Jak byłem chłopcem, lubiłem się bawić nietypowymi rzeczami. Wtedy akurat miałem "fazę" na magnesy... Lubiłem patrzeć, jak się "kleją" ze sobą i się potem z nimi siłować, by je oddzielić.
Pewnego razu bawiłem się owymi magnesami przed komputerem. Nie wiem do tej pory dlaczego przystawiłem owe magnesy do ekranu monitora. Ku mojemu zdziwieniu na ekranie przy magnesach pojawiały się różne kolory - czerwony, zielony, niebieski itd. Bawiło mnie to i "jeździłem" tymi magnesami po ekranie i podziwiałem kolory.
Jak skończyłem moją "zabawę" i odłożyłem magnesy, spojrzałem na ekran monitora i zamarłem... Wszystkie te kolory zostały! Miałem cały kolorowy ekran monitora. Cóż było robić... Zawołałem młodszą siostrę, dałem jej magnesy w rękę i posadziłem przed monitorem, żeby sobie pojeździła. Mała była, więc jej lanie nie groziło, mnie tak. Udało się! Co prawda tata magnesy mi skonfiskował, ale uniknąłem kar, a monitor po tygodniu zaczął normalnie działać :)
Ostatnio poczułam potrzebę na romantyczne wyznania.
Mówi się, że w miłości kocha się nie tylko zalety, ale i wady. Wieczorem, już w łóżku, leżąc przytulona do męża zapytałam więc słodkim głosem, chcąc wpasować się w nastrój:
- Kochanie, czy mam jakąś wadę, która ci się we mnie podoba?
Milczał przez chwilę w skupieniu, po czym odparł z powagą:
- Twoja wielka dupa.
Sześcioletni syn mojej siostry strasznie dłubie w nosie. Zwracanie mu uwagi nic nie dawało, więc pokazałam mu zdjęcie Voldemorta i powiedziałam mu, że jak nie przestanie, to będzie tak wyglądał. Póki co pomogło ;)
Dziś po raz pierwszy zaprosiłam nowego chłopaka - Adama do mojego mieszkania. Stresowałam się bardzo, bo facet ten cholernie mi się podoba i chciałabym, abyśmy byli parą na dłużej.
Zanim się u mnie zjawił, wysprzątałam całe mieszkanie, wypsikałam wszystkie pomieszczenia odświeżaczem i umyłam podłogę. Kiedy przyszedł, od razu się na niej poślizgnął i wyrżnął głową o kafelki. Potem okazało się, że śmietana, którą dodałam do ciasta była zepsuta i nie dało się tego zjeść.
Chciałam ratować sytuację, więc zamówiłam pizzę. W tym czasie mój ukochany poznał Kacpra. To mój kot - bardzo przyjazne, sympatyczne zwierzę. Wlazł Adamowi na kolana i domagał się pieszczot. W momencie, gdy pizzermen zadzwonił do drzwi, Kacper wystraszył się i z całym impetem odbił się tylnymi nogami od krocza Adama, uprzednio wbijając w nie pazury… Rany były dość głębokie, ale lekarz powiedział, że obejdzie się bez szycia.
Aż dziw, że ciągle jesteśmy parą.
Jestem studentką i wynajmuję mieszkanie z trójką współlokatorów, każde z nas ma oddzielny pokój zamykany na klucz, ale kuchnia, salon oraz dwie łazienki są wspólne. Akurat tak się złożyło, że dwa pokoje zajmują chłopaki - Tomek i Gabriel, a pozostałe dwa ja oraz Patrycja. Jedna łazienka jest chłopaków, a druga Patrycji i moja.
Wyznanie dotyczy Patrycji - pochodzi z dość zamożnej rodziny, studiuje oraz pracuje, chociaż rodzice dają jej niemałe pieniądze. Generalnie uchodzi za odpowiedzialną i ułożoną dziewczynę. Ale tylko z pozoru.
Jakiś miesiąc po wprowadzeniu zaczęły mi znikać rzeczy i kosmetyki kończyły się szybciej niż zazwyczaj. Pomyślałam sobie, że to wszystko przez moje roztargnienie. Mniej więcej w tym samym czasie chłopaki zaczęli narzekać na to, że giną im skarpety. Później znikały mi ciuchy oraz drobne sumy pieniędzy ze skarbonki. Pomyślałam, że coś jest na rzeczy, bo chłopakom również ginęły ciuchy i artykuły spożywcze. Jednemu nawet zginęła bielizna, którą jego dziewczyna zostawiła u niego. Zapytałam Patrycji, czy jej też znikają rzeczy. Odpowiedziała "tak, tak, skarpety mi ciągle giną". Pytałam się jej, czy przypadkiem nie wyprała mojej koszulki/spodni/bluzy/skarpet/majtek i nie ma tego u siebie. Za każdym razem stanowczo zaprzeczała.
Raz była wyjątkowo zabiegana, a ja szukałam swojej kolejnej koszulki, kazałam jej sprawdzić, czy nie ma jej u siebie w pokoju. Stwierdziła, że jak wróci, bo nie ma czasu, zaproponowałam więc, że sama poszukam. Rozpętało się piekło.
Przez bite 10 minut darła się na mnie, że ją osądzam o kradzież, a ona na takie szmaty jakie ja noszę by nawet nie spojrzała i jej uwłaczam. W tym momencie stwierdziłam, że tam gadać nie będziemy, skorzystałam z jej nieuwagi i dorobiłam klucz do jej pokoju, bo to w jaki sposób się zachowała wskazywało jednoznacznie na to, że to ona zabiera nasze rzeczy. Poczekałam aż wyjedzie do rodziców i po prostu tam weszłam.
W jej bałaganie było wszystko, czego szukaliśmy przez ostatnie parę miesięcy.
Musiała nurkować w koszu na brudne pranie, bo było tam nawet kilka moich par majtek, których nie mogę prać w pralce, więc prałam ręcznie i suszyłam na ręczniku w swoim pokoju.
Warto zaznaczyć, że w każdej z łazienek jest osobny kosz na pranie, więc musiała również wchodzić do łazienki chłopaków.
Przez parę chwil byłam zła, ale później zaczęłam się zastanawiać, czemu ona to robi, skoro o pieniądze nie musi się martwić.
I nie wiem teraz co zrobić, bo zachowałam się tak jak ona i weszłam do jej pokoju bez pozwolenia. Wziąć naszych rzeczy nie mogę, bo by się zorientowała, że jednak tam byłam i musiałam mieć skądś klucz...
Każdy chyba zna powiedzenie, które najczęściej można usłyszeć od mamy - "taki tu pie*dolnik, że brakuje tylko, żeby ktoś jeszcze tu nasrał".
Miałam 5 lat, gdy usłyszałam to po raz pierwszy, nie wiedząc, że to po prostu takie powiedzenie.. Domyślcie się co zrobiłam na środku dywanu, gdy mama wyszła i zamknęła drzwi.
Często chodziłam rano do pewnego dużego sklepu po śniadanie, które potem jadłam w pracy. Pewnego dnia zaczepił mnie tam mężczyzna, około 50 lat. Podchodzi, wita się i mówi:
"Obserwuję panią już od jakiegoś czasu i po prostu muszę to powiedzieć. Ma pani takie piękne oczy. Jak... chomik! Ale proszę mi wierzyć. Mój syn ma hodowlę chomików, to są takie mądre zwierzątka".
No cóż... Podziękowałam, w końcu nawet dziwny komplement to komplement :D
Jestem 24-letnią dziewczyną. Od 5 lat w związku. Od pewnego czasu mój facet wspomina coś o dziecku, tylko szkopuł w tym, że jest ode mnie kilka lat starszy, a ja absolutnie nie jestem teraz gotowa na takie poświęcenie. Zaczęło mnie też zastanawiać, dlaczego tak nagle zapragnął dziecka. Przecież zawsze był wygodny, cenił sobie spokój. Nagle mnie oświeciło...
Jakieś 2 lata temu wśród naszych przyjaciół i znajomych rozpoczął się babyboom. Gdzieś ok. 5-6 par naszych znajomych ma już dzieci, kilka innych par właśnie się ich spodziewa. I mój ukochany chyba pod ich wpływem nagle zapragnął potomka. Szkoda tylko, że nie widzi, że życie tych ludzi (a zwłaszcza kobiet) kręci się teraz wyłącznie wokół tych dzieci. I to mnie najbardziej przeraża. Że to kobieta od początku jest uwiązana, że to ona musi przychodzić przez ciążę i cały czas sobie czegoś odmawiać, później poród, karmienie, niańczenie i ogólnie to, że dziecko w pierwszych miesiącach życia potrzebuje bliskości matki, a ojciec nie gra tak istotnej roli. Widzę po tych moich koleżankach, jakie są tym wszystkim zmęczone, że są uzależnione od tych dzieci. Ich faceci się bawią, wychodzą z nami na miasto, do klubów, przychodzą na domówki, a dziewczyny siedzą w domu i wstają w nocy do dzieci, bo są głodne/obesrane/ząbkują/I jeszcze nie wiadomo co. Tylko jedna nasza koleżanka faktycznie sprawiedliwie dzieli się obowiązkami związanymi z dzieckiem ze swoim facetem, ale i tak znacznie większą część czasu to ona siedzi w domu z niemowlakiem.
Kiedy powiedziałam przy tych naszych kumplach, że ja w życiu nie zgodziłabym się na taki "podział", to jeden z nich mnie wyśmiał, poklepał po ramieniu i powiedział "zobaczymy", a mój facet zaśmiał się razem z nim. Niby głupota, ale to sprawiło, że kompletnie nie wyobrażam sobie teraz mieć z nim dziecka. Bo po co, skoro on ma takie podejście?
Pewnego razu grałam z grupą rówieśników w siatkówkę nad trzepakiem. Przyszedł jeden ze starszych chłopaków (gimnazjalista) i dla zabawy złapał moja piłkę podczas meczu i ją przebił.
Rozpłakałam się, było mi przykro.
Wracałam z przebitą piłką do domu. Podczas przechodzenia przez przełączkę między blokami zaczepił mnie rasowy dres i zapytał się mnie, czemu płaczę. Opowiedziałam mu pokrótce co się stało... Nie wiem czemu to zrobiłam, może tak po prostu...
W ciągu tygodnia przyszedł do mnie gimnazjalista wraz z dresem (jak się okazało później - gimnazjalista wraz ze starszym bratem). Odkupił mi piłkę i przeprosił za swoje zachowanie.
Byłam szczęśliwa.
Często czytam wyznania, jak to dupa co niektórych oszukała. Przychodzę z czymś podobnym. Oszukał mnie żołądek.
Zwyczajnie mocno mi się odbijało i kiedy poczułam, że zostało jeszcze trochę tego gazu wewnątrz, wymusiłam solidne beknięcie. Taki był plan, ale zamiast tego zwymiotowałam na siebie i na podłogę.
Dodaj anonimowe wyznanie