#gbgiL
Mam bardzo pokręconą relację z mamą. Bardzo ją kocham, ale cokolwiek nie zrobię, to jest to źle. Jestem zła, niewdzięczna. I cokolwiek osiągnę, to zawsze przynoszę zawód, bo przecież „mogło być lepiej”. Kiedyś próbowałam przygotować coś, aby miło spędzić czas, ale wciąż to nie wystarczało. Bo zawsze jest coś nie tak.
Mam wrażenie, że zawsze będę w jej oczach niewystarczająco dobra. Niewystarczająco mądra, niewystarczająco ładna.
I że już zawsze będę dla niej tą „gorszą”.
To nie jest głupi problem, moja kochana. To jest bardzo smutne i może wepchnąć cię w perfekcjonizm, niskie poczucie własnej wartości, desperackie poszukiwanie akceptacji u innych (i u partnera w przyszłości).
Powiedzialabym: porozmawiaj z nią, mów to ciągle: mamo, czuję, że nie jestem dla ciebie dość dobra ; mamo, nie czuję, że uważasz, że jestem wystarczająca; mamo, starałam się, a mam poczucie, że nie doceniasz; mamo, jest mi przykro; mamo, potrzebuję (zawsze komunikat: JA coś czuję, JA mam wrażenie, MI jest tak czy siak. Nie stwierdzenie, że u danej osoby są jakieś emocje, że ona ma jakąś opinie, bo jedyne co mamy to nasza opinia jaką ktoś może mieć opinię), ale wiem jak to prawdopodobnie nic nie da. Ja wyrastałam w poczuciu, że jestem nie dość dobra. Rozmawianie z matką nic nie dawało. Było jej tylko przykro. Kiedyś zrozumiałam, że jej generalnie świat wydaje się daleko nie dość dobry (w sensie: wszystko na świecie jest poniżej jej oczekiwań), nie tylko ja. I nie potrafi wyrażać emocji, chwalić, nie umie mówić, że kocha. Zrozumiałam kiedyś, że ona taka jest, że dla niej nie będę się starać, tylko dla siebie. Chciałabym żebyś Ty mogła nawiązać ze swoją mamą lepszą więź niż ja, ale jeśli to się nie uda, to pamiętaj, co ci napisałam.
Próbowałam, ale stwierdziła że jestem bezczelna i niewdzięczna
Autorko, też byłam zawsze niewystarczająca dla swoich rodziców. Za głupia, za mało zaradna, za brzydka, za gruba itp... Też się starałam na wszystkie sposoby i nic ich nie było w stanie zadowolić.
W końcu przestałam się starać dla nich i o nich zabiegać. I wiesz co?
Nagle, gdy zaczęłam się realizować dla siebie, robić to co chcę, być szczęśliwa dla siebie i na swoich warunkach, gdy w końcu przestało mi zależeć na ich uznaniu, to uznanie samo od nich wyszło, ale na szczęście nie było mi już potrzebne.
Naucz się żyć dla siebie. Najpierw walną focha, ale jak do tego dojrzeją, zaczną to doceniać. I nie będzie się już wokół tego kręciło Twoje życie
Masz duży problem. To jest toksyczna relacja. Czy jesteś od niej zależna? Jeśli nie to jedyne rozwiązanie to zerwać kontakt.
Jeśli jesteś zależna finansowo, to dużo gorzej. Radzę się nie dzielić swoim życiem i przeczekać ten etap życia, aż się wyprowadzisz.
Niestety jestem i będę jeszcze przez jakiś czas - przynajmniej do matury
To co opisujesz jest ważne i niełatwe do rozwiązania. Przytoczę Ci moje doświadzcenie: Mam 40 lat na karku i nadal się borykam z podobnym problemem.
Moja matka nieznosiła mnie od dnia moich narodzin (po co mnie rodziła do dziś nie wiem). Wdałam się 'urodą' w ojca, podczas gdy ona, kiedyś była piękną kobietą. Od samego początku raziło ją to, że nie jestem do niej podobna. Przez pierwsze lata nie rozumiałam, że jestem źle traktowana, że brak mi uwagi i miłości. Dopiero po urodzeniu mojego młodszego brata, który jest jej oczkiem w głowie, zrozumiałam moją sytuację - to doprowadziło do nasilających się konfliktów między mną a bratem, wynikiem czego, do dziś nie mamy ze sobą w ogóle kontaktu.
Kiedy byłam dzieckiem bardzo zabiegałam o jej uwagę, wracając ze szkoły kupowałam jej kwiaty za moje oszczędności, otwierałam jej drzwi, jak mogłam to nosiłam za nią zakupy, biegałam za nią po sklepach, robiłam wszystko co mi przyszło do głowy byleby tylko poczuć się kochaną i akcetpwaną. Miewałam też na tym tle próby zamobójcze już w okresie drugiej klasy podstawówki.
Strasznie mi to wszystko zryło beret i masę lat zajęło mi odnalezienie mnie samej, po drodze przeszłam, nerwicę i głęboką depresję. Przez lata siedziałam na kozetkach u psychiatrów i psychologów.
Oczywiście jestem perfekcjonistką - albo w czymś jestem wystarczająco dobra, albo dana sprawa dla mnie nie istnieje. Do dziś miewam sny w których płaczę i krzyczę jej w twarz, że jej nienawidzę za to co mi zrobiła. Podczas gdy w tym samym czasie w ciągu dnia miło rozmawiam z nią przez telefon.
Moja rada jest taka - wierz w to co czujesz, wsłuchuj się w siebie, dbaj o to czego naprawdę Ty pragniesz i potrzebujesz nie jesteś jej nic winna. Krytyka w dzieciństwie powoduje, że w późniejszym okresie życia, kiedy już nie ma przy nas osób, które nas krytykowały - one pozostają w naszej psychice w formie cienia-superego, wewnętrznego krytyka, który robi z naszego życia piekło.
Życzę Ci powodzenia, dbaj o SIEBIE!
Bądź cierpliwa. Brat się kiedyś ożeni i wtedy matka straci synka, wtedy sama do ciebie przyjdzie.
Po co starasz się zaimponować osobie która Cię nie szanuje? Nie ważne czy to Twoja matka czy ktoś obcy. Zacznij ja traktować tak samo. Mówić dokładnie to samo. Ze za mało zarabia, ze mogła bardziej się postarać kiedy była młodsza, ze jej zle decyzje ciagle podejmowane w życiu maja wpływ na cała rodzine itd. Otwarcie mów ze człowiek zasługuje na to co sam daje kiedy zarzuci Ci ze jesteś bezczelna czy niewdzięczna. Ciśnij. Jeszcze nie jedna osoba w życiu będzie chciała wejść Ci na głowę i nasrac.
@Iguannna
Faktycznie, może i by się przydało, ale to nie da żadnego pozytywnego efektu. Widać, że matka ma lekceważące nastawienie do autorki.
Nie wiadomo jaka jest zależność autorki od matki, może się narazić na wyrzucenie z domu, lub jeszcze gorsze traktowanie.
może matka chciała mieć syna, a tego nie przeskoczysz choćbyś dostała nobla. moja babcia całe życie mojejmatce tak zrujnowała, bo pierwsze dziecko poroniła - a to był synek.
jak wpiszesz w google Mamo to moje życie, to znajdziesz fajną książkę, może przyda Ci się:)
Odpuść i staraj się dla samej siebie. Niektórzy nie będą zadowoleni, choćbyś miała nobla i złoty medal olimpijski
"Bo rodziców to trzeba sobie wychować" jak będziesz się dla nich starać to będą to mieli gdzieś, jak nagle przestaniesz to będzie oburzenie, że zawsze to robiłaś, potem akceptacja i proszenie o to żebyś to zrobiła.
Znam ten problem. Mama nie akceptuje Cię taką jaka jesteś. U niej zawsze na miłość musisz sobie zasłużyć, a to nie tak ma być. Wyjedź jej z grubej rury. Mamo, czuję się przez Ciebie nieakceptowana, niekochana, odrzucona. Mam dość starania się o Twoją miłość. Mam dość wrażenia, że abyś mogła mnie kochać, muszę sobie na to zasłużyć. To boli.
Kropka. Jedną z rzeczy które najbardziej bolą to odrzucenie. Pokażesz tym mamie, że nie chcesz być przez nią tak traktowana i nie godzisz się na to. Odrzucisz ją. Nie dosłownie, ale tak się poczuje. Może to ją tknie. Mów tylko o sobie, o tym jak się czujesz. Uczucia są bezdyskusyjne. Nie atakuj jej. I postaw na swoim
To są moje uczucia i mam do nich prawo. Ty mamo sprawiasz, że tak się czuję. Nie płaszcz się przed nią, nie zabiegaj o jej względy, bo Cię to zniszczy. Trzeba podejść z innej strony. Nie jest to łatwe, ale prawdziwe i wartościowe. W jakim jesteś wieku? Masz chłopaka?
Powodzenia i odwagi.
Też inną sprawą jest to, jakie podłoże ma zachowanie Twojej mamy. Będzie to dla Ciebie niezrozumiałe i trudniej będzie Ci uzdrowić relacje z mamą, jeśli jest to niewiadome. Może jej rodzice traktowali ja podobnie? Może czuła się odrzucona przez innych ludzi. Nie wiem. Wiem tylko, że ludźmi rządzą pewne mechanizmy. I o ile powody są różne, o tyle mechanizmy są w większości podobne. To jest długa droga. Najlepiej by było, gdybyś na ten czas się od mamy odcięła, jeśli możesz. Zaczerpnąć tchu i energii w budującym środowisku.