#hMP2y
W maju moi dziadkowie postanowili się przeprowadzić z ogromnego domu z ogrodem do mieszkania w bloku, pozostałości po zmarłej w grudniu sąsiadce. Ja i moja rodzina dowiedzieliśmy się o tym właściwie w trakcie, gdy nagle zadzwonili do nas, że wynajęli to mieszkanie i od następnego dnia w nim zamieszkają. Na pytanie, dlaczego się przeprowadzają, nie mieli żadnego sensownego argumentu oprócz "na starość znudziło nam się mieszkanie w domu", który sprzedali.
Przez jakiś czas odwiedzaliśmy się 2-3 razy w tygodniu, na kawach, czasem obiadach, i kilkakrotnie w tym czasie mijaliśmy się na klatce schodowej. Ale to nie zapowiadało tego, co się nagle stało.
Na początku wakacji zaczęło im odwalać.
We wczesnych godzinach porannych (jakoś 6.00) dzwonili z jakąś gównianą sprawą, która mogłaby poczekać jeszcze te kilka godzin, ale ich zdaniem musieli ją przekazać już teraz. Dwie godziny później - telefon z zaproszeniem na "kawę i ciastko" za godzinę. To jeszcze można by było przeboleć, gdyby te telefony nie miały miejsca codziennie, a na ów kawkach nie siedziała ciotka z dziećmi (o nich napiszę osobne wyznanie, bo to co odwalają, czasem przechodzi ludzkie pojęcie). Później - co najmniej trzy telefony i jedne odwiedziny "bo tak jakoś nudzimy się i pomyśleliśmy, że was odwiedzimy/pogadamy z wami".
Parokrotnie było im sugerowane, że przesadzają, na co oni z oburzeniem odpowiadali, że "teraz musimy się często odwiedzać i gadać ze sobą, bo jak umrzemy, zostanie wam beczenie nad grobem", co więcej, dzień później telefony i odwiedziny zwiększyły się.
Gdy tylko nie odbierzemy któregoś telefonu albo nie zareagujemy na ich pukanie (bo np. nas nie ma) ci zaczynają pielgrzymki po sąsiadach. Nie pisałbym tego, gdyby im nie odwalało bardziej, niż z telefonami - zamiast kulturalnie spytać, ci drą ryje, grożą policją, bo twierdzą, że sąsiad kłamie... No masakra. (Może to źle, że jeszcze żaden sąsiad tego nie zrobił, tylko kończyło się na rozmowach z moimi rodzicami na ten temat).
Myślałem, że w roku szkolnym będzie lepiej. Pomyliłem się. Zawsze, gdy idę na przystanek (dojeżdżam do szkoły), ci albo akurat w tym momencie, "przypadkiem", muszą iść do sklepu, albo, o zgrozo - CZEKAJĄ NA MNIE NA PRZYSTANKU. Jeszcze robią mi wstyd w postaci przytulania i całowania z każdej strony, jakbym był kilka lat niewidzianym wnukiem (co zresztą czynią przy każdych odwiedzinach). Gdy wracam - albo również powitanie na przystanku, albo (w łagodniejszej wersji) na klatce schodowej.
Podobnie jest z moją siostrą, dojeżdżającą na studia. Również czekają na nią komitety powitalne i pożegnalne. Najgorzej było, gdy uczyła się na sesję - moi dziadkowie dzwonili co godzinę, a ona musiała zdawać co najmniej dziesięciominutową relację tego, co się nauczyła, z czego i jaki konkretnie temat.
Jakby tego było mało, kilka dni temu powiedzieli nam, przy oburzonej tym ciotce, że ich zdaniem za rzadko się widzimy.
Chyba będą nas nachodzić do czasu przeprowadzki...
Nie rozumiem niektórych komentarzy- owszem dziadkowie czują się samotni na starość i potrzebują większej ilości kontaktu oraz opieki, ale wszystko ma swoje granice. Sama przeprowadzka do mieszkania obok bez ŻADNEGO wcześniejszego powiadomienia to już jebutna czerwona lampa ostrzegawcza waląca po oczach.
Nachodzenie w domu po kilkanaście razy dziennie, nękanie sąsiadów, ciągłe dzwonienie, dobijanie się do mieszkania, "oblepianie" rodziny sobą... Takich rzeczy nie powinno się tolerować bez względu na wiek.
Najlepszym wyjściem będzie znalezienie dziadkom zajęcia- może jakieś kółka zainteresowań, jakieś hobby "domowe", a może np. seriale czy coś w tym stylu. Kiedy będą mieli coś, co lubią robić, a także coś, co zapewnia im kontakt z innymi ludźmi, to w dużej mierze powinni się odczepić.
Większość starszych ludzi strasznie się nudzi- i niestety, zamiast spróbować znaleźć sobie jakieś nowe zajęcie oraz znajomych, wolą po prostu zamęczać rodzinę swoją osobą, szantażując postawą w stylu: "Dla Babci nie masz czasu?", "Zaraz umrę, a Ty ze mną nie porozmawiasz?", "Zajmowałem się tobą jak byłeś mały, a teraz nie chcesz ze mną wypić herbaty.", "Stara jestem i potrzebuję pomocy.". No przykro mi to pisać, ale to jest po prostu w wielu przypadkach absolutne pójście na łatwiznę- po co próbować sobie coś ułożyć w życiu na nowo, skoro można wykorzystać bliskich, żeby zapewnili zajęcie i kontakty towarzyskie.
Owszem, dziadkom trzeba pomagać i spędzać z nimi czas, ale nie znaczy to, że mamy ich zabawiać niemalże 24 godziny na dobę, bo im się nudzi.
Mozna tez, tzn ja bym sprobowala dosc radykalnie: namowic sasiadow i samemu zadzwonic do wlasciciela mieszkania, ze sa upierdliwi i uporczywi i zeby nie przedluzac im umowy na nastepny rok. Wyprowadza sie dalej beda mniej nawiedzac.
Wtedy nie będą mieli gdzie mieszkać i zachce im się mieszkać z autorką
Zawsze mnie dziwiło, że można mieć jakąś satysfakcję z narzucania się komuś, wymuszania spotkań, rozmów. Jak tylko zauważę, że ktoś słucha mnie że znużeniem, odpisuję mi od niechcenia - od razu tracę ochotę na kontakt.
Może dziadkom się mózgi lasują na starość, może wizyta u neurologa?
Ludzie ! odp....... się od -ów, jak nie wiecie, kiego tego używać ! Ów mężczyzna, owa kobieta,, ów kawkach- w ogóle od czapy. A dziadków współczuję...
M. ów owa owo owi owe
D. owego owej owego owych owych
C. owemu owej owemu owym owym
B. owego ową owo owych owe
N. owym ową owym owymi owymi
Msc. owym owej owym owych owych
W. ów owa owo owi owe
I co czujesz się spełniona?
Ów = ten, owa = ta , owo = to - przynajmniej będzie wiadomo "co poeta miał na myśli", pisząc :" ów kawkach " :))
Miałam podobnie z babcią. Współczuję.
Minus za "ów kawkach". Bo tak.
dramat
Dziadkowie wołają o pomoc! Są samotni, nie mają zajęcia i czują się opuszczeni... Rozumiem, że nie macie tyle czasu czy ochoty na plotki i herbatki, ale powinniście im znaleźć zajęcie... Może psa kupić? Zastanówcie się cała rodzina jak możecie zorganizować dziadkom czas... Samotna starość to najgorsze co może się trafić...
Wiele bym dała by mieć twój problem...
to są starsi ludzie, pewnie czują się samotni i chcieli mieszkać bliżej rodziny. być może mają też różne dolegliwości i boją się mieszkać gdzieś dalej. no i koniec końców na starość zmiany miażdżycowe w tętnicach mózgowych też mogą powodować jakieś nieracjonalne zachowania. serio, każdy z nas był kiedyś gówniakiem uzależnionym od rodziców i (czy nam się to podoba czy nie) każdy z nas będzie kiedyś stary i w jakimś stopniu "inny" niż w naszych najlepszych latach, więc może trochę więcej wyrozumiałości bo takie kłopoty z dziadkami to żadne kłopoty.
Dziadkowie się zrobili toksyczni i to JEST problem. A pozwalanie im na włażenie z butami w życie ze względu na wiek nie jest rozwiązanie