Robię coś, za co pewnie pójdę do piekła, ale warto będzie.
Moja znajoma zorganizowała imprezę, na którą przyszła moja była kobieta, która zostawiła mnie kilka lat temu, bo jak to określiła, byłem za mało zaradny i spokojny (czytaj biedny i nudny). Zadeklarowałem się, że nie będę pił i będę kierowcą i porozwożę ludzi. Chodziło mi tylko o odegranie się.
Moja sytuacja materialna bardzo się od tamtego czasu poprawiła. Wtedy jeździłem szrotem, teraz jeżdżę autem za ponad 60 tys. i nie mogłem pozwolić, żeby tego nie zobaczyła. Zacząłem jej opowiadać o mojej obecnej pracy, gdzieś tam napomknąłem, że robi się zimno, że muszę grzejnik w kuchni odpowietrzyć, oczywiście było to powiedziane tak, żeby zaczęła pytać o chatę (będąc z nią mieszkałem z rodzicami, a teraz mam coś swojego). Nie rozczarowałem się – pytała. Wymieniliśmy się numerami telefonów i moja była połknęła haczyk.
Pierwsze spotkania są już za nami. Z miesiąc czasu podymam, a później powiem jej, że jest za mało zaradna i za spokojna i że jednak potrzebuję kogoś innego. Niech się poczuje wykorzystana.
Moja babcia mieszka na wsi i utrzymuje się z renty oraz sprzedaje jajka, mleko i ser, bo ma kury i krowy. Jako dziecko widziałam, że ma ciężko. A ona jako babcia lubiła rozpieszczać swoje wnuki, a ja często u niej nocowałam. Regularnie dawała mi 10 zł na małe co nieco. Kiedy mama mnie już odbierała, wkładałam te pieniądze, które dostałam, pod obrus czy między pościele. Chciałam, żeby babcia miała jak najwięcej pieniędzy, dlatego tak robiłam. Gdy znowu przyjeżdżałam, babcia często mi opowiadała, że ma szczęście, bo często znajduje dychy w domu.
Teraz, patrząc z perspektywy już starszej siebie, jestem dumna ze swojego postępowania.
Dwa lata temu rozwiodłam się po blisko 25 latach małżeństwa. Wychowaliśmy razem dwoje dzieci, doczekaliśmy wnuka, jednak mój mąż stwierdził, że ma za mało wrażeń, że od życia oczekuje czegoś jeszcze i odszedł. Nie powiem, bolało, ale pogodziłam się już z tym i nawet myślałam, że z szacunku do siebie i ze względu na wszystkie wspólne dobre lata będziemy potrafili ze sobą rozmawiać. Myliłam się.
Spotkaliśmy się wczoraj przypadkiem w sklepie, był z jakąś kobietą. Złego słowa bym mu nie powiedziała, przecież ma prawo spotykać się z kim chce, jest wolny. Myślałam, że nas sobie przedstawi, że się przywita, w końcu coś nas łączyło, kupę lat byliśmy ze sobą, całe nasze dorosłe życie. Uśmiechnęłam się do niego i chciałam się przywitać, on jednak wybrał inną opcję - udał, że mnie w ogóle nie zna...
Poczułam się, jakbym dostała w twarz. Jednym małym gestem przekreślił jakiekolwiek szanse na to, że kiedyś, gdy spotkamy się na ślubie naszych dzieci czy urodzinach wnuków, będziemy potrafili siąść i wspomnieć miłe chwile. Jestem dla niego teraz kimś, kogo kiedyś znał, a nawet gorzej, bo do dawnych znajomych człowiek się przyznaje.
Serce mi pęka, ale dzieciom nie powiem, nie chcę, żeby to zdarzenie miało wpływ na ich wzajemne stosunki.
Mam 18 lat i pracowałam w klubie go-go tylko po to, żeby zarobić wystarczająco na wynajem pokoju na pół roku.
U mnie w domu brakuje ogrzewania i ciepłej wody, więc chcę chociaż jedną zimę spędzić w cieple.
Podczas wakacji pojechaliśmy z moją piękną żoną w zaciszne miejsce niedaleko naszego domu. Stamtąd można bowiem podziwiać spadające gwiazdy i… no cóż – oddać się miłosnym uniesieniom. No i tak też właśnie zrobiliśmy.
Kiedy akcja była już mocno rozkręcona, nieoczekiwanie, jakby z nicości, wyłonił się za nami samochód. Pech był podwójny – raz, że nasza miejscówka jest na takim zadupiu, że nigdy wcześniej nikt nam nie zakłócił naszych harców, a dwa, że autem okazał się radiowóz! W panice zaczęliśmy się ubierać, co wcale nie jest łatwe, kiedy człowiek jest rozebrany do rosołu we wnętrzu przyciasnego punciaka. Stróż prawa tymczasem podszedł do naszego okna i poświecił latarką. Akurat zastał mnie usiłującego wciągnąć sobie na nogi spodnie, które jak na złość zaklinowały mi się na wysokości łydek. Policjant popatrzył chwilę na ten tragikomiczny spektakl, zaśmiał się „hue, hue, hue”, wrócił do swojego pojazdu i odjechał.
Dopiero kiedy emocje opadły zorientowałem się, że przez ostatnie, dłużące się w nieskończoność, minuty próbowałem naciągnąć na siebie spodnie mojej żony.
Rzecz działa się na drugim roku moich studiów, pierwszego dnia na uczelni po przerwie świątecznej. Zaznaczę jeszcze, że nigdy nie byłem śmiały wobec dziewczyn, ale ciężko nad tym pracowałem. A więc do rzeczy...
Po zajęciach odbierając kurtkę z szatni zauważyłem również zbierającą się do wyjścia dziewczynę - drobnej postury z długimi blond włosami i śliczną twarzą, no po prostu cudo. Zwróciłem uwagę na ilość walizek, toreb i reklamówek, które miała przy sobie i na to, że chciała się do tego wszystkiego zabrać sama. Pomyślałem, że to idealna okazja, żeby zagadać i zaproponować pomocną dłoń, niczym rycerz w lśniącej zbroi. W końcu byłem po zajęciach i mogłem ją odprowadzić do przystanku albo gdziekolwiek planowała z tym wszystkim iść. Mimo kołatającego serca i trzęsących się rąk, jak pomyślałem, tak zrobiłem. Podchodzę i mówię: "Cześć, może ci pomóc z tymi torbami?". Uroczo się uśmiechając odpowiedziała, że w sumie przyda się jej pomoc i widać było, że była bardzo wdzięczna. Już mam się zabierać do części jej tobołów, ale najpierw zapytałem (jakby to miało jakieś znaczenie), w którą stronę idzie. Pokazała ręką, że idzie w prawo. Ja z tego całego stresu, niewiele myśląc, odruchowo pokazałem stronę, w którą się zwykle udaję - w lewo i powiedziałem: "No ja niestety idę w tę stronę". Obróciłem się na pięcie i poszedłem w swoją stronę. Dziarskim krokiem wracałem do domu cały dumny z siebie, że udało mi się chociaż zagadać do fajnej dziewczyny.
Dopiero kiedy usiadłem na spokojnie w domu zdałem sobie sprawę, co ja zrobiłem...
Mój szef, właściciel dużej firmy z naszego regionu, zawsze wylatuje kilka razy do roku ze swoją żoną na luksusowe wczasy. W tym roku pandemia pokrzyżowała ich plany urlopowe, dlatego dopiero we wrześniu miał polecieć na tydzień do Tunezji na naprawdę wypasione wczasy all inclusive w jakimś luksusowym hotelu. Niestety kilka dni przed wylotem wyszedł mu pozytywny wynik badań na koronawirusa, jego żona została objęta kwarantanną, więc nie mogli polecieć, a było już za późno na odwołanie wyjazdu.
Trzy dni przed terminem wylotu szef zadzwonił do mnie i powiedział, że zawsze cenił moją pracę i że jeśli chcę, to mogę lecieć z dziewczyną zamiast nich. W pierwszej chwili pomyślałem, że super, taka okazja nie zdarza się co dzień, normalnie gwiazdka z nieba, ale po chwili zapytałem go, czy zamiast mnie mógłby lecieć ktoś inny. Początkowo trochę się zdziwił, ale po chwili wyraził zgodę.
I w ten oto sposób na najbardziej luksusowe wczasy w życiu polecieli moi rodzice. Za darmo, bez żadnych kosztów :) Nigdy nie było ich stać na ekskluzywne wyjazdy, a zawsze marzyli o egzotycznej podróży. Nawet nie wiecie, ile radości sprawił im ten wyjazd, jacy zachwyceni wrócili i jacy szczęśliwi.
Tak oto okazało się, że nawet koronawirus może dać komuś radość ;) A szef po powrocie do pracy powiedział mi, że zaimponowałem mu tym, że zamiast sam skorzystać, wolałem przekazać wyjazd rodzicom, postanowił dać mi bardziej odpowiedzialne stanowisko i wysłać na kilka kursów, dzięki czemu więcej zarabiam i kto wie, może kiedyś sam sobie kupię taką wycieczkę :)
Historia za stażu w gabinecie dentystycznym.
Do gabinetu przyszła kobieta w celu usunięcia kamienia nazębnego, którego nagromadziło się dość dużo. W trakcie zabiegi pacjentka zaczęła odczuwać dość silny ból i poprosiła u znieczulenia. Jednak dentystka, u której miałam staż, powiedziała tylko coś w stylu "dasz radę, tylu ludzi wytrzymuje bez znieczulenia, taki ból to nic w porównaniu z porodem". Zdziwiło mnie to trochę, ale w końcu to ona miała dyplom i doświadczenie, więc nie zamierzałam podważać jej kompetencji.
Po skończonej wizycie ciekawość wzięła górę i zapytałam dentystkę dlaczego tak postąpiła. Odpowiedziała, że ta pani to jej wieloletnia pacjentka. Pracuje jako położna w szpitalu i w zeszłym roku odbierała jej poród. Na kilkukrotną prośbę o znieczulenie usłyszała tylko "dasz radę, młoda jesteś, nie będę zawracać głowy lekarzowi, tyle kobiet urodziło bez znieczulenia, to ty też możesz". Efekt był taki, że dentystka miała traumę po porodzie i przez miesiąc nawet nie zbliżała się do dziecka, bo za każdym razem gdy na nie patrzyła, przypominał się jej potworny ból, jakiego doświadczyła. Wtedy postanowiła dać do zrozumienia położnej, że leczenie zębów również można wytrzymać bez znieczulenia, ale takie męczenie się w imię idei jest bezcelowe i jeśli ktoś nie może wytrzymać, to należy zrobić wszystko, by złagodzić jego ból.
Latem wybrałem się z kumplem o świcie na ryby. Dla relaksu, coby odpocząć od stresów dnia codziennego. Jako iż dość dawno się nie widzieliśmy, od razu zaczęliśmy dosyć wcześnie sobie umilać czas alkoholem, nad rzekę dotarliśmy już w stanie mocno wskazującym. A że dodatkowo była bardzo duża mgła, to nie za bardzo widzieliśmy, jak daleko zarzuciliśmy spławiki. Zarzuciliśmy i dalej sobie piwkowaliśmy w najlepsze, aż w końcu zmógł nas sen.
Rano okazało się, że nic nie złapaliśmy. Nic dziwnego w sumie, gdyż jak się okazało, wędki były zarzucone w przeciwną stronę niż rzeka...
Z cyklu jak ciemni potrafią być faceci.
Z Pawłem znamy się od wielu, wielu lat (licząc praktycznie w dziesiątkach). Coś zawsze między nami było, szczeniackie zauroczenia, różne śmieszne historie. Słowem - mamy przeszłość. Od lat jesteśmy we w miarę regularnym kontakcie.
Po tym krótkim słowie wstępu: Paweł odezwał się do mnie na wiosnę i wtedy zaczęliśmy dosyć często pisać, o wszystkim. Pod koniec lata okazało się, że rozstał się ze swoją wieloletnią partnerką. Cały czas traktowałam tę relację jako kumpelską, bo nawet nie dopuszczałam myśli, że po tylu latach nadal może być coś na rzeczy. Dopóki nie napisał do mnie zaraz po tym, jak go rzuciła, dopóki nie zaczął mi pisać, że jest pewna dziewczyna, o której myśli od lat i zawsze czegoś z nią chciał, ale jakoś nigdy do końca się nie udało, dopóki nie zaczął mówić, że w jednej kwestii pozostanie tajemniczy. Cały czas to traktowałam z dystansem. Aż nie zaprosił mnie na kolację. Nie chciał powiedzieć, gdzie idziemy. Wtedy zaczęłam trochę się zastanawiać... No przyznacie, wyglądało to podejrzanie.
W końcu nadszedł ten wieczór. Faktycznie, fancy restauracja, zarezerwowany stolik - myślę sobie najs. Zamówiliśmy driny, no i skoro mnie zaprosił, to nie wezmę drogiego jedzenia, bo to tak głupio trochę. Wieczór płynie, wspominamy stare czasy, aż tu nagle typ zaczyna mi wylewnie opowiadać o znajomej, która mu się podoba. Tak, znałam ją - i tak, to był najtrudniejszy do zachowania poker face w moim życiu. W mojej głowie rozgrywał się właśnie festiwal śmiechu i żenady. Łzawe historie o tym, że ta laska poczuła się jak nagroda pocieszenia po byłej płynęły do końca wieczora.
Finał tej historii jest najpiękniejszy: koleś zapłacił za nas, owszem - żeby wyjść na gentlemana. Gdy kelnerka odeszła, szeptem dodał "podliczę cię i wyślę ci numer mojego konta". Ani się zbyt nie najadłam, ani się nie bawiłam szampańsko, a mój portfel zubożał o stówkę. Tyle dobrze, że chociaż mnie odprowadził na przystanek.
Morał z tego taki płynie:
Kiedy myślisz o lasce jak o ziomalu,
to nie zamawiaj stolika w super lokalu,
idźcie na kebsa albo do maka,
gdzie każdy sam zapłaci za swego kurczaka.
Dodaj anonimowe wyznanie