Mój chłopak i ja jesteśmy miłośnikami Tolkiena. Oświadczył mi się mówiąc:
"Frodo, czy zostaniesz powiernikiem pierścienia?".
Nie wie, że od dawna mam problem z owłosionymi stopami, muszę regularnie usuwać czarne włoski rosnące na palcach, więc nazwanie mnie imieniem hobbita jest prosto w punkt.
Od rana przycinam sobie w ogródku gałęzie, a za płotem przechodzi co jakieś pół godziny sąsiadka i bacznie mnie obserwuje. Jak zaczęłam palić zażądała, żebym zmieniła kierunek wiatru, bo dym na nią leci.
Ma ktoś numer do maga pogody z wolnymi terminami?
Siostra (45 l.) mojego męża próbowała ostatnio zrobić diament za pomocą węgla i masła orzechowego... Ona wierzy we wszystkie filmiki, które zobaczy. Dobrze, że wybiliśmy jej z głowy malowanie powiek lakierem do paznokci, ale niestety próba powiększania ust odkurzaczem doszła do skutku. Efekt był porażający, a sińce utrzymywały się dość długo. Cud, że nie stało się nic poważniejszego.
Z kolei moja teściowa bez przerwy ogląda Trudne sprawy, Dlaczego ja i inne tego typu seriale i niestety też wierzy, że to wszystko dzieje się naprawdę. Mało tego, jak tylko oglądnie któryś odcinek, to szuka podobnych zachowań u nas. Byłam już przez nią posądzona o zdradę, próbę otrucia męża i zagarnięcia całego majątku (szkoda, że wszystkiego dorabiamy się wspólnie), doprowadzenie jej do zawału w celu zagarnięcia jej majątku, otrucie jej 14-letniego kota (jemu też pewnie chciałam zabrać majątek), razem z moim mężem chcieliśmy też rozjechać jego siostrę na podwórku (czyżby chodziło o majątek?).
Obie uwielbiają też "doradzać" we wszystkich sprawach i twierdzą, że mają świetny gust. Łażą w spódnicach do kostek (takie lata 90.). Fryzury niezmienne od lat 80. Są niepocieszone, bo myślały, że jak po ślubie będziemy z nimi mieszkać, to będę się ubierać i czesać tak samo. Niestety, nie udało się. Z umeblowaniem naszej sypialni było podobnie. Nie odzywały się do mnie przez tydzień, bo ich nie słuchałam w sprawie kupna mebli. Cóż to był za piękny tydzień :D
W dodatku pracuję (razem z mężem prowadzimy działalność), a to straszna ujma, bo kobieta powinna siedzieć w domu, sprzątać, prać, prasować i gotować, a ja mam czelność jeszcze mojego męża "zmuszać" do wykonywania kobiecych obowiązków (tyramy tak samo, więc nie widzę powodu, żeby miał nie pomagać w domowych obowiązkach). Na początku z tym pomaganiem było ciężko, bo mamunia tak go wychowała, że wszystko miał podane pod nos.
Od początku mówiłam teściowej, że nie chcę, żeby wchodziła do naszego pokoju, bo to nasz prywatny rewir i sami go ogarniamy, a i tak przez jakiś miesiąc właziła tam jak nas nie było i sprzątała po swojemu (ja robię pranie po powrocie z pracy, a ona właziła, ścieliła nasze łóżko i zbierała nasze rzeczy). Pomogło dopiero jak wlazła do nas w nocy, żeby zamknąć okno i rano, jak się okazało, że nie lunatykowała, dostała taki opierdol od męża, że już tego nie robi i zawsze puka, kiedy ma do nas wejść. Nie wchodzi też do naszego pokoju pod naszą nieobecność. Przez jakiś czas sprawdzałam za pomocą plasteliny ;). Przez kolejne kilka miesięcy zbierała ze sznurka pranie mojego męża i wszystko prasowała i składała.
Niestety na razie mieszkamy z teściową, bo u mnie w domu nie ma miejsca, a nasz własny dom dopiero budujemy. Pocieszam się, że jak wytrzymałam dwa lata w tym wariatkowie, to wytrzymam kolejne dwa.
Piętro niżej mieszka wścibska sąsiadka. Zawsze starałam się jej unikać, ale tego dnia akurat schodziłam z roczną córką i nie miałam jak jej ominąć. Sąsiadka nachyla mi się nad dzieckiem i "och, jaka ona słodka, a jak pięknie się uśmiecha"... Po całej serii komplementów wyjmuje z torebki lizaka i wręcza go córce. Na to ja delikatnie wyjęłam tego lizaka i oddałam sąsiadce mówiąc, że nie daję dziecku słodyczy i bardzo dziękujemy, ale niech da to komuś, kto z tego skorzysta. A sąsiadka w szoku. Jak mogę nie dawać dziecku słodyczy, zepsuję jej dzieciństwo, dziecko nie będzie wiedziało co dobre itp. Po całej litanii w końcu udało mi się przejść i zapomniałam o całej sprawie.
Po dwóch tygodniach przyszły panie z MOPS-u z donosem, w którym było napisane, że głodzę dziecko, a ono wyje nocami z rozpaczy. No cóż...
Całe życie matka mi mówiła, że rodzeństwo zawsze musi trzymać się razem. I tak było. Mój brat jest starszy ode mnie o 11 lat. Zawsze, w każdym momencie jego życia byłam pod ręką, gdy mnie potrzebował. Pożyczyłam pieniądze, odebrałam dziecko, brałam ich psa do siebie, jak wyjeżdżali. Mój narzeczony zawsze mi mówił, że on mnie wykorzystuje, że zawsze do niego lecę, jak on coś chce. Miałam takie poczucie, że muszę być dla niego wsparciem, pomagać mu, bo tak robi rodzeństwo. Do czasu.
W tamtym roku zachorowałam. Nie była to jakaś poważna choroba, ale silna gorączka i ból mięśni dawały o sobie znać. Akurat mój Paweł musiał wyjechać do innego miasta. Zostałam sama. Nie przejmowałam się tym zbytnio, mając z tylu głowy, że mam na kogo liczyć. Po kilku dniach skończyły mi się leki. Zadzwoniłam do brata i mówię mu, że bardzo źle się czuję i nie mam już leków, prosząc, żeby przyjechał. Powiedział mi, że nie ma czasu, bo nie zdąży na siłownię i na pewno poradzę sobie sama.
Nie poradziłam sobie. Po drodze do apteki zemdlałam i złamałam sobie rękę. Przypadkowa staruszka zadzwoniła po karetkę, a potem przychodziła z zupą dla mnie.
Brat dalej do mnie dzwoni. Jest zdziwiony, że zawsze odmawiam pomocy.
Trzy lata temu zmarł mój tata, mam starszego brata i młodszą siostrę. Z rodzina z taty strony się rzadko widujemy. Niedawno zmarł mój dziadek, tata taty - i my mamy po nim dziedziczyć.
Brat jest pełnoletni, ale ja i siostra nie. I w naszym imieniu decyduje mama jako opiekun prawny, a ona nie chce się zgodzić na dziedziczenie. Mówi, żebyśmy nie żebrali, że głupio tak wyciągać pieniądze, że wstyd.
Brat nie chce się zrzekać spadku, więc pewnie coś dostanie, a my z siostrą nic, bo tak zdecydowała mama jako opiekunka prawna. Jestem na nią wściekła.
W Walentynki chciałam przemeblować trochę mój pokój, mój chłopak chętnie mi pomagał. Jakimś cudem rozwaliliśmy łóżko, zaklinowało się, pchaliśmy aż deska strzeliła i posypały się śruby. Dzwonię do taty, chcąc się zapytać gdzie wiertarka, aby to łóżko jakoś uratować. Stwierdził, że na pewno za bardzo świętowaliśmy ten magiczny dzień i przemeblowanie to tylko wymówka...
Cała historia wydarzyła się, jak miałem tak z 4-5 lat. Jako bardzo ciekawe dziecko myszkowałem po całym domu. Pewnego razu w jakiejś szufladzie znalazłem elektryczny depilator mamy. :) Od razu pobiegłem do rodziców, aby dowiedzieć się cóż to takiego.
Mój kochany tatuś dla żartu powiedział, że to jest specjalny przycinacz do siurków i zapomniał o całej sprawie.
Ten przycinacz nie dawał mi spokoju i następnego dnia postanowiłem go wypróbować. Efektu można się chyba domyślić.
Małą bliznę mam do dzisiejszego dnia :P
O zaburzeniach odżywiania.
Jak jeszcze mieszkałam z babcią, to w domu zawsze były słodycze. Jako dziecko nie potrafiłam ich sobie odmówić. Dodatkowo babcia podsuwała mi pod nos co najmniej czekoladę dziennie.
W szóstej klasie podstawówki przy ok 1,50 m ważyłam 75kg. Niestety dopiero idąc do gimnazjum zauważyłam jak wyglądam naprawdę.
Pamiętam ten dzień. To właśnie on zaczął moją chorobliwą walkę żeby schudnąć.
Zaczęłam się głodzić i ćwiczyć do upadłego. Potrafiłam chodzić na stepperze po kilka godzin z ciężarkami. W pewnym momencie jadłam jogurt dziennie + kilka wafli ryżowych.
Rodzice na początku nic nie zauważyli. Pracowali od porannych godzin do wieczornych, więc praktycznie ich nie widywałam.
Gdy zrzuciłam pierwsze pięć kilo bardzo mnie pochwalili. Powiedzieli, że to świetnie, że ograniczam słodycze i ćwiczę.
Po kolejnych pięciu zaczęło się gadanie. Czy przypadkiem nie za szybko chudnę? Czy na pewno jem normalnie? Czy wszystko w porządku? Zawsze odpowiadałam z uśmiechem, że tak.
W trzeciej klasie (moment jogurtu dziennie), mój organizm uznał, że to przesada. Przy 1,70 m ważyłam 43 kg. Zemdlałam na lekcji, zawieźli mnie do szpitala. Nad rodzicami zawisła groźba, że jak nie zgodzą się na leczenie psychiatryczne, to mogą im odebrać do mnie prawa.
Tak więc przesiedziałam pół roku w ośrodku. Początek był straszny. Krzyczałam, że się zabiję, jeżeli będą mnie zmuszać do jedzenia. Karali mnie kiedy ćwiczyłam. Jednak po jakimś czasie zrozumiałam, że jak się zmuszę do wykonywania ich rozkazów, to szybciej mnie wypuszczą.
Myślałam, że się wyleczyłam. Zaczęłam normalnie jeść, pozwalać sobie na słodycze, znalazłam chłopaka. I przestałam ćwiczyć. Bałam się, że wracając do ćwiczeń wrócę do poprzedniego stanu. Nie chciałam.
Kilka tygodni temu mój chłopak powiedział mi, że mogłabym zrzucić parę kilo. Nie wie o mojej przeszłości. Nie wie co teraz obudził. Znowu się głodzę, znowu liczę kalorie, znowu ćwiczę po nocach. I nie mogę z tego wyjść. W mojej głowie krzyczy zdanie "jesteś za gruba".
Piszę na anonimowych, bo nigdy się nie przyznam do tego publicznie.
Chodzę do liceum, które nie jest za duże. Prawie wszyscy się znają z większością jestem na "cześć".
Otóż na lekcji historii, poprosiłam profesorkę o możliwość wyjścia do toalety.
Nie zgodziła się, gdy usłyszałam dzwonek, pobiegłam na złamanie karku, a tu... wszystkie cztery kabiny zajęte (dziewczyny w środku palą papierosy) nie mając szans pobiec na nisze piętro, weszłam do męskiej toalety.
Kucając "na Małysza" usłyszałam dwóch chłopaków z drugiej klasy, zakładających się o dziewczynę, o mnie. Nie mogłam w to uwierzyć.
I gdy ten chłopak Z podszedł do mnie na korytarzu dwa dni później (facet 10/10 tak dla jasności, a ja no cóż... 3/10) i zaprosił mnie do kina, odmówiłam.
Jego zszokowanej miny nigdy nie zapomnę.
I przy okazji nie zostałam upokorzona.
Planowali, że do kina Z przyjdzie z jakąś ładną dziewczyną, a mnie wyśmieje i upubliczni to na Facebooku. Nic z tego.
Dodaj anonimowe wyznanie