#AgGSG

Moja babcia była wielką fanką serialu "Moda na sukces". Oglądała każdy odcinek, a potem przychodziły sąsiadki, jej koleżanki, i omawiały z przejęciem co się wydarzyło w serialu. Babcia wierzyła, że to co ogląda jest prawdą. Gdy w jednym z odcinków Brooke i Taylor się kłóciły, szarpały, babcia głośno komentowała "Ty suczko, ty suczko" - kierując te słowa do Taylor, gdyż kibicowała Brook.
W kolejnym z odcinków główny aktor Ridge wpadł do jakiegoś pieca w ogień. Jak babcia przeżywała, że umarł, że się spalił... Ja, 10-letnie dziecko, miałam z tego trochę ubaw i postanowiłam wykorzystać sytuację. Powiedziałam babci, że to główny aktor i niemożliwe żeby go uśmiercili i że pewnie zaraz po 2-3 odcinkach cudownie się odnajdzie. Babcia oczywiście lamentowała dalej, łzy w oczach i upierała się, że on już nie żyje. "No to się załóżmy o 100 zł - jak się okaże, że żyje, ty mi dajesz stówę, a jak przez 10 odcinków go nie będzie, to ja ci dam" - tak powiedziałam do babci, a ona z rozpaczą w oczach zakład przyjęła i dodała, że zapłaci mi więcej, oby tylko się odnalazł zdrowy.

Oczywiście było tak jak mówiłam. Po około 2-3 odcinkach Ridge się pojawił, ponoć z tego pieca wyszedł popielnikiem. Babcia uradowana, bo Ridge żyje. Nawet nie musiałam przypominać jej o tym zakładzie, bo po skończeniu się odcinka przyniosła mi 200 zł...

#Acj8L

Czuję się niewidzialna i niedoceniana. Jestem już dorosłą kobietą, po studiach, z dobrą pracą, jednak czuję się często pomijana i po prostu głupia.

Mam męża, kochanego faceta i do tego bardzo mądrego. Po doktoracie z fizyki, z wielkimi grantami i projektami oraz sporym dorobkiem naukowym.

Z pozoru to żaden problem, dogadujemy się wspaniale, ale przy nim już mnie nikt nie dostrzega. Wszyscy pytają się mojego Marcina o opinie, nawet jeśli dotyczy ona pielęgnacji kwiatów (a na tym się znam). Gdy planujemy wakacje wszyscy mówią, że jak to dobrze, że możemy jeździć, skoro Marcin zna języki. Ja też znam, ale nikt o tym nie pamięta. Tego typu teksty są na porządku dziennym. Nie wiem dlaczego, ale wszyscy wychodzą z założenia, że mój mąż to alfa i omega, a ja w porównaniu z nim to niedorozwój. Sam Marcin się nie wywyższa i nie pokazuje jaką ma wiedzę, można z nim pogadać o wszystkim.

Zanim go poznałam, to inni nie traktowali mnie w ten sposób. Teraz czuję się niewidzialna i po prostu głupia. Nawet nasi znajomi tylko jego pytają o opinię albo zapominają, że ja też coś potrafię. Kolega kiedyś z tłumaczeniem z języka włoskiego na polski przyszedł właśnie do Marcina, a nie do mnie, choć sama uczyłam tego języka swojego męża.

Jest mi po prostu po ludzku przykro, że przy swoim mężu nic nie znaczę. Jakbym była tylko ozdobą, jakąś rzeczą, którą wiecznie nosi przy sobie. Źle mi z tym.

#v9dDq

Gdy miałem jakieś 16 lat i zaczynałem dopiero poznawać przyjemności płynące ze zbliżeń damsko-męskich, byłem zbyt nieśmiały, aby kupować prezerwatywy. Słabo robiło mi się na samą myśl o tym, że wykładam gumki na taśmę w supermarkecie i tym samym skazuję się na osądzające spojrzenie pani kasjerki. Więc ja, głupi gołowąs, regularnie kradłem kondomy z pobliskiego centrum handlowego. Zakładałem na siebie bluzę o dwa numery na mnie za dużą (co w tamtym czasie, kiedy królowała „skejtowa” moda, nie było czymś niespotykanym) i szlajałem się między sklepowymi alejkami, czyhając moment, kiedy w zasięgu wzroku nie będzie żadnego człowieka. W odpowiednim momencie szybko łapałem kilka opakowań Durexów i chowałem pod ubranie.

Proceder ten trwał parę miesięcy, aż pewnego dnia zostałem złapany przez ochroniarza. Gość wziął mnie do pokoju z monitoringiem i kazał wyjąć moje łupy. Blady, dygocząc ze strachu, wyrzuciłem na stół trzy pudełka z gumkami. Facet pewnie się tego nie spodziewał, bo przez chwilę, nieco zakłopotany, patrzył na blat, drapiąc się po głowie. Ja w tym czasie, niemalże płacząc, tłumaczyłem, że mam dziewczynę, że pieniądze na gumki też posiadam i że tak bardzo stresują mnie tego typu zakupy, że chyba zapadłbym się pod ziemię, gdybym miał wyjąć ten produkt przy kasie.

Ochroniarz westchnął ciężko i powiedział: „Słuchaj, młody. Tym razem ci daruję i nie wezwę policji ani twoich rodziców. Ja tu pracuję we wtorki, czwartki i soboty. Zróbmy tak. Jak będziesz następnym potrzebował gumek, to odlicz kasę, zapukaj do tego pokoju, a ja pójdę do kasy i ci je kupię, rozumiesz?”.

Od tego czasu praktycznie co tydzień wpadałem do sklepu, a Marcin (tak się ochroniarz nazywał) kupował mi prezerwatywy. Okazał się naprawdę fajnym gościem. W sumie to dzięki niemu w końcu przełamałem nieśmiałość i przestałem go angażować w swoje „zakupy”.
Ta historia przypomniała mi się, bo wczoraj, idąc z synem na plac zabaw, spotkałem tam Marcina z jego dzieciakami.

#XB3IO

Uważam za niesprawiedliwe, że niektórzy rodzą się bardzo ładni, a inni bardzo brzydcy.
Ja zaliczam się do tego drugiego grona. Co bym nie zrobiła, będę wyglądać źle. Ile makijażu bym nie nałożyła, nic to nie da, bo mam brzydki kształt twarzy, z profilu jak półksiężyc, wystająca do przodu dolna szczęka i cofnięta górna. Jak się uśmiecham, widać mi dużą część dziąseł. Mam haczykowaty nos, małe, głęboko osadzone oczy i ich zewnętrzne kąciki są skierowane w dół. Do tego wory pod oczami, wystające kości policzkowe, bardzo wąskie usta, nad nimi wielka owłosiona brodawka, silnie zaznaczone bruzdy nosowo wargowe, szeroki, męski podbródek z bardzo mocno zaznaczonym przedziałkiem, odstające uszy, rzadkie włosy.

Nie mogę na siebie patrzeć w lustrze. Zazdroszczę kobietom, które wygrały loterię genetyczną i mają piękne, delikatne twarze, nie muszą za wiele robić, żeby dobrze wyglądać. Ja czuję się przy nich jak jakieś monstrum.
W szkole byłam wyśmiewana z powodu wyglądu, więc cieszę się, że mam już to za sobą. Pracuję zdalnie, bo nie chcę wychodzić do ludzi. Nie mam znajomych, nawet zakupy zamawiam online, żeby ograniczyć wyjścia.

Niektórzy pewnie napiszą, że nie ma brzydkich kobiet, są tylko zaniedbane. Ale to nieprawda. Dbam o siebie na tyle, na ile jestem w stanie. Próbowałam już wielu rodzajów makijażu, fryzur, ubioru, żeby wyglądać lepiej. Próbowałam nawet modelowania twarzy na taśmę, ale efekt był marny. Nosiłam peruki, żeby zakryć moje rzadkie kłaki. Kiedyś zaprosiłam do domu makijażystkę, która miała mi pomóc ogarnąć twarz. Ale nawet to nie przyniosło efektu i ostatecznie wyglądałam w tym makijażu jak drag queen, a nie jak kobieta.
Myślę nad operacją plastyczną, ale nawet nie wiem od czego zacząć, bo do zmiany jest wiele rzeczy. No i nie dam rady raczej ogarnąć tego finansowo w krótkim czasie, więc zanim wszystko poprawię zdążę się zestarzeć.

Dla sprawdzenia, czy mogę się w ogóle komuś podobać, weszłam na losowy wideo czat. Mężczyźni po zobaczeniu mnie szybko się rozłączali. Na co najmniej kilkuset facetów w ciągu kilku tygodni nie porozmawiał ze mną nawet jeden.

Proszę nie pisać mi "zrób to czy tamto, to będziesz wyglądała lepiej", bo ja już naprawdę próbowałam wielu rzeczy. Po prostu chciałabym wystosować taki apel. Jeśli widzicie brzydką osobę, to nie śmiejcie się z niej "ha, ha, ha, jaki ryj". Bo ta osoba na wiele cech swojego wyglądu nie ma wpływu. To czy urodzimy się brzydcy czy ładni zależy od tego, jakie geny dostaniemy, nie możemy sobie wybrać wyglądu jak w simsach. Nie każdego stać też na operacje czy inne cuda.
Ja wiem, że nigdy nie będę ładna. Tylko w mojej wyobraźni jestem piękna, ale gdy przejdę obok lustra, moja wyobraźnia przestaje działać, bo widzę moją brzydotę. Moi rodzice są ładni, więc naprawdę nie wiem po kim mam taką twarz.

#0dCJ5

Obecnie mamy w rodzinie dość przykrą sytuację. Dziadek, który mieszka sam w dużym mieszkaniu, który został samotny, bo zmarła mu córka (a moja ciocia) na nowotwór rozsiany, zachorował na alzheimera. Obecnie jeszcze nie jest to zaawansowany stan, ale jest coraz gorzej. W historii medycznej ma też depresję, cierpi na wiele lęków - a poza tym posiada ciężki, w rozumieniu ponad przeciętnie denerwujący charakter. Rodzice poświęcają mu wiele czasu, mama z uwagi na brak pracy pomaga mu w zakupach i ogólnych rzeczach od samego rana do wczesnego wieczora, a tata odwiedza go regularnie po pracy i wychodzi po położeniu dziadka spać. Nie jest to opieka stała czy nieprzerwana, jednak dziadek nie życzy sobie pomocy z zewnątrz, która wsparłaby rodziców. Ja bywam tam rzadko ze względu na uczelnię, pracę i opiekę nad psem oraz naszym domem - ze względu na sytuację to ja gotuję, sprzątam i ogólnie ogarniam nasze miejsce.

A teraz historia właściwa.

Z rady siostry dziadka, która mieszka na drugim końcu Polski i nienawidzi swojego brata za charakter, zainstalowaliśmy w jego mieszkaniu ukryte i małe kamery (dokładnie 4 sztuki), których jakość nagrań nie zachwyca, ale wystarczyła na udowodnienie, że dziadek ściemnia. Szykuje wszystkie scenki, jak chowanie przedmiotów w różne miejsca (np. rzeczy z lodówki do szafek, a leki wciska pod meble), specjalnie brudzi ubikację czy sypie rozkruszone papierosy na stół w kuchni, odwrotnie zakłada ubrania, przestawia zegarki, by kłócić się o godzinę, chowa pieniądze, by obwiniać kogoś o kradzież, wyłącza telefon, żeby wmówić komuś, że go zepsuł, i wiele, wiele innych.

Okłamał oraz omotał moich rodziców wokół palca, odgrywał swoje role przed ludźmi w sklepach czy przed lekarzami. Udawał, że jest coraz ciężej chory. Spowodował, że tata choruje nagle i poważnie na serce, a kłótnie w jego zgranym małżeństwem z mamą są codziennością.

Odwróciliśmy się od dziadka, a on w akcie rozpaczy, że nikt nie będzie jego naiwnym służącym, przestał udawać. Magiczne ozdrowienie.

#KfNPd

Jestem mężatką i od jakiegoś czasu czuję, że to małżeństwo nie jest dla mnie. Mój mąż jest wspaniałą osobą, która kocha mnie jak nikt. Udowodnił mi to wiele razy.
Dlaczego wyszłam za mąż? Wyszłam za tego wspaniałego człowieka, ale z tyłu głowy miałam też (no cóż, młoda byłam) tę przyjętą prawdę, że ''najgorzej jest być samym na starość'' albo ''im będziesz starsza, tym ciężej będzie ci kogoś znaleźć''.

Niedawno zaczęło do mnie dochodzić, że ja i mój mąż jesteśmy zupełnie różni.
Na początku mnie to fascynowało, że się tak różnimy, w końcu ''przeciwieństwa się przyciągają''. Teraz staje się to coraz bardziej męczące, a przyczyną tego jest... moja natura.

Jestem bardzo spontaniczną, otwartą i, można powiedzieć, przebojową osobą. Do tego nerwową! Momentalnie odnajduję wspólny język z ludźmi. I właśnie to daje mi taki impuls. Uwielbiam poznawać nowych ludzi, nieważne jakiej płci. Najczęściej się to działo, kiedy podróżowałam (byłam wtedy stanu wolnego). Zauważyłam, że ciężko mi kogoś do siebie dopuścić bliżej (cóż, dzieciństwo i lata młodości dały mi w kość), że lepiej jest mi rozmawiać z ludźmi, którzy są dla mnie prawie nieznajomi. Oprócz tego jestem bardzo spontaniczna, ale przy tym odpowiedzialna.
Mój mąż jest spokojny i trochę mniej spontaniczny. Do tego nie lubi, kiedy rozmawiam z innymi facetami. Kiedy nasz związek stawał się coraz bardziej poważny, przejrzał moich znajomych na portalu społecznościowym i wypytywał, co mi daje rozmowa z tym czy tym człowiekiem (płci męskiej oczywiście). Prosił mnie o zerwanie kontaktu z niektórymi osobami (również płci męskiej, chociaż dla mnie to nie jest problem rozmawiać z mężczyzną i być w związku w tym samym czasie).
Mimo wszystko mój mąż obudził we mnie uczucia, dopuściłam go bliżej do siebie... I teraz coraz bardziej się zastanawiam, czy to dla mnie.

Tęsknię za moim starym życiem, gdy na spontanie kogoś poznawałam, robiłam sobie wypady w różne miejsca... Lubię być sama. Nie mam dzieci i nie chcę mieć, bo czuję się najlepiej w swoim towarzystwie.
Kiedy jestem wolna, jestem o wiele bardziej produktywna.

Niestety, kiedyś uwierzyłam w te przyjęte ludowe wierzenia, że ''tylko miłość daje szczęście'' czy ''bycie samemu jest najgorsze''.
Mój mąż jest naprawdę wspaniały, ale z każdym dniem coraz bardziej mi go szkoda. Szkoda mi go, że marnuje się przy mnie. Nie chcę się nad sobą użalać, tylko stwierdzam fakt. Boję się go zostawić, bo się załamie. Mówiłam mu o tym, że myślę o rozstaniu, ale on mnie tylko wysłuchał i dalej nie ciągnął tematu.

Nienawidzę tych ''prawd objawionych'', w które uwierzyłam będąc nastolatką. Teraz widzę jak bardzo trują one życie i nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

#cvPel

Odkąd pamiętam, jestem osobą leworęczną. Jako dziecko pisałem, rysowałem i jadłem właśnie używając lewej ręki. Niestety nie podobało się to mojej głęboko wierzącej rodzinie. Według nich osoba leworęczna jest nieczysta, pochodząca od złego ducha, nawet szatana. Nie wiem skąd takie uprzedzenia w dzisiejszych czasach (nie działo się to dawno temu), ale słyszałem, że kiedyś, o dziwo, wielu ludzi żyjących w Polsce miało podobne uprzedzenia dotyczące takich osób jak ja. Jak tylko przyłapywano mnie na używaniu lewej ręki, byłem za to surowo karany. Było to między innymi bicie po palcach, klęczenie w rogu pokoju, straszenie, że diabeł po mnie przyjdzie, zabierze mnie i nie dostanę się do nieba. By oduczyć mnie leworęczności, zawiązywano mi lewą rękę za plecami podczas odrabiania lekcji i wykonywania prac niewymagających użycia obu dłoni. Mimo wielu takich procedur i kar niewiele się zmieniło, jeśli chodzi o moją dominującą rękę. Nie zostałem magicznie osobą praworęczną. Fakt, jestem w stanie robić wszystkie czynności również prawą ręką, ale nie jest ona i nigdy nie będzie tak sprawna jak moja lewa ręka. Praktycznie do wszystkiego używam swojej lewej dłoni, pomimo krzywd, jakie mnie spotkały. Na chwilę obecną nie mieszkam już ze swoją rodziną, jednak muszę się przyznać, że są takie chwile, że gdy sięgam po kubek herbaty, mimowolnie powstrzymuję swoją lewą dłoń i używam swojej prawej. Pomimo tego, że nikt nie patrzy i nikt mi na to nie zwróci uwagi.

#rF9VJ

Spędzam urlop nad morzem, gdzie razem z koleżankami chodzimy na plażę dla nudystów. Wczoraj dosłownie wpadłam tam na mojego byłego (ale znacznie bardziej niż ja odzianego) szefa, który pół roku temu zwolnił mnie ze swojej firmy. Sytuacja była dla mnie dość krępująca, bo przez te parę sekund wymiany grzeczności, gość obejrzał mnie sobie bardzo dokładnie ze wszystkich stron.
Dziś zadzwonił do mnie, aby zaproponować mi powrót do pracy...
Dodaj anonimowe wyznanie