#gHMNQ
Klasa maturalna. Byłam w mojej klasie czarną owcą, nikt mnie nie lubił. Nienawidziłam tych ludzi. Dokuczali mi, chciało mi się płakać przez tą szkołę. Do naszej szkoły dołączył nowy nauczyciel. Taki starszy pan. Ten nauczyciel martwił się o mnie, dużo ze sobą rozmawialiśmy na przerwach. Nie czułam się samotna. Kiedyś zaprosił mnie do siebie, żeby tak pogadać, pokazać mi jego książki. Mimo różnicy wieku lubiłam z nim rozmawiać. Rozmawiamy, a on nagle zaczął się do mnie przystawiać, odpychałam go, ale był nachalny. Nie chciał mnie puścić do domu. Rozbierał mnie. Mówiłam "nie", ale nie wyrywałam się, nie krzyczałam. Nie wiedziałam jak się zachować. Jak już leżałam i chciał we mnie wejść... to próbowałam ostatnimi siłami go odepchnąć nogami, wciąż w głowie mi brzmią jego słowa "nie odpychaj mnie", potem się poddałam.
Nie poszłam tego zgłosić, nikomu nie powiedziałam. Najlepsze jest to, że sama czułam się winna, moje myśli to: "...mogłam bardziej odmówić...", "...może go sprowokowałam...", "...mogłam nie iść na to spotkanie...", "...mogłam krzyczeć..." i tak w kółko. Ale to nie jest najgorsze. Doskonale wiedziałam, że ten człowiek to świnia, a mimo to ciągnęło mnie do niego. Nie zakochałam się, to była jakby taka sympatia. Czułam desperację, że w tej szkole mam tylko jego. Także do matury uczył mnie mój gwałciciel, z którym czasami gadałam i pisałam SMS-ki jakby nigdy nic.
Miałam czasem takie przebłyski, że czemu ja właściwie jestem dla niego miła, czemu gadam z nim, że on mnie skrzywdził, ale potem i tak to wracało uzależnienie od tego. W końcu sama się ogarnęłam, urwałam tą znajomość. Zdałam maturę, poszłam na studia (teraz już je skończyłam) i zaczęłam nowe życie. A ta okropna szkoła i wydarzenia są już tylko moim wspomnieniem. Do tej pory nikomu o tym nie mówiłam, bo boję się, że ktoś by mnie skrytykował, że to moja wina i sama nie jestem pewna czy to nie stało się przeze mnie. Sama poradziłam sobie z tą traumą. Studia może były taką moją terapią, bo poznałam tam ludzi, którzy są moimi przyjaciółmi do dziś, a mam już 26 lat. I w końcu nie czułam się samotna.
To nie Twoja wina. Byłaś łatwą ofiarą a to zainteresowanie mało na celu wzbudzenie sympatii i zaufania celem skrzywdzenia Cię. Dopiął swego i wykorzystywał Twoje przywiązanie i desperacką potrzebę posiadania (pozornie) przyjaznej duszy we wrogim otoczeniu aby nie ponieść konsekwencji swojego czynu. Współczuję Ci ale jednocześnie cieszę się, że mimo to wyszłaś na prostą.
nie jestes winna, winien jest gwalciciel
ja tylko zastanawiam sie, ilu osobom on juz/jeszcze to zrobil i ile z nich tego nie zglosilo... taki typ nie powinien uczyc
uczyć to mało powiedziane, nie powinien być na wolności
no i wlasnie nalezy to ZGLASZAC za kazdym razem
zeby nie ucierpial ktos inny
zebyy wiecej nie dopuscili go do oswiaty
zeby napietnowac dziada w srodowisku
O boże, jeśli to prawda to życzę ci, żeby los dał ci przynajmniej tyle samo farta co dał ci pecha.
Skoro dalej uważasz, ze to twoja wina to nie poradziłaś sobie z ta trauma. Mam szczera nadzieje, ze uda ci się z nią poradzić. Pamiętaj, ze to nie była twoja wina nawet w najmniejszym stopniu!
Syndrom sztokholmski. Coś takiego się zdarza. Dobrze ,że urwałaś kontakt. Jedynie szkoda ,że tego nie zgłosiłaś.
Zgłoś go. Może krzywdzić inne osoby.
Autorko, zgłoś dziada. Może krzywdzić inne dziewczyny. Strasznie ci współczuję.
Powiem ci że jak to czytałam to aż zamarłam mam dwa pytania pierwsze ile miałaś gdy ten Nauczyciel zaprosił cię do swojego domu i czy masz może informacje czy nadal on uczy w tej szkole ?
Czy to był nauczyciel fizyki?