#OS7gg
Ups... Pytanie nie zostało w mojej głowie, a poleciało gołębim tempem w autobusową przestrzeń.
Gołąb nie odpowiedział. Pewnie nie usłyszał. Za to rozbawione spojrzenia współpasażerów musiałam znosić jeszcze kilkanaście minut.
Chyba muszę odpocząć.
#ovqSQ
Wylądowałyśmy z mamą i młodszą siostrą w małym mieszkanku na końcu świata. Mała nie rozumiała, czemu zostawiliśmy nasz dom z pięknym sadem i kochanymi zwierzętami. Mama wyszła na prostą, wyleczyła się z ojca, ma narzeczonego, dobrą pracę, młoda niedługo kończy szkołę. Ojciec nie odzywał się od rozwodu. Do wczoraj, bo dowiedział się, że wychodzę za mąż. Chce się spotkać, pogadać, przeprosić. Cała moja rodzina i bliscy, nawet moja mama, uważa, że powinnam się z nim spotkać, rozliczyć się z tym, zamknąć rozdział. Wszyscy mnie namawiają, a ja czuję, że ziemia wali mi się pod stopami. Ojciec mnie molestował. Wyprowadzka z tego domu to była moja ostatnia szansa, jestem pewna, że gdybym była tam dłużej, to skończyłoby się to... wiadomo jak. Nikt nie wie. Ale rozmawiałam z nim przez telefon, powiedziałam mu wszystko, jak bardzo nas krzywdził i w jaki sposób. Nawet zasugerowałam, że krzywdził mnie w „ten” sposób (dla niego to były „wygłupy”), ale on uważa, że nie robił nic złego! W ogóle nie rozumie, czemu robię z „tego” problem. I był w prawdziwym szoku, kiedy nazwałam go alkoholikiem. I nie umiem określić, jak się z tym czuję. Mieszanka zabijającej bezsilności z nienawiścią... On zrujnował mi dzieciństwo, wpędził w kompleksy, nerwicę. A teraz mówi, że tamto to nic takiego. Kiedy zniknął z mojego życia, ja zaczęłam żyć normalnie, a teraz znowu chce w nim namieszać. Zawsze czułam się wobec niego bezsilna, on mógł wszystko, a ja nic. I kiedy dzwoni, mówi takim spokojnym głosem, śmiejącym się... ale w środku nadal siedzi bestia. Bestia, której nikt nie poznał.
#QGZvU
Powiedziała mi, że ta chwila wtedy trwała dla niej wieczność.
W końcu podszedł do niej wyżej wspomniany gestapowiec. Lekko kopnął babcię i wydał po niemiecku komendę, by wstała. Wstała. Dodał: „Idź do domu. Ale jak pobiegniesz, to też zginiesz”. I babcia poszła. Spokojnym krokiem, takim samym, jakim szła z koleżanką jeszcze parę chwil wcześniej.
#h7un5
Do rzeczy: baba opyliła psa jako rasowego do Niemiec – i tu zaczyna się piękna akcja. Ktoś chciał sobie sprowadzić świeże geny do hodowli, a dostał po prostu burka ze świstkiem o wartości srajtaśmy. A że chodziło o Niemca – poleciał piękny pozew. Rasowy jest tylko i wyłącznie pies, który (w Polsce) ma rodowód wystawiony przez związek kynologiczny albo polską księgę rodowodową – tylko i wyłącznie te dwie organizacje są zatwierdzone przez ogólnoświatową organizację (FCI), czyli mówiąc wprost, babka sprzedała kundla jako rasowego w cenie rasowego. Cały proces był krótki, a efekt przepiękny – babsko straciło kilkanaście tysięcy zł (zwrot wszelkich kosztów związanych z psem + wszelkie koszty dotyczące zakupu faktycznie rasowego psa + odszkodowanie za szkody moralne) i do tego gratis zawiasy za oszustwo.
Piękne xd Oby więcej pseudohodowców się tak przejechało^^
#yRPih
Wśród naszych wspólnych znajomych jestem skończony, bo przecież wszyscy trzymają stronę „biednej, niewinnej, skrzywdzonej kobiety”. Najlepsze jest to, że sama uwierzyła w to całe kłamstwo tylko dlatego, że nie wychodziłem do „normalnej pracy” jak „normalni ludzie” i nie mieściło jej się to w głowie. Nie mam pojęcia co robiła ze swoimi pieniędzmi, ale ponieważ lubiła życie na niemałym poziomie, to teraz trochę się zdziwi, jak przyjdzie jej zapłacić pierwsze rachunki.
#7I8TC
Na początku paniki covidowej, po rozśrodkowaniu wszystkich do home office, pojawił się poważny problem. Nasz oddział jako mały, więc mało ważny w strukturach, utracił prawie całą kadrę kierowniczą. Część ze względów zdrowotnych, część została oddelegowana do łatania dziur w innych oddziałach. Jakiś big boss zza oceanu rzucił kostką i tak trafiło na mnie. Zostałem mianowany pełniącym obowiązki szefa oddziału.
Nominację przyjąłem, ponieważ była intratna, a spotkania odbywały się w trybie online. Szybko podzieliłem zespoły na nowo i rozdzieliłem zadania, których postęp był omawiany raz w tygodniu. Na konferencjach bezwzględnie ucinałem głos męczydupom, dopuszczając jedynie merytoryczne wypowiedzi. Dzięki temu były one krótkie i konkretne. Wichrzyciele dostawali naganę. Trzecia nagana oznaczała zwolnienie z pracy. Zarazem nie interesowało mnie kto, gdzie i kiedy pracuje, jeśli tej pracy było widać wymierne efekty.
Zaowocowało to nadspodziewanie szybko. Efektywność wykonywania zadań wzrosła znacząco. Oddział oscylujący w okolicach zera zaczął przynosić zauważalne zyski.
Podwładni, początkowo nienawidzący mnie całym sercem, nieco zmienili zdanie, gdy doszło do wypłaty premii. Niektórzy nawet mocno, gdy okazało się, że przekazując pomysły na usprawnienia, nie przypisuję sobie ich autorstwa.
Wszystko co dobre kończy się jednak dość szybko. Przyszedł odgórny nakaz, aby wrócić do biur i poddać się staremu drylowi. Większość pracowników w ciągu krótkiego czasu wróciła w tryb korposzczurów, podgryzając się nawzajem.
To było dla mnie nie do pojęcia. Zasmakować wolności i zadowolenia z tego co się robi, a później oddać to bez słowa sprzeciwu?
Ludzie chyba chcą być niewolnikami i czuć but na karku. Ja odmówiłem tego trybu pracy. Zwolniłem się za porozumieniem stron i założywszy działalność gospodarczą, zaoferowałem swoje usługi jako wolny strzelec. Również konkurencji. Podobnie zrobiło kilku byłych współpracowników i pomagamy sobie nawzajem. Zarabiamy teraz 3-4 razy więcej niż poprzednio, spokojnie i bez intryg, bez niesnasek, bez wyścigu szczurów.
Introwertyzm może również pomóc w życiu.
#XSP2l
Wujek ze swojego problemu zwierzył się koledze z pracy. Kolega powiedział, że na strychu ma pewien bardzo mocny środek owadobójczy, nazwijmy go środkiem X. Środka X nie można było dostać w sklepie. Od kilkunastu lat był wycofany z produkcji ze względu na swoje szkodliwe działanie. Wujek opryskał całe mieszkanie, po czym otworzył okna na oścież i z całą rodziną wyjechał na kilka dni na wieś, czekając, aż środek wywietrzeje.
Gdy wrócił z wyjazdu, zastał w swoim mieszkaniu totalne pobojowisko. Środek X sprawił się doskonale. Całe mieszkanie było pełne martwych owadów. A na podłodze leżały dwa martwe gołębie.
#xgcS1
Byłam z nim w sklepie i inni klienci strasznie nabałaganili – pani kasjerka odeszła na chwilę od kasy, żeby po nich posprzątać i musieliśmy nieco poczekać. Ojciec chciał jej zrobić awanturę, ale go zatrzymałam, bo to był mój osiedlowy sklepik i nie chciałam sobie psuć relacji, pani kasjerka zresztą była całkowicie niewinna. Ojciec się na mnie obraził i od tego czasu nie mamy ze sobą zupełnie kontaktu.
Moja mama jest cudowną kobietą, kocham ją nad życie, ale czasem brakuje mi ojca... Nie raz, nie dwa chciałam się z nim pogodzić – pisałam, dzwoniłam, ale wszystko pozostaje bez odpowiedzi z jego strony.
Naprawdę tęsknię i mimo że minęło już kilka lat, nie jestem w stanie zrozumieć. Jest mi przykro.
#pEtAy
Kiedy zdecydowałam się na zaoczne studia, zrobiła mi awanturę, że nie przedyskutowałam z nią tego, tylko z Babcią (co z tego, że ona nawet nie wiedziała, co zdawałam na maturze). Przez rok nie była w stanie ani razu pojawić się na obiedzie, kiedy przyprowadzałam na życzenie Babci swojego chłopaka. Kiedy się zaręczyłam, zrobiła mi wielką awanturę, bo po pierwsze nie miała jeszcze okazji poznać mojego wybranka, a po drugie nie poinformowałam jej jako pierwszej. A kiedy okazało się, że ślub zorganizowałam w miesiąc i to za granicą, pół roku się do mnie nie odzywała (nic nowego zresztą), no bo jak to, żeby ona nie była na ślubie swojej kochanej pierworodnej. A dziś, kiedy mija prawie półtora roku po ślubie, ona nadal nie miała czasu do nas zajrzeć, mimo że zapraszałam ją parę razy.
Ludzie dookoła mówią, że powinnam spróbować się z nią jakoś dogadać, naprawić chociaż w pewnym stopniu nasze stosunki. Szczególnie Babci na tym zależy, w końcu chodzi o jej córkę. Ale ja nie potrafię. Matka jest dla mnie obcą osobą. Totalnie nie interesuje mnie co i z kim robi. Jest mi całkowicie obojętna. Mogę się z nią spotykać i rozmawiać, ale to czysto koleżeńska relacja, przynajmniej z mojej strony. I dobrze mi z tym. Nie czuję się gorsza, bo nie mam z nią normalnych relacji. W końcu nie byłam sama, miałam rodziców – Babcię i Dziadka.
A kiedy ktoś życzliwy powie mi, że „matkę to ma się tylko jedną i trzeba o nią dbać, bo to matka”, kiwam głową z uśmiechem i zastanawiam się, co ugotować na obiad, kiedy Babcia wpadnie z wizytą.