#UmwYA

Mam cudowną 8-latkę. Nie odbiega zachowaniem od swoich rówieśników. No może ma słownictwo ponad przeciętną, ale nie o tym chciałam... Moje dziecko jest niewidome - wrodzony brak gałek ocznych... Nawet w moich wyobrażeniach nie śmiałam marzyć, aby była TAKA... Z chwilą jej narodzin rozpoczęła się najpiękniejsza przygoda mojego życia... Jest szczęśliwa z tym co ma i z tym czego jej brak, bo nie wszystkie dzieci widzące są szczęśliwe, prawda?

Dziś moja Maja powiedziała: "Tak bym chciała chociaż na chwilę zobaczyć ciebie, mamuś... ale wiem, że twoje serce bije dla mnie".

Dla takich momentów warto żyć.

#qXQUB

Był pożar... Ogromny pożar... Moi sąsiedzi stracili dorobek życia. Cały dom spłonął.
Wyciągnęliśmy pomocną rękę. Jako jedyni zaproponowaliśmy nocleg, jedzenie, ubrania dla rodziny, zabawki dla dzieciaków, kącik dla psa...
I co usłyszeliśmy?
Że jesteśmy zbyt biedni, by ich gościć... Bo mieszkamy w starym drewniaku, mamy tylko dwa pokoje, a mieszkanie ogrzewamy "kozą". I że owszem, herbatę mogą u nas wypić, bo zimno, ale że oni poczekają, aż rodzina ze Śląska przyjedzie i ich do siebie zabierze, bo mają piętrowy dom i nie będą się musieli gnieździć jak w przytułku...

Płakałam przez całą noc.

#IJloi

Pewnego razu weszłam do tramwaju i usiadłam na wolnym miejscu. Chwilę później obok mnie pojawiła się ciężarna kobieta, a z racji dobrego wychowania postanowiłam ustąpić jej miejsce. Szybko wstałam i wskazując miejsce powiedziałam: "Proszę usiąść!". Nie byłoby w tym wyznaniu nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że kobieta zapytała: "Dlaczego?".

Jak się pewnie domyślacie, kobieta wcale nie była w ciąży.
Powiedziałam tylko "A dlaczego nie?", po czym oddaliłam się na drugi koniec tramwaju.
Chciałam wysiąść, ale tramwaj zdążył ruszyć.

#m6QFT

Gdy miałam 6 lat, zmarła moja niespełna roczna siostra.
Mało z tego okresu pamiętam, ale jest coś, co nie daje mi spać po nocach. Zawsze lubiła, żeby ją sadzać na parapecie w kuchni i jak to dziecko, cieszyła się obserwując co się dzieje na dworze. Mama zawsze narzekała, że okno brudne, wymazane paluszkami, a dopiero co myła. Po jej śmierci mama strasznie rozpaczała, więc ja chciałam jej poprawić humor i umyłam tę cholerną szybę.
Do dziś słyszę ten rozpaczliwy krzyk mamy "Boże, co ona narobiła? Tam były rączki, ja już nic nie mam, nic mi po niej nie zostało, ona zostawiła je dla mnie".
Mimo że wiem, że wtedy byłam tylko dzieckiem, to teraz jako matka rozumiem, że kilka dni po pogrzebie to była dla mojej mamy tortura.

#q9JH1

Jak byłam w przedszkolu, nienawidziłam pić ciepłego mleka na śniadanie, dlatego zawsze w takich sytuacjach kłamałam przedszkolanki, że mam uczulenie na mleko i dostawałam herbatę. No, chyba że było kakałko, to wtedy nic mi nie było. W swój proceder wciągnęłam moją mamę i tatę, który jest alergologiem, i jak panie do nich dzwoniły, to też mówili, że mam uczulenie na mleko. Chyba że akurat było kakałko. Po kilku miesiącach panie były tak skołowane, że bez pytania dawały mi herbatę, jak było mleko i kakałko, jak było kakałko.

5-latek vs przedszkolanki 1:0.

#ZBKDS

Parę lat temu byłam na osiemnastce koleżanki. Nie lubię takich imprez. Poszłam z koleżankami, bo tak wypadało.

Gdy one poszły tańczyć, zobowiązałam się do pilnowania ich torebek. Długo nie wracały. Obok mnie siedziało dwóch kolesi. Mimo że muzyka grała dosyć głośno, to słyszałam ich rozmowę:

Koleś A: Jak poprosisz tamtą laskę do tańca, to stawiam ci browara!
Koleś B: Ale ona jest brzydka... Idę.

Po czym wstał, podszedł do mnie i zapytał, czy zatańczę. Było mi cholernie przykro. Odpowiedziałam: "Nie, spadaj." Koleś chyba nie spodziewał się takiej odpowiedzi, bo nerwowo krzyknął do drugiego "I tak wisisz mi browara!".

W życiu nie czułam się bardziej upokorzona. Wzięłam rzeczy koleżanek, znalazłam je na parkiecie i im je oddałam, powiedziałam, że muszę iść do domu i wyszłam.

Nikt nie wie o tej historii, a choć minęło tyle lat, wciąż nie potrafię o niej zapomnieć.

#6K5Eb

Końcówka lat 90., piękne, upalne lato, 3 klasa liceum. Z przyjaciółką postanowiłyśmy autostopem wybrać się na letnisko do naszej koleżanki - jakieś 200 km od Warszawy. Jako nastolatki nie miałyśmy problemu ze znalezieniem podwózki.

Na którymś z etapów podróży zatrzymał się rozklekotany polonez i starszy chłop zaproponował, że podwiezie nas jakieś 15 km, bo potem odbija gdzieś na jakąś wieś. No to my, że dziękujemy pięknie, oczywiście, chętnie, sra ta ta ta. Rozmowa się średnio klei, dziad małomówny. Ale my w doskonałych humorach. Koleżanka siedzi z przodu, prowadzi z dziadem jakąś konwersację o dupie Maryni. Ja w tym polonezie na tylnym siedzeniu, guzik słyszę, bo to przecież czołg, wszystko skrzypi, silnik warczy, wiec siedzę cicho. Nagle dziad odwraca głowę, przekrzykuje warkot silnika i do nas, że może nas jednak podwieźć dalej jeśli chcemy - reszty nie słyszałam, bo odwrócił głowę. Wydało mi się to bardzo miłe, wiec mu odkrzyknęłam z tylnego siedzenia, że "nie chcemy nadużywać pańskiej uprzejmości, bardzo pan miły i dziękujemy za propozycję". Moja koleżanka odwróciła się do mnie z niedowierzaniem w oczach, ryknęła na dziada, żeby zatrzymał auto i kazała mi wysiadać.
Dziad odjechał w tumanie kurzu, a ta jak nie ryknie na mnie, stojącą z głupim uśmiechem na środku drogi:
- Ty chora kretynko, ty normalna jesteś?!
- No ale co?! Czego się drzesz!? Podziękowałam tylko, po co wysiadłyśmy?!
- Debilko ty, on powiedział, że nas podwiezie, jak zatrzymamy się w lesie na szybki numerek! A ty do niego, że "nie chcemy nadużywać pańskiej uprzejmości", kurna mać!

I straszno, i śmieszno.

#UUMJu

Odkąd pamiętam byłam niemal bezproblemowym dzieckiem, no ale zawsze znajdzie się jedno ale - miałam problem z zapamiętaniem, że gdy rodzice wychodzą i zostaję sama w domu, powinnam zamknąć drzwi od środka. Zawsze, po prostu zawsze miałam z tym problem, od dziecka po nastolatka. Nie wynikało to z niechęci do wstania i zamknięcia tych cholernych drzwi, a gdyby ktoś mnie zapytał co trzeba zrobić, gdy wychodzą rodzice, bez wahania odpowiedziałabym, że zamknąć się od środka, no ale ile bym razy nie dostała opieprzu nigdy, NIGDY nie mogłam się przyzwyczaić, żeby to było u mnie automatyczne, słyszę, że wychodzą - idę się zamknąć.

Do czasu.
Tata myśli, że to jego ciągłe skargi i narzekanie wszystko zmieniły, ale ja nigdy mu się nie przyznam, co tak na prawdę wszystko zmieniło.

Otóż któregoś wieczora mi się przysnęło, byłam zajęta nauką do testu i jakoś tak samo wyszło. Przyśniło mi się, że oglądałam telewizję w salonie i nagle jakiś mężczyzna wszedł do domu, zobaczył mnie niemal nagą, w samej dolnej części bielizny (rodzice wracają zazwyczaj około 21, a pod ich nieobecność lubię chodzić w samej bieliźnie, lub nawet bez jej górnej części) i... zrobił mi zdjęcie telefonem komórkowym, a następnie uciekł.

Obudziłam się autentycznie zszokowana, przez chwilę nawet nie wiedziałam, czy to był sen czy jawa, bo siedziałam przy stole w salonie, telewizor grał po cichu, i... jak zwykle zapomniałam zamknąć drzwi. Jeszcze nigdy nie zerwałam się tak gwałtownie, zamknęłam drzwi jakby mnie coś przynajmniej miało zaatakować. Cóż, być może się nie pomyliłam... Chwilę później, za dosłownie (w przybliżeniu) 20 sekund usłyszałam szarpnięcie za klamkę. Przestraszyłam się i podeszłam do drzwi, zerknęłam przez judasza. Po drugiej stronie stał jakiś typek w kapturze, który słysząc ruch z wnętrza domu uciekł jak oparzony.

Cóż, można więc powiedzieć, że sen prawdopodobnie uratował mi życie. Ach, i oczywiście od tej pory zawsze zamykam się od środka, nawet jeśli spodziewam się kogoś za dosłownie kilka minut ;)

#XZnor

Miałam poważny wypadek, po którym obudziłam się w szpitalu z częściowymi brakami w pamięci. Lekarz przekonywał, że czasami tak się dzieje, ale odsetek ludzi, którzy nigdy nie odzyskali wspomnień jest niewielki i najprawdopodobniej wszystko sobie przypomnę. No i rzeczywiście po pewnym czasie sobie przypomniałam.

Co w tym anonimowego?

Nie przyznałam się, że wszystko sobie przypomniałam, bo rzekomy brak wspomnień jest dla mnie zwyczajnie wygodniejszy. Nie muszę udawać, że kogoś znam i prowadzić z nim kurtuazyjnych pogawędek. Jeśli osoba, z którą się nie lubiłam próbuje zbudować ze mną nową relację, to nawet nie staram się być miła, bo doskonale pamiętam jak ta znajomość wyglądała. Wszystko zwalam na wypadek, mówię, że niestety danej osoby nie pamiętam, a potem ta "nowa-stara znajomość" i tak - "niestety" - nie wychodzi. Mam święty spokój.

Całkiem niedawno do mojej bliskiej rodziny weszła nowa osoba. Początkowo nie wypadało mi być niemiłą, wiadomo, każdemu trzeba dać szansę itd. Nie polubiłam tej osoby, ale po czasie udawania sympatii głupio byłoby zupełnie nagle zmienić front. Teraz mogę udawać, że tego kogoś nie pamiętam, nie polubiłam przy budowaniu nowej relacji i nie muszę już dłużej udawać, że jest mile widziany w moim domu.

Żeby nie było - mogę też naprawiać rzeczy, które kiedyś spieprzyłam. I staram się to robić.

Tabula rasa. Nigdy się nie przyznam do pełnego odzyskania pamięci. Czasem tylko mówię o jakiś rzeczach z dzieciństwa czy wczesnej młodości, albo z życia rodzinnego, o których "dopiero sobie przypomniałam", bo widzę jak bardzo cieszy to moich bliskich.

#R9j1k

Ostatnio śniło mi się, że mój narzeczony zdradził mnie z moją najlepszą przyjaciółką. W przypływie głupiego humoru napisałam mu SMS-a z wyrzutami, jak mógł mi to zrobić itp. I poszłam spać dalej. Jakie było moje zdziwienie, gdy po przebudzeniu zobaczyłam masę nieodebranych telefonów, SMS-ów od tych dwóch najbliższych mi osób, wszystkie wiadomości były podobne - "To był tylko raz, nigdy więcej się nie powtórzyło, miałaś się nigdy nie dowiedzieć". Na początku myślałam, że równie głupio jak ja sobie zażartowali, ale kiedy mój narzeczony wrócił z pracy z kwiatami, błagając na kolanach żebym go nie zostawiała, zrozumiałam, że to nie żart.

Z jednej strony żałuję, że się dowiedziałam, ale z drugiej....
Dodaj anonimowe wyznanie