#MjrZH

Początek 1 klasy liceum. Muszę przyznać,  że jestem osobą dosyć nieuważną, kilka razy dziennie potrafię wejść w ścianę, lodówkę, etc.

Pewnego sobotniego poranka, gdy byłam na spacerze z moim pupilkiem, dostrzegłam w oddali moją nową koleżankę z liceum. Chciałam być bardzo miła, więc postanowiłam do niej pomachać, a ona odwdzięczyła mi się tym samym gestem. Pomyślałam, że mogłybyśmy chwilę porozmawiać i przy okazji lepiej się poznać, więc zdecydowanym krokiem ruszyłam ku Oli. Gdy się spotkałyśmy, zaczęłyśmy rozmawiać o nowej szkole, jakich przedmiotów się obawiamy. Rozmowa trwała 10 minut, gdy nagle Ola powiedziała: ''Słuchaj, Gosia, muszę już lecieć''. Wszystko byłoby OK, gdyby nie to, że nie mam na imię Gosia...

Od słowa do słowa i okazało się, że Ola też nie miała na imię Ola, a także nie chodziłyśmy do tych samych szkół. Obydwie pomyliłyśmy siebie z innymi osobami...

#151U7

"Madki zawsze najmądrzejsze"

Byłam kiedyś w sklepie po pieluchy 4, bo była promocja na więcej opakowań.
Gdy kasjerka zobaczyła ilość kupowanych przeze mnie pieluch, stwierdziła, że powinnam nauczyć dziecko wołać na nocnik.
Powiedziałam tej pani, że moje dziecko jest niepełnosprawne i nie chodzi. Ona na to, że jej znajoma też tak miała i jak nauczyła wołać na nocnik, to zaczęło chodzić.

Nie wiem kto okazał się głupszy w tej historii, kasjerka, co przypisywała boskie moce nocnikowi, czy ja, naiwna (bo w to uwierzyłam i kupiłam nocnik).. :P

#wzD2h

Historia miała miejsce jakieś 3 lata temu. Początki związku (teraz już z moim eks). Jego rodzice zaprosili nas na obiad, bo bardzo chcieli mnie poznać. Było w sumie miło i sympatycznie, niepotrzebnie się stresowałam.

Po obiedzie siedzimy sobie w salonie, gdy nagle "pani mama" poszła do toalety. Niby nic nadzwyczajnego, w końcu normalna rzecz, ale toaleta była tuż obok salonu i nagle rozległ się potężny pierd. Normalnie jakby tajfun gdzieś przeszedł, rozgniewał się Zeus, zawalił się sufit czy coś tam jeszcze. Każdy oczywiście udaje, że tego nie słyszał i rozmowa toczy się dalej. Myślę sobie - kurde, pewnie teraz babeczka się speszyła, będzie jej strasznie głupio wyjść... pewnie nie chciała tak głośno, a tu takie zaskoczenie, wzięło ją znienacka..
A tu nagle pani mama wychodzi uradowana i uchachana i mówi:
"O kurde! Też to słyszeliście?! Chyba sąsiadowi du*ę rozerwało!".

#spW5X

Chciałam podpytać lekarza, czy mogę podwiązać jajniki. Ot, instynktu macierzyńskiego nie mam, dzieci lubię, ale na matkę się nie nadaję, moja opinia się raczej nie zmieni. Jaka jest odpowiedź? Nie, ponieważ mój przyszły partner może chcieć dziecka.

Moja macica należy do kogoś, kogo nawet jeszcze nie poznałam.

#1VTpk

Pewnego pięknego, letniego dnia wybrałam się na zakupy z kumpelą. Gdy już przemierzyłyśmy pół galerii handlowej mierząc, macając, idąc do kasy z łupami i zawracając, by odwiesić wybrane rzeczy na wieszak i wybrać nowe - wreszcie JE znalazłam. Proste, czarne rurki, które zawładnęły mym sercem.

Czym prędzej pognałam do przymierzalni, gdzie, jak się okazało, nie zdołałam wcisnąć tyłka w wybrany rozmiar (kto wpadł na pomysł zaniżania rozmiarówki?! hue hue). Nie wychodziłam już z przymierzalni, lecz wystawiłam rękę z dżinsami przez kotarę i tonem nazistowskiego dyktatora powiedziałam do kumpeli coś w stylu "weź się rusz i przynieś mi większy rozmiar". Po chwili przez rzeczoną kotarę czyjaś ręka podała mi dżinsy. Ręka zdecydowanie za mała. Ręka bez tatuażu. Ręka, która nie należała do mojej kumpeli! Gdy mój mózg próbował przyswoić sobie te fakty, a ja w swej błyskotliwości zastanawiałam się, co mogło się stać, że skurczyła jej się ręka, usłyszałam jeszcze cichy, wystraszony głosik: "Proszę bardzo, proszę pani".

Tkwiłam w tej przebieralni jeszcze dziesięć minut, zanim odważyłam się wyjść.

#f4YTL

To jedna z tych historii, dzięki którym odzyskuję wiarę w ludzi.

Koniec pierwszego szkolnego semestru. Poranek nie zapowiadał się deszczowo, toteż ubrałam się lekko, na wierzch zarzuciłam kurtkę i pomaszerowałam do szkoły.
Tegoż dnia miałam zostać ze znajomym po lekcjach, by zaliczyć lekturę, od której zależały nasze oceny. Miałam na to 15 minut, bowiem odjeżdżał wtedy mój autobus, a kolejny w trasę wyruszał dopiero o 20. Oczywiście nie przewidziałam, że przyjdą tłumy, ale pomyślałam, że może uda mi się wejść jako jednej z pierwszych. Srodze się zawiodłam. Znajomy zaoferował się, że podwiezie mnie do domu, jeśli nie zdążę na autobus, więc spokojnie czekałam na swoją kolej. Gdy wybiła 15:30, nauczycielka po przepytaniu trzech osób stwierdziła, że już jej się nie chce siedzieć i wyszła. Ulotnił się też mój znajomy! Wkurzona postanowiłam złapać stopa. Gdy minęło mnie kilkanaście samochodów, a żaden się nie zatrzymał, uznałam, że wrócę o 20, ale, mając nieco czasu, pójdę do wsi oddalonej o 4 km, coby zaoszczędzić na bilecie. W połowie drogi zaczęło lać. Gdy doszłam, byłam całkiem przemoczona, a przystanek nie był zadaszony. W dodatku zapowiadało się na burzę. Przez półtorej godziny próbowałam złapać stopa, minęło mnie (tak, liczyłam) 57 samochodów... Miałam ochotę się rozpłakać. Zrezygnowana stałam na poboczu i marzłam. Nagle zobaczyłam nadjeżdżający autobus i wcale nie zdziwiło mnie, że jest pół godziny przed czasem. Nie przyjrzałam się mu dobrze, gdyż tego dnia zapomniałam soczewek. Zatrzymał się, więc niewiele myśląc wsiadłam. Kierowca spytał "dokąd?", więc podałam mu nazwę miejscowości i chciałam dać pieniądze. Uśmiechnął się i odparł, że właśnie wraca do zajezdni, a nie mógł patrzeć na to, jak stoję w deszczu.
Podwiózł mnie za darmo, choć mógł, jak reszta, mnie olać. :)

#2NYB4

Moja teściowa niegdyś kąśliwie komentowała moją tuszę (teraz już schudłam ale to nie ważne). Nie byłam jej dłużna i wzorem ukochanej synowej, gdy wróciła z jakiejś imprezy i narzekała, że tak się objadła, że ma ogromny brzuchol, to odparłam słodko: Mamusiu, przynajmniej coś ci podtrzymuje cycki :P .

#FY8e5

Mieszkam z mamą w kamienicy. W mieszkaniu pod nami rezydują właściciele budynku, z którymi moja mama jest w przyjacielskich stosunkach.

Pewnego letniego dnia poszłam się umyć. Ledwo weszłam pod prysznic, ledwo zdążyłam się zmoczyć, gdy moich uszu dobiegł dzwonek do drzwi. To była właścicielka. Powiedziała mamie, że woda od nas przeciekła i zalewa im kuchnię. Szybko przypomniałam sobie, że zamek w łazience jest uszkodzony, więc rzuciłam się ku klamce, przytrzymując ją, żeby nikt nie wszedł. Po nerwowej wymianie zdań pomiędzy mną a rodzicielką wyszłam z szamponem na włosach, odziana w ciuchy, które miałam akurat pod ręką. Sąsiadka zaproponowała mi dokończenie kąpieli u nich. Zgodziłam się.

Poszłyśmy. Przekroczyłam próg mieszkania, po czym udałam się w stronę łazienki, standardowo jej nie zamykając, bo przecież i tak nie działa zamek. Jak ja się myliłam...
W pewnym momencie usłyszałam, że ktoś wszedł do łazienki.
- Halina! Widziałaś gdzieś moje majtki? - głos mężczyzny dobiegł mych uszu, a ja skurczyłam się w sobie ze strachu. Cisza.
- Halina! Co z tobą? Przecież słyszę, że znowu się pluskasz! - ponownie go słyszę. Zbliża się. Jest coraz bliżej. Zebrałam się w sobie i leciutko wychyliłam głowę za kotarę, starając się nie odkrywać niczego prócz głowy.
- Ale ja nie jestem Halina - powiedziałam cichutko w stronę zdziwionego mężczyzny.

W życiu nie widziałam, żeby ktoś tak szybko uciekał.  :D

Po wyjściu z łazienki ten pan otworzył mi drzwi frontowe. Ja stamtąd nie wyszłam. Ja wkraczałam w nadświetlną.

#z3gSb

Chcę napisać o życiu z moim niepełnosprawnym bratem.

Ja mam prawie 18 lat, Karol 22. Urodził się z rozszczepem kręgosłupa i wodogłowiem. Jest na wózku, od pasa w dół nie ma czucia, ale ręce ma sprawne. Umysł (podobno) też.
Co istotne, ja jestem wpadką. Karol to oczko w głowie rodziny. Owinął ich sobie dookoła palca, zwłaszcza rodziców. Non stop słyszy, jaki jest cudowny, wspaniały i wyjątkowy. Ja od małego we wszystkim się musiałem podporządkowywać.
Szliśmy na spacer i chciałem wziąć rower? Nie, bo Karolek nie może jeździć na rowerze i będzie mu przykro, jeśli ja pojadę. Chciałem chodzić na karate? Nie, bo Karolek nie może. Wyjazd na wycieczkę? Tylko jeśli nauczyciele się upierali, bo Karolek nie może. Wyjazd na kolonie? Nie, bo Karolek nie może.

Wszystko uchodzi mu na sucho. Wrzeszczy, klnie, wyzywa wszystkich i rzuca tym co ma pod ręką? Na pewno ktoś niedobry go zdenerwował.
Biedaczek nie ma znajomych? To ludzie są źli i nietolerancyjni! A że Karolek uważa się za alfę i omegę i wszystkim daje to do zrozumienia, to już szczegół. A że o swoich znajomych ze studiów mówi jako o idiotach i debilach... przecież każdy kto czasem pójdzie na imprezę jest głupi jak but, no nie?
Ma kiepskie wyniki na studiach? Wszystko przez złych wykładowców.
Każda dziewczyna, która da mu kosza jest puszczalską szmatą. On i rodzice w ogóle nie ogarniają, że nie każda dziewczyna ma ochotę być z gościem na wózku, który musi mieć cewnik i pampersy. O tym, że jest bucem nie wspominając.

Nie mogę się doczekać wyprowadzki. Mieszkamy w mieście studenckim, ale na pewno przeprowadzę się do innego miasta.
Rodzina jest przekonana, że w przyszłości zajmę się bratem. Nie ma takiej opcji. Zawsze był dla mnie okropny, a ja nie zamierzam być darmową pielęgniarką. Niech sobie robią co chcą.

#Uj1CV

W odróżnieniu od większości Anonimowiczów, nie byłam bystrym dzieckiem.
Jak byłam mała, to wszyscy mieli mnie gdzieś.
Do tego stopnia, że kiedyś, gdy miałam ok. 4 lata, rodzice poszli gdzieś na noc. Wstałam rano i byłam głodna, a w domu nie było nic na sucho. Chciałam popisać się, jaka to już jestem dorosła, a widziałam, jak mama robi często jajecznicę na śniadanie. Tak więc przystąpiłam do smażenia. Poodkręcałam kurki i próbowałam zapalić gaz (stary typ kuchenki, trzeba było to zrobić zapałkami). Oczywiście nic przy tym nie podpaliłam (oprócz kosmyka włosów), więc poszłam na ogród bawić się z psem. Ale kto by się przejmował jakimiś tam odkręconymi kurkami?

Tak, spowodowałam wybuch gazu. Po powrocie rodziców (dom na wsi, nikt nie zauważył do ich przyjazdu) miałam taką jesień średniowiecza, że jak sobie przypominam, to do tej pory mam ciarki.
Dodaj anonimowe wyznanie