#gtTRh
Wśród znajomych zrodziłem pewnego rodzaju zaufanie, gdy któryś z kumpli ma jakiś problem, życiowa zagwozdkę, udaje się z nią do mnie i ja mu w tedy pomagam znaleźć rozwiązanie. Postrzegają mnie jako swego rodzaju starszego brata, mężczyznę, który potrafi rozwiązać każdy mentalny problem.
Nigdy nie ukazałem słabości ani nadmiaru emocji w sytuacji, która tego nie wymaga. Mój image jak i opis tutaj zawarty wskazuje, że jestem twardzielem, niczym Chuck Norris czy inny Rambo. Po części tak jest, ale w gruncie rzeczy nie. Otóż najczęściej wolne i samotne wieczory spędzam na oglądaniu romansów czy melodramatów, sam nie wiem czemu to robię, ale robię. Wszelkiego typu filmy jak np. "Pamiętnik" czy "I że cię nie opuszczę" widziałem po kilka razy, moim ulubionym jest "Słodki listopad" - doprowadza mnie do "coś mi wpadło w oko" za każdym razem gdy go oglądam. Nie potrafię z tym skończyć, to coś w rodzaju uzależnienia. Na domiar złego, zawsze gdy ktoś w mój wieczór filmowy próbuje mnie gdzieś wyciągnąć, twierdzę, że oglądam coś naprawdę męskiego, zarezerwowanego wyłącznie dla twardzieli. Najczęstszą wymówką jest trylogia Ojca Chrzestnego, któremu zresztą poświęciłem całą powierzchnię pleców, dla jasności, nie dla poparcia wymówki, ten film jak i książkę rzecz jasna, również uwielbiam, ale z innych pobudek.
Jaki morał z tego płynie? Otóż taki, że faceci, nawet tacy, którzy wyglądają na największych twardzieli, też mają uczucia i też zdarza im się poświęcić nieco uwagi tej bardziej kobiecej części charakteru. :)
A po co tak z tym Ojcem Chrzestnym? Nie mozesz powiedziec co naprawdę chcesz ogladać?
Nie, bo wyjdzie na mejzę i pizdeczkę zalewającą się łzami. A on musi być łysy wielki gangsta i taki trochę liryczny wandal i JP na 70%.
No i dobrze. Taki twardziel na 100%, zawsze i wszędzie, albo udaje, albo jest zaburzony.
Nic dziwnego, też oglądam, 2m, łysy, 10 lat siłki a oglądam anime z gatunku wholesome romance