Moi rodzice prowadzą działalność zajmującą się handlem. Ostatnio nie szło zbyt dobrze, rodzice musieli zoptymalizować koszty, więc zwolnili dwie pracownice.
Gdy nadeszły wakacje, zaczęłam pomagać rodzicom w firmie. Ogólnie było ciężko. Jednego dnia przyszedł do nas starszy mężczyzna, który powiedział mi jaki towar mamy nabyć. Na początku zignorowałam tę radę, nie chcąc narażać rodziców na zbędne koszta, w końcu nie miałam pewności, czy towar zejdzie, czy będzie to dla nas gwóźdź do trumny.
Ostatecznie powiedziałam o tym rodzicom, postanowiliśmy zamówić niewielką ilość na próbę. Okazało się, że starszy pan miał rację. Firma się rozwija.
Parę dni temu moją mamę wzięło na wspominki i wyciągnęła stare albumy. Na jednym zdjęciu wpatrzony w aparat znajduje się mężczyzna kropka w kropkę taki, jak tamten tajemniczy nieznajomy. Jest to mój pradziadek i chociaż brzmi to bardzo nieprawdopodobnie, to ja w to wierzę. Bardzo często odwiedzam jego grób i dziękuję mu za tę radę.
Dziś dowiedziałam się, że szczoteczkę do zębów, którą uważam za swoją, mój ojciec też uważa za swoją.
Mam 19 lat i jestem kelnerką. Właśnie posikałam się za barem, prosto na podłogę, robiąc latte. Całe szczęście nikt tego nie widział.
Na początku lata, za rogiem sklepu mojego stryjka, zaczęła handlować drobiazgiem z działki pewna starowinka. Stryjek to najprawdziwszy Janusz. Piwny bęben, wąs jak u Stalina i dumne nazywanie się "prezesem", mimo iż jest on właścicielem jedynie małego spożywczaka połączonego z warzywniakiem i kwiaciarenką ciotki. Jego teksty i zachowania czasami mnie przerażają.
Gdzieś w lipcu stryjek poszedł do starowinki i zagadał. Byłam pewna, że przegoni kobiecinę. Ale on kupił od niej trochę warzyw, kwiatki dla ciotki. Po kilku dniach poprosił mnie o pomoc w wypromowaniu się "na Internetach", bo on ma inicjatywę. Umówił się z babcią, że będzie kupował od niej cały towar i sprzedawał go u siebie po tej samej cenie co ona, żeby zarabiała, a nie musiała na starość pół dnia siedzieć pod sklepem w upale. Pani była znana na osiedlu, ludzie kupowali u niej 3/4 tego co miała. Wujek każdego klienta osobiście namawiał, by kupić coś z działeczki pani Jadwigi, towar pierwsza klasa, i opowiadał, jak się z nią umówił. Ludzie brali wszystko, a pani Jadwiga, jak się okazało, mając więcej czasu, zaczęła dziergać szydełkiem jakieś drobiazgi, klecić ozdóbki i to też trafiło do asortymentu. Ja pomogłam nagłośnić akcję.
Wilk był syty i pani Jadwiga cała :) Stryjkowi znacząco wzrosły obroty dzięki reklamie, a pani Jadwiga ma oficjalnie podpisaną umowę na to co produkuje i jej sytuacja finansowa z fatalnej poprawiła się na całkiem dobrą. Stryjek na rodzinnym obiedzie wyznał ostatnio, że zamówił u niej pieczenie ciast na okres świąteczny i wielkanocny, a produkty załatwi jej po swojej zniżce hurtowej i pomoże zarejestrować działalność, jeśli jej obroty przekroczą próg ustawowy.
Nie każdy Janusz jest tak chytry, jak go malują.
Okres dojrzewania nie był dla mnie szczególnie łaskawy. Strasznie przytyłam, a na twarzy miałam istne pole minowe.
O ile dieta i treningi przynosiły pożądany efekt, tak wizyty u dermatologa, leki, maści itp. już nie. Nie przejmowałam się tym jakoś szczególnie, bo wiedziałam, że w końcu przejdzie. Jednak miałam obok siebie kogoś, komu bardzo przeszkadzał mój wygląd.
Sylwusia. Miss Spalonego Teatru. Iloraz inteligencji wprost proporcjonalny do długości spódniczki. Chodziły pogłoski, że dziewictwo oddała w wieku 14 lat za paczkę fajek.
Ale jedno trzeba było jej przyznać - cerę miała perfekcyjną. No Królewna Śnieżka i 7 Sebixów!
O ile niewiele robiłam sobie z jej gadania (wychował mnie człowiek, który dystansem do siebie i świata mógłby obdzielić polowe ludzkości), tak w pewnym momencie zaczęło mnie to po prostu irytować, bo potrafiła podejść i przerwać mi rozmowę lub zabrać książkę, która czytałam gdzieś w kącie. Postanowiłam coś z tym zrobić.
Kojarzycie film "Służące"? Jest tam wątek, gdy jedna z bohaterek wręcza swojej "pani" ciasto z wkładką. Bardzo osobistą. Zrobiłam podobnie.
Korzystając z okazji, jaką były zbliżające się urodziny Sylwusi, postanowiłam upiec jej mini tort. Trzy czekoladowe piętra przekładane masą śmietankową. Jednak czym byłby wypiek bez sekretnego składnika!
Zignorowałam zalecenia lekarza i wycisnęłam wszystkie prychole, które się do tego nadawały, a całe "fuj" dodałam do kremu.
Solenizantka była bardzo zaskoczona, gdy zobaczyła mój wypiek, jednak słysząc, że to "w ramach wdzięczności za zwrócenie uwagi na problem i motywację do zmian", natychmiast przeszła do konsumpcji.
Uważnie ją obserwowałam i gdy zobaczyłam, że opanowała więcej niż połowę prezentu, wysłałam jej filmik. Ot, takie tam niewinne urywki z łazienki i kuchni, pokazanie procesu powstawania prezentu.
Co tu dużo mówić... Sylwusia zarzygała pół korytarza, film trafił do dyrektora, który uraczył mnie pracami społecznymi, a ojciec, gdy dowiedział się o sprawie, zbił ze mną potężną piątkę. Najważniejsze jednak jest to, że do końca szkoły miałam święty spokój.
Nie wiem jak mnie ocenicie za to, co zrobiłam, a zrobiłam wiele "złego". Doprowadziłam do rozstania "szczęśliwej" pary i "zrujnowałam" komuś życie. Zacznę od początku. Moja młodsza siostra Zuza, świeżo upieczona pani magister, od 3 lat miała chłopaka. Przystojny, miły, wykształcony, maminsynek o imieniu Mateusz. Za 2 tygodnie miał odbyć się ich ślub. Moja siostra była w nim szaleńczo zakochana, świata poza nim nie widziała. Szkoda tylko, że on miał odwrotnie.
Od samego początku on mi się nie podobał. Czułam, że jest coś z nim nie tak. Mówiłam mojej siostrze i rodzinie, ale oni uważali, że przesadzam. Ufam swojej intuicji i tak samo było tym razem. Jakieś 2 miesiące temu śledziłam Mateusza (pomijam szczegóły dlaczego tak zrobiłam). Spotkał się wtedy z jakąś dziewczyną. Poszli razem do klubu. Wiedziałam już o co chodzi, ale Zuza by mi nie uwierzyła, dlatego postanowiłam zdobyć więcej dowodów. Użyłam swoich znajomości i zebrałam sporo dowodów zdrad, bo nie było tylko jednej. Przedstawiłam moje wyniki śledztwa siostrze, a później naszej rodzinie. Szok, płacz, niedowierzanie, a następnie zerwanie. I co najlepsze, mama Mateusza stwierdziła, że to wina Zuzy. Dlaczego? Bo o niego nie dbała. Nieważne, że on zdradził, bo on przecież jest dobrze wychowany. Moja siostra przechodziła ciężki okres, załamała się. Ale ja postanowiłam się zemścić.
Mateusz traktował swoich rodziców jak bankomat. Matka go ubóstwiała, bo to jedynak, a ojciec pozwalał na wszystko. Ułożyłam świetny plan. Mateuszek często przebywał w pewnym klubie ze swoimi dziewczynami i kumplami. Tak też było pewnej sobotniej nocy. Akurat przyszedł bez towarzyszki. Zapłaciłam pewnej pani specjalistce, aby go uwiodła i upiła. Tak też się stało. Przy czym miała go pytać o jego rodzinę. Po co? A bo go również nagrywała. I nagrała jego "piękne" słowa o swoich rodzicach. Następnego dnia jego matka dostała nagranie i kilka fotek kompromitujących jej syna.
Jaki był efekt tego? Dokładnie nie wiem, ale Mateuszek już nie jest tak ubóstwiany. Od znajomych wiem, że miał niezłą awanturę w domu.
Dlaczego to wszystko zrobiłam? Chciałam ochronić siostrę przed dupkiem i na szczęście udało mi się w porę. A po drugie chciałam udowodnić niedoszłej teściowej Zuzy, że nie miała racji i przy okazji otworzyć oczy jej i jej mężowi.
Historia dziadka.
Było to z pięćdziesiąt lat tamu, byliśmy młodzi i mieliśmy głupie pomysły.
Z okna zauważyliśmy faceta, który codziennie o tej samej godzinie chodził i kopał różne rzeczy które były na chodniku, czy to były papierki, czy kamyki. Obserwowaliśmy go przez parę dni. Pewnego dnia na chodniku położyliśmy pudełko po butach i czekamy na faceta. Idzie, podchodzi, kopie. Następnego dnia włożyliśmy pustak do tego pudełka. Akurat tego dnia wziął rozpęd by kopnąć, złapał się za nogę i chyba złamał palec.
Już nigdy więcej niczego nie kopał.
Kiedyś w komentarzu opisałam kilka historii o wyjątkowo głupich ludziach. Później przypomniało się parę kolejnych i postanowiłam opublikować je jako odrębne wyznanie.
Część opowieści usłyszałam od znajomych lub rodziców.
1. Pewne małżeństwo ze wsi, do której moi rodzice przeprowadzili się po moim wyfrunięciu z gniazda, starało się o dziecko przez lata. Nieudolnie. Okazało się, że żadne z nich nie wiedziało jak uprawiać seks i zawsze bawili się w tzw "Hiszpana".
2. Kiedy miałam ok. 10 lat, w szkole była niezła afera - jedna dziewczynka dowiedziała się, że jest adoptowana i strasznie się tym faktem przejęła. Niedługo potem była impreza sylwestrowa u jakichś rodziców i moja mama drążyła temat. Trochę zdziwiła ją ta sprawa z adopcją, ponieważ rodzice dziewczyny małżeństwem nigdy nie byli, a w momencie przyjścia córki na świat mieli tylko 19-20 lat. Rozstali się, nim poszła do przedszkola. Dziewczyna została z matką, a ojciec imprezował i wiązał się z kolejnymi ledwo pełnoletnimi pannami.
Po kilku głębszych matka dziewczyny wyznała, że sprzedała córce bajeczkę o adopcji, żeby nie czuła się niechciana przez tatusia imprezowicza.
Ta sama matka, gdy córka była w przedszkolu, rozpieściła małą do tego stopnia, że jak przychodziła ją odebrać, to dziewczynka zamiast witać się z mamą darła się "Baton! Daj batona!" i dopiero po otrzymaniu batonika łaskawie pozwalała się przytulić. Sytuacja ta powtarzała się dzień w dzień.
3. Zajęcia dodatkowe. Koleżanka z grupy bardzo często wyciągała w torby perfumy i psikała sobie nimi włosy. Bardzo obficie. Na pytanie czemu to robi, zwłaszcza że zajęcia odbywały się w małej, dusznej sali, odpowiedziała z poker face'em "Włosy nie pachną".
4. Dziewczyna na studiach wpadła. Okazało się, że gdy rodzice przeprowadzili z nią rozmowę o seksie i ciąży i powiedzieli jej, że "mężczyzna i kobieta rozbierają się do naga itp., itd.", to wzięła to bardzo na serio i w wieku 21 lat myślała, że ubranie to wystarczające zabezpieczenie.
5. Miałam kiedyś koleżankę z gatunku "durne toto, ale wielkoduszne". Kiedy miałyśmy 18 lat, jej mama zaszła w ciążę. Rodzice powiedzieli jej, że nie planowali drugiego dziecka, ale jakoś sobie poradzą. Dziewczyna była w niezłym szoku, ponieważ żyła w przekonaniu, że seks uprawia się tylko w celu prokreacji.
6. Dziewczyna na imprezie - do dziś nie wiem, czy to był durny żart, czy była aż tak głupia czy pijana. Dwóch chłopaków, para, zamknęło się w sypialni w wiadomym celu. Dziewczyna nie wiedziała o co chodzi. Myślała, że geje nie uprawiają seksu, bo "przecież nie da się włożyć penisa w penisa".
Kojarzycie ten typ ludzi, którzy sprawiają wrażenie oderwanych od rzeczywistości?
No to właśnie u mnie w biurze się taki trafił.
Jakiś czas temu manager zapowiedział nam, że do zespołu trafi nowy programista, człowiek co najmniej specyficzny. Ostrzeżenie przyjęliśmy, 2 tygodnie poczekaliśmy i cyk - musimy go wdrożyć. Nowy kolega od początku został wyrazistym członkiem zespołu, gdyż jako jedyny na spotkania oprócz notesu przynosi... ścierkę.
Ujebaną szarą ścierkę, wyglądającą jak stara koszulka, która przeżyła czyszczenie sracza w taborze PKP wracającym właśnie z festiwalu darmowego burrito. Po kij mu ona, zapytacie?
Ano nasz jegomość ustawicznie, bez względu na to, czy jest na spotkaniu czy przy biurku, pucuje sobie tą ścierką czoło, kark i całą facjatę, nie zważając na jej coraz to ciemniejsze umaszczenie. Dzisiaj poszedł o krok dalej, wykorzystując nawilżenie tej bomby biologicznej... jako środek do czyszczenia matryc. Tak, jebany wpierw się nią wytarł, następnie wyczyścił nią laptopa i zostawił ją jakby nigdy nic na biurku.
Poza nieodłączną towarzyszką wilgotnych chwil kolega cechuje się również ciekawą mieszanką cech charakteru - w jednej minucie wysyła Wam na komunikatorze firmowym linki do filmów na YT o zaawansowanej matmie, by godzinę później po rozlaniu kawy na schodach pytać kolegę obok, czy wytrzeć. Pierwszy raz spotkałem się z programistą, który mówi o matematyce dyskretnej, a nie potrafi dodać zmiennej do PATH mimo posiadania dostępu do Google.
I to wszystko udało mu się odjebać w ciągu 8h w biurze, żeby była jasność
Uwaga, obrzydliwe!
Miałem kiedyś dwutygodniowe zaparcie. Nic nie działało. Jakbym zjadł kamień. Ciągle czułem parcie, ale mimo usilnych starań nic nie wylatywało. Kupa wychodziła trochę, po czym musiałem ją palcami wpychać z powrotem, bo nie byłem w stanie jej wypchnąć.
W końcu powiedziałem dość! Zamęczę się lub umrę jak kot sąsiadów, który miał takie zaparcie, że podczas srania wyszła mu część jelit na zewnątrz.
Poszedłem do WC, wydusiłem ile mogłem, a resztę kawałek po kawałku wydłubałem palcem. Zrobiłem pokaźny tunel w tym kupsku, aż w końcu wszystko ze mnie wyszło.
Czas akcji: 40 minut
Czyszczenie ręki: 1 godzina
Ciężko pozbyć się smrodu gówna z ręki.
Dodaj anonimowe wyznanie