opiekunem snu. Gdy zgaszę światło, Oskar pojawia się przy końcu mojego łóżka. Ma postawę szczupłego nastolatka i ma ze 172 cm wzrostu. Zawsze widzę tylko zarys jego osoby, bo wkoło jest zbyt ciemno. Oskar stoi koło mnie tylko chwilę, ale w ciągu niej analizuje mnie i moje otoczenie. Potem po prostu znika, a ja zasypiam.
Oskar to postać stworzona przeze mnie latem. Przed kilkanaście nocy z rzędu cały czas miałam koszmary, gdzie musiałam uciekać, więc budziłam się zmęczona. Nawet czasami potrafiłam rano płakać z wyczerpania. Niestety nie należę do osób, które zasną w ciągu dnia, więc nie mogłam tego odespać.
Moja wyobraźnia zaczęła działać i nie wiem jak, ale wyimaginowałam sobie opiekuna/strażnika/ducha snu. Od tamtej pory nie mam koszmarów.
Ciekawostka - dałam mu na imię Oskar dopiero 3 dni temu. Wcześniej był to po prostu Strażnik snu.
Dodaj anonimowe wyznanie