#W26LG
Chodzę do liceum, które nie jest za duże. Prawie wszyscy się znają z większością jestem na "cześć".
Otóż na lekcji historii, poprosiłam profesorkę o możliwość wyjścia do toalety.
Nie zgodziła się, gdy usłyszałam dzwonek, pobiegłam na złamanie karku, a tu... wszystkie cztery kabiny zajęte (dziewczyny w środku palą papierosy) nie mając szans pobiec na nisze piętro, weszłam do męskiej toalety.
Kucając "na Małysza" usłyszałam dwóch chłopaków z drugiej klasy, zakładających się o dziewczynę, o mnie. Nie mogłam w to uwierzyć.
I gdy ten chłopak Z podszedł do mnie na korytarzu dwa dni później (facet 10/10 tak dla jasności, a ja no cóż... 3/10) i zaprosił mnie do kina, odmówiłam.
Jego zszokowanej miny nigdy nie zapomnę.
I przy okazji nie zostałam upokorzona.
Planowali, że do kina Z przyjdzie z jakąś ładną dziewczyną, a mnie wyśmieje i upubliczni to na Facebooku. Nic z tego.
Tym razem autorkę uratowała, a nie oszukała dupa.
Było się zgodzić i nie pójść.
no wystawka moglaby byc szokiem... ale nie widzialaby jego miny ;)
Ale to głupi wiek i niedojrzałość...Dla zabawy bawić się czyimiś uczuciami...
To nie jest facet 10/10 tylko po prostu ładny chlopiec z naciskiem na "chłopiec" :)
Trzeba było przyjść z kolegą 10/10 :D
taa i powiedziec- wiesz moj chlopak byl troche zazdrosny o wyjscie do kina z kolega, wiec wzielam go na film, chyba si nie gniewasz?
W takich sytuacjach wyważałam drzwi kabiny i wywlekałam palaczy za fraki na zewnątrz. Wprawdzie nie w szkole, tylko w szpitalu, ale też nie byli skorzy do biegania na skargę.
Apropo wyrzucania za fraki , aż mi sie przypomniało, jak na imprezie juz naprawdę musiałam siku, ale tak naprawdę juz teraz , po kilku drinkach. Przy klopie zasnęła śpiąca królewna ktorej nikt nie chciał ruszyć "Bo się porzygala ". Wyciągnęłam ja za nogi. :D Drzemala pozniej pod umywalka
Takie 3/10 okazują się za 10, 15 lat świetnymi żonami.
Ta raczej grubymi zaniedbanymi lochami, które usprawiedliwiają się jedną ciążą.
Wiecie co, ja mam córkę 7 letnią i boli mnie, że coś takiego mogłoby ją spotkać. Co wy wyprawiacie,ludzie dajcie spokój, obserwuję was, dzieciaki i naprawdę żal mi was. Same intrygi, podsłuchy, robienie komuś obciachu, ale macie spierd....ą młodość.
W końcu obrabianie komuś tyłka na wszelakie sposoby nie ma miejsca w "dorosłym życiu", babciu. :D
A tak swoją drogą, czemu mówisz na zwykłego magistra, profesor? Wiem, że w niektórych, jak na przykład w moim próbowali to przemycić "bo tradycja, bo kiedyś tak było", ale kiedyś to nie teraz i nie musisz być profesorem, żeby uczyć w szkole średniej.
Na dziennikarzy mówią "panie redaktorze", chociaż niekoniecznie muszą być redaktorami. Na lekarki mówią "pani doktor", choć niekoniecznie muszą być doktorami (chociaż jak są profesorami, to mówią "pani profesor" :P ), na nauczycieli mówią "panie profesorze", na księdza "ojcze", na zakonnicę "siostro" niezależnie od stopni naukowych i stopni pokrewieństwa. Ot, zwykły grzecznościowy tytuł, nie ma co analizować i traktować jak ujmę na honorze. Większą ujmą jest, że do dorosłych ludzi niektórzy wykładowcy na uczelni są gotowi mówić na ty,gdy sami oczekują bycia tytułowanymi przy każdej okazji.
Rozumiem, ale takie zwyczaje obowiązywały wiele lat temu, więc niektórzy nauczyciele najwidoczniej zatrzymali się w dawnych czasach, nie ujmuje im wiedzy, jednak profesor to ktoś kto poświęcił życie na pracę naukową, zwyczaje zwyczajami, ale słabe, że niektórzy nauczyciele wymagają tego, spory przerost formy nad treścią.
Zwyczaj jest nadal. Nadal słyszę w radiu "panie redaktorze, tylko skończę zdanie", nadal słyszę w przycjodni "chciałam sie zarejestrować do doktor kowalskiej" i znani mi licealiści mówią do nauczycieli "profesorze". Sama, prawie 20 lat po maturze, jak spotkam nauczycielke matematyki na ulicy, mówię "dzień dobry pani profesor". To nie jest kwestia wymogów pojedynczych nauczycieli, którzy mają się za nie wiadomo co.
Ja przez całe liceum nie zwróciłam się do żadnego z nauczycieli "profesorze", mimo że tego chcieli od nas to nigdy nie usłyszeli, po prostu. Stąd też moje zaskoczenie, że jednak ktoś to nadal utrzymuje, bo my wyszliśmy z takiego założenia jak napisałam powyżej, dopiero na studiach zaczęliśmy tytułować, bo na przykład na mojej uczelni duża część wykładowców bardzo na to patrzy
Ha! Spryciula! Nic się nie dzieje bez przyczyny ;)