W dzieciństwie wmawiałam młodszemu bratu, że jest adoptowany, i jak nie będzie sprzątał naszego pokoju, to rodzice oddadzą go do domu dziecka. Działało za każdym razem. Potem się przeprowadziliśmy, każdy dostał swój pokój i się skończyło gadanie o adopcji, bo nie pozwalałam mu wchodzić do siebie.
Brat nawet tego nie pamiętał, powiedziałam mu, jak już byliśmy dorośli. Pośmialiśmy się, ale w ramach kary i pokuty i tak musiałam wysprzątać na błysk jego zawalony rupieciami garaż :)
Dodaj anonimowe wyznanie
A ja już myślałam, że naprawdę był adoptowany. Za dużo anonimowych
Też, a potem myślałem że potem w ramach kary okaże się że ona jest adoptowana
To było by zbyt schematyczne...
Dobrze że nie trzeba było terapii :)
Twój chociaż nie pamiętał tego.
Moja matka tak wmawiała siostrze za dzieciaka, a ta jak skończyła 30 lat nadal w to wierzyła.
Zrobiła epicką awanturę w domu o to, że jest adoptowana.
Nie rozumiem, gdyby była, to o co by miała robić awanturę?
Dziadkowie zachorowali i odmówiła pomocy mówiąc, że to nie jej rodzice 🙆🏻♀️
borze zielony, jeśli nie była źle traktowana przez rodziców to jest po prostu obrzydliwe. Gdyby mi adoptowane, dorosłe dziecko, nie kilku czy nastolatek ale dorosły, świadomy człowiek, powiedziało, że nie jestem jego matką... To faktycznie bym nią już nie była.
Ja mówiłam siostrze, że podmienili ją w szpitalu xD