Jestem dziewczyną i oglądam filmy dla dorosłych. Oglądam dość często i szukam coraz to nowszych i dziwniejszych. A teraz do rzeczy: ostatnio mój tata chciał zamówić gałkę zmiany biegów zza granicy. Nie zna angielskiego, więc poprosił mnie o pomoc. A ja nawet nie musiałam zaglądać do słownika, od razu wpisałam mu po angielsku całą frazę. Usłyszałam od niego: no, córcia, ty chyba naprawdę dobrze po angielsku mówisz, skoro takie nieoczywiste słowa znasz.
Prawda jest trochę inna. Po prostu kiedyś wyszukiwałam filmy z udziałem gałki zmiany biegów (tak, są takie) i to słowo jakoś utkwiło mi w pamięci.
Dzięki, tato, że jesteś dumny, ale nie jestem pewna, czy masz powód.
Byłam z synkiem u lekarza. Antek (6-latek) wziął ze sobą swoją ukochaną zabawkę, którą dostał od mojego zmarłego taty. Gdy tata jeszcze żył, był bardzo przywiązany do mojego syna, oboje bardzo się kochali.
W przychodni było wiele dzieci, ale naprzeciwko nas siedziała kobieta z dwójką chłopczyków. Cały czas krzyczeli, płakali lub śmiali się z innych dzieci, chyba że grali w gry na swoich telefonach, to chwilę był spokój. Jeden z nich podszedł do mojego syna (który siedział obok mnie) i zaczął wyrywać mojemu dziecku zabawkę. Oczywiście zaczęłam upominać dziecko, że tak nie wolno, oraz zwróciłam uwagę jego mamie. Ona jedynie zaczęła się śmiać oraz komentować, że wielka pani się znalazła itp. Chwilę był spokój, lecz po chwili znów jej dziecko zaczęło szarpać zabawkę Antka. Urwało jej głowę. Byłam w takim szoku, że dopiero płacz mojego dziecka mnie obudził. Nakrzyczałam na tę babę, żeby ogarnęła dziecko i zaczęłam pocieszać swoje.
Teraz anonimowa część. Babsztyl był z synem w toalecie (damskiej). Sama też chciałam ogarnąć mojego, więc weszłam po niej. Jej dziecko zostawiło telefon, dość nowy i drogi. Wylądował w toalecie. Nie muszę chyba opisywać jej ryku na to, że nie może znaleźć telefonu :)
O tym, że tak naprawdę z każdego człowieka może wyjść dwulicowa pipa.
Miałam paczkę kilku męskich przyjaciół - jedyna kobitka w grupie nikogo nie dziwiła, było to technikum informatyczne. Znaliśmy się bardzo dobrze, stały skład grupy się wykrystalizował po dwóch latach, codziennie widzieliśmy na lekcjach, w piątki i weekendy imprezki, koncerty, wyjazdy.
No i któregoś razu okazało się, że jestem zakochana w jednym z nich. Chłopak o wielkim poczuciu humoru, który jednak zawsze dziwnym trafem dostawał od każdej kosza. Według jego opowieści, najczęściej po prostu dziewczyna robiła go w bambuko/wykorzystywała/zabawiała się etc. Wobec mnie był naprawdę w porządku, grzeczny, często nie rozumiałam zachowania tych lasek.
Pierwsza, druga, trzecia randka całkiem wzorowe - zostaliśmy parą. I tak się zaczęło.
O ile w grupie jeszcze jakoś się zachowywał, tak jak byliśmy u niego we dwoje, była masakra. Obrabiał każdemu po chamsku dupę, szydził nawet z ludzi z paczki, z którymi codziennie się widział i witał jak z przyjaciółmi (aż zaczęłam się bać, co mówił o mnie, gdy mnie nie było). Nasze niektóre spotkania to było tylko siedzenie i patrzenie, jak ogląda Joe Monstera etc. Randki na mieście, spacery się skończyły. Po jakimś czasie ciężko mu było "znaleźć czas na spotkanie", chociaż, ku**a mać, mieliśmy do siebie dziesięć minut autobusem, piechotą dwadzieścia. SMS-y ignorował, na FB też odpisywał z wielką łaską. Próbował manipulować mną, żebym np. stawiała mu sushi albo bilety na koncert kupiła, a jak odmawiałam, to był naburmuszony i leciał z tekstem "To nie pokazuj, że masz kasę". Najlepsze, że ja wcale tej kasy nie miałam, jedynie tyle, co zarobiłam w wakacje. Potem, gdy go o to spytałam, twierdził, że "Nigdy takiego tekstu nie użył". Gadał przy mnie o tym, jakie piękne koleżanki ma dziewczyna jego brata, z dokładnym studium ich walorów. Wiele razy odreagowywał na mnie swoją złość z jakichś debilnych powodów, typu przepuścił hajs od rodziców i nie ma na grę.
Zbliżeń nie było, byłam dziewicą i chciałam, żeby doszło do tego przynajmniej po roku związku.
Któregoś razu przestał się odzywać, tak z dnia na dzień. Pojechałam do niego wku@wiona po pięciu dniach ciszy. Ochrzaniłam za brak uwagi, mało czułości. Co usłyszałam? "Jestem introwertykiem, nie zmuszaj mnie do bliskości!!!"
On. Introwertyk. Ku##a, chodzący na koncerty kilka razy w miesiącu, mający naprawdę dużo znajomych, z którymi chlał co tydzień. Jedyne, na co było mnie stać, to:
"Nie. Jesteś debilem". Wyszłam.
Siłą rzeczy paczka się podzieliła, bo on znów zagrał pokrzywdzonego przez laskę i okrutny los. Z zewnątrz nikt nie widział problemów z nim.
Tylko jeden przyjaciel zauważył, że skończyłam ten związek będąc w psychicznej ruinie.
No cóż. Młoda, to i głupia byłam... Ale boli po dziś dzień.
Nigdy się nikomu nie przyznam, że wpadłam z ojcem mojego męża. Mam ochotę się zabić.
Mam 33 lata i od ponad dwóch lat jestem w związku z 25-letnią kobietą. Kocham ją, jest wspaniała i świetnie się dogadujemy, ale... moja dziewczyna nie jest za grosz romantyczna.
Zaczęliśmy się spotykać we wrześniu, w grudniu były święta, dałem jej z tej okazji drobny upominek, bo chciałem sprawić jej radość. Karolina ładnie podziękowała, ale powiedziała, że nic dla mnie nie ma, bo u niej w rodzinie nikt nie daje sobie prezentów i jest do tego nieprzyzwyczajona. OK, powiedziałem jej, że nie ma problemu, bo naprawdę nic się nie stało.
Dwa miesiące później - walentynki. Z własnego doświadczenia z dziewczynami wiem, że lubią obchodzić ten dzień, więc postanowiłem zaprosić moją ukochaną do restauracji na kolację i dałem jej prezent - a konkretnie bransoletkę. Karo zapytała z jakiej to okazji, ja myślałem, że robi sobie jaja, ale ona pytała całkowicie serio - powiedziałem jej, że są walentynki. Stwierdziła, że nie obchodzi tego "gównianego święta", prezentu nie przyjęła i nawet nie pozwoliła zapłacić za siebie.
Później był Dzień Kobiet - dałem jej bukiet tulipanów, podziękowała, ale poprosiła, żebym nie dawał jej więcej kwiatów, bo to bez sensu, odrzucają ją cięte kwiaty i w ogóle nie widzi potrzeby obchodzenia tego święta. Sama na Dzień Chłopaka dała mi czekoladki.
Następne były jej urodziny - kupiłem jej kolczyki i czekoladki, kolczyki mi oddała, bo "nie może przyjmować ode mnie tak drogich prezentów".
Zbliżała się nasza pierwsza rocznica związku, wiedziałem, że musimy to jakoś uczcić. Zaprosiłem moją kochaną do restauracji, w której byliśmy na jednej z naszych pierwszych randek. Kupiłem jej zegarek. Zjedliśmy, pośmialiśmy się i postanowiłem wręczyć Karolinie prezent. Zrobiła wielkie oczy i zapytała z jakiej to okazji. Wkurzyłem się, bo tego było już zbyt wiele. Powiedziałem jej, że dzisiaj jest pierwsza rocznica naszego związku i miałem cichą nadzieję, że będzie o tym pamiętać. Jak stwierdziła, dla niej "to tylko daty, czyli nic nie znaczące pierdoły" i ma ważniejsze rzeczy na głowie. Zapłaciłem i wyszedłem, musiałem ochłonąć.
Kocham ją, ale nie mogę zrozumieć dlaczego jest tak negatywnie nastawiona do świętowania różnych okazji. Uważam, że obchodzenie rocznic związku czy urodzin jest bardzo ważne i zbliża ludzi. Zazdroszczę kumplom, którzy narzekają na swoje dziewczyny i to, że "znowu sobie wymyśliła walentynki w spa".
Moja współlokatorka, z którą się przyjaźnię, w przeciwieństwie do mnie wcześnie chodzi spać - kiedy ona o 23 już smacznie sobie śpi, ja jestem aktywna do 2-3. Dosyć często zdarza się jej gadać przez sen.
W taki właśnie sposób dowiedziałam się, z kim zdradza mnie mój facet.
Mój mąż rozstał się z byłą dziewczyną trzynaście lat temu. Mimo tego, na początku naszej znajomości, wciąż ją miał w znajomych na FB. Raczej bym jej nie zauważyła, gdyby nie to, że skomentowała NASZE WSPÓLNE ZDJĘCIE z wyjścia gdzieś, komentarzem: "Pamiętam, jak my też tam byliśmy <3".
No i się zaczęło. Dnia nie mogłam przeżyć, żeby nie przeglądać jej Fejsa, Instagrama etc. Czasami płakałam w trakcie tego. Blokowałam ją, a potem odblokowywałam, żeby sprawdzić, co się u niej dzieje, czy dodała nową fotkę lub jakiś wpis.
Dziś mijają cztery lata od tego dnia. Nie pomogły rozmowy z mężem, psychologiem. Postanowiłam jednak zebrać się w sobie, ściągnęłam dodatek do przeglądarki i zablokowałam sobie wszystkie jej stronki. Zamierzam ustawić do blokady specjalne silne hasło z jakiegoś generatora, żeby mnie nie kusiło zapamiętanie go i czasami "podglądanie".
Wiem, że wielu osobom wyda się to żałosne, ale dla mnie to pierwszy krok do uwolnienia się, od czegoś, co mnie po prostu długo zatruwa.
Trzymajcie kciuki.
Na co dzień mieszkam w Anglii. Czekałem na moją dziewczynę na lotnisku i miałem okazję widzieć najbardziej wzruszające pożegnanie córki z rodzicami.
Z tego co usłyszałem, dziewczyna wracała na studia do Stanów i była pierwszy raz w domu od dwóch lat, bo drogie bilety. Ona we łzach, matka we łzach, a ojciec (swoją drogą kawał chłopa, styl trochę na przysłowiowego drwala - broda, włosy związane w grubą kitę, dobre dwa metry wzrostu, szeroki w barach, postura jaskiniowca atlety) trzyma się hardo. No i oni się tam przytulają, żegnają, płaczą. Ona odchodzi, oni jej machają. Ojciec uśmiechnięty, zero smutku, tu jakiś żarcik, tu uśmieszek. OK - dziewczyna poszła. Rodzice siadają, ojciec opiera głowę na ręce i choć stara się robić to dyskretnie, to nie potrafi powstrzymać szlochania.
Typ dwa metry, waży pewnie ze 150 kg, samym spojrzeniem mógłby drzewo ściąć i nie potrafi powstrzymać łez.
Nie wiem jak was, ale mnie takie sytuacje ruszają, bo pokazują miłość w rodzinie taką, jaka powinna być.
Ponad 10 lat temu byłam w zespole rockowym. Byłam jedyną dziewczyną, grałam na gitarze basowej. Graliśmy tak dla siebie, ale brakowało nam wokalisty. Dodaliśmy więc ogłoszenie na jednej z popularnych w tamtych czasach stronie internetowej. Chcieliśmy się rozwijać, może w końcu gdzieś zagrać.
Po jakimś czasie zgłosił się jakiś chłopak. Nie mogłam jednak uczestniczyć w jego przesłuchaniu. Okazało się, że chłopakom jego barwa głosu się spodobała i przyjęli go do zespołu. Chłopak miał jednak jedno "ale". Chciał mieć basistę. Nie basistkę. Basistę. Tak więc nazajutrz dowiedziałam się, że wywalili mnie z zespołu, a moje miejsce zajmie chłopak, który dopiero odkładał pieniądze na pierwszą gitarę.
Nowy wokalista brał udział w jednym z bardziej sławnych polskich show, gdzie zaprezentował swój głos. Wielu osobom podobała się jego barwa głosu i to otworzyło mu drzwi do kariery muzycznej.
Z prywatnych źródeł wiem, że to wtedy woda sodowa uderzyła mu do głowy. Porzucił zespół na rzecz "bardziej doświadczonych muzyków". Wiem też, że nigdy nie współpracował z żadną kobietą pod kątem muzycznym.
Dzisiaj jest sławny w całej Polsce i poza jej granicami. Gra w reklamach i koncertuje. A mi do tej pory nie przeszedł smutek i rozczarowanie, jakie czułam ponad dekadę temu. Może to zawiść, ale boli mnie, że taka szowinistyczna świnia odniosła tak wielki sukces.
Mam 20 lat. 2 lata temu zmarł mój brat. Pół roku temu moja mama dowiedziała się, że ma nowotwór. 2 tygodnie temu zmarł mój tata.
Siedzę w domu, ryczę w poduszkę, nie mogę się z tym pogodzić. Ciężkie dla psychiki. Cięższe jeszcze bardziej, kiedy ludzie kopią cię prosto w serce, mimo że wiedzą, jaka tragedia ci się stała.
Myślałem, że widziałem już jacy bezlitośni są ludzie, ale dopiero teraz widzę, że nie ma granic.
Moi znajomi obrazili się na mnie, zaczęli obgadywać, bo „nie chcę z nimi wychodzić”, stałem się wrogiem i ponurakiem.
Moja ciotka (siostra mojego zmarłego taty) wyzwała nas, że jesteśmy egoistami, że świat nie kręci się wokół nas i nie będzie się nami interesować.
Przyjeżdżając do rodzeństwa mojej dziewczyny usłyszałem „a co ty taki ponury jesteś, co ci się dzieje”.
Moi dziadkowie (z obu stron) w ogóle się nami nie interesują. Nie przyjechali do nas ani razu.
Straciłem ojca, brata... może niedługo stracę mamę. Lecz wierzę, ze Bóg czuwa nade mną i nie zostawi mnie samego na tym świecie.
Mojej mamie zostałem tylko ja i parę koleżanek. Chemia, radioterapia... Nikt nawet nie zadzwonił.
Może to zależy od psychiki, ale mi jest ciężko, jeżeli żadna dosyć bliska mi osoba nie okazuje mi wsparcia. Nie oczekuję litości, wystarczą słowa „będzie dobrze, dasz sobie radę, możesz na mnie liczyć”.
Dodaj anonimowe wyznanie