Mam problem z wydawaniem pieniędzy. Mój mąż często słyszy żarty, że jest szczęściarzem, bo nie lubię zakupów. Tymczasem nie tylko siłą zaciąga mnie do sklepu, ale dodatkowo musi zapłakanej tłumaczyć, że przecież sama dobrze wiem i rozumiem, że nie mam już żadnych spodni. A potem stoję pociągając nosem i patrzę, jak płaci za te zakupy, czując, że robię coś złego.
Tak że tego... Jak zobaczycie zapłakaną dziewczynę w odzieżowym proszącą męża, żeby odłożyć na razie te ciuchy, to możecie się przywitać, oprócz tego jestem raczej normalna.
Dodaj anonimowe wyznanie
Pieniądze są po to, żeby je wydawać. Po to zarabiasz, żeby coś kupić albo odłożyć na późniejszy większy zakup. Jak ktoś płacze, bo wydaje pieniądze na ciuchy, to albo się zgrywa albo kilku klepek mu brak
tatacorki niekoniecznie, też myślę że pieniędze są po to żeby je wydawać, ale trzeba też znać różnice między kupię bo chce i potrzebuje, a kupie bo musze choć nie mam pieniędzy.
To ani brak klepek, ani inny zestaw przekonań. To brzmi bardziej jak jakaś trauma związana z pieniędzmi. Mogą tak mieć np. osoby z biednych domów, które nie są już wprawdzie biedne, ale bieda dalej siedzi w ich głowach. Trudno się tego pozbyć.
@Grzybiarka dziękuję serdecznie za opinie. Nie zgrywam się, z tego co wiem nie brak mi też żadnej klepki. Jak parę osób wspomniało w komentarzach, pochodzę z domu, w którym zawsze były długi. Dodatkowo jeden z rodziców ukrywal kolejne kredyty, więc boje się że pewnego dnia wyjdzie coś, co sprawi, że nie będę miała jak tego spłacić. Chociaż wiem, że mąż nigdy by mnie nie oszukał :)
W celu uzupełnienia - płacz jest dość skrajną sytuacją przy droższych rzeczach.
To co napisałam to jest wycinek naszego życia. Ja również wspieram mojego męża, to nie jest tak że jestem pierdołą, która nie potrafi nic zrobić, a mąż zajmuje się na w każdej dziedzinie jak małym dzieckiem. Mam swoje skrzywienie i staramy się wspólnie z tym walczyć :)
Jo ale ile można wydawać wiecznie, lepiej odłożyć a nie co miesiąc jakąś szmatke kupować.
Nie trzeba się zgrywać ani być nie do końca normalnym. Takie zachowanie to często wynik dzieciństwa. Ja sama miałam zawsze problem z wydawaniem pieniędzy, zawsze miałam wyrzuty sumienia, że coś sobie kupuję, a nie powinnam bo odkładałam swoje pieniądze. Z czasem to przepracowałam i przeszło ale początki były tragiczne. Wyobraź sobie, że dziecko/nastolatek ubolewa, że kupił coś sobie za odłożone pieniądze, te wyrzuty sumienia, stres nie pozwalały cieszyć się z żadnego zakupu.
kochana nadal goraco polecam terapie
tobie wewnetrznie zrobi sie lzej :)
Grzybiarka, zajmij się lepiej swoją hodowla pieczarek na stopach.
Zapłakanej? Serio? Masz problemy emocjonalne dziewczyno. Takie zaburzenia się leczy.
A co z lumpeksami? Tam często można trafić na świetne ciuchy za grosze. Druga sprawa - zastanawiałaś się kiedyś, dlaczego tak reagujesz? Może masz jakieś przykre doświadczenia z dzieciństwa? Myślę, że rozmowa z psychologiem mogłaby Ci jakoś pomóc :)
Dziękuję za przemiły komentarz :)
Myślałam, ale są takie zakupy, które niestety w lumpeksie nie są do wykonania i te są największym problemem. Jak np. spodnie, bo jestem bardzo wysoka i nawet w tańszych sieciówkach trudno znaleźć dobry rozmiar :)
Powód juz gdzieś wyżej zawarlam, niestety jako dziecko trochę za dużo słyszałam o pieniądzach i o jego braku, krzyków z tym związanych. Rodzice z długów w końcu wyszli fartem, mimo to czasami trudno mi się przełamać ;)
Serio? Wyjesz regularnie w miejscu publicznym bo coś sobie uroiłaś i nie uważasz, że to temat do leczenia?
@ Ależ ja nigdzie nie napisałam, że nie jest to temat do leczenia :)
Ja też tak mam (no nie płaczę w sklepie, ale idę na zakupy w ostateczności), tyle że u facetów to dość częste, u kobiet bardzo dziwne.
Stereotypy, wszędzie stereotypy....
tez mnie uczono oszczednosci i serce mnie boli jak ktos np. wywala siatki z lidla i do kosza kupuje w rolce, albo odkreca wode do mycia zebow itp. czy kupuje rzeczy, w ktorych potem nie chodzi itp.
kiedys po zbieraniu truskawek kazda rzecz przez jakis czas przeliczalam na ilosc zebranych kobialek
tez tak mam ze skarpetki az sie wytra, chociaz to nie problem kupic nowe ( zeby nie bylo nie ratuje uporczywie, jak sie cos rozwala to wywalam)
nie mam obsesji butowo-torebkowej, kiedys jak mialam szkolenie do wolontariatu, takie w lesie i w ogole, parsknelam jak kazali wziac 4 pary butow bo pani ale to ja tyle mam z kapciami i sandalami ;p teraz jedne zimowe z futerkiem, jedne do pracy, sandaly, trampy i jakies eleganckie
na buty, plaszcz, plecak z bolacym serduszkiem wydaje po 500+, ale wiem, ze starczy an lata a nie na 3 miesiace
Tak że, nie także ;]
Jeżeli czujesz, że jest to coś, co Ci w życiu przeszkadza, może warto się z tym zmierzyć, dojść do przyczyny, zrozumieć i pomału próbować rozwiązać problem (jeżeli nie samodzielnie, to przy pomocy specjalisty)?
Właśnie "także" a nie "tak że".
@Madhu obie wersje są poprawne w zależności od kontekstu. W tym powinno być "tak że".
Dokładnie.
O, dziękuję za poprawkę :)
Pracuję nad tym, dzięki :)
Madhu
„tak że” = „więc”
„także” = „również”
Hej, ja też z podobnych, mąż się śmieje, że wydaję minimum zamiast maximum.
Nie wiem, jakie przyczyny tego u Ciebie, ale było kiedyś wyznanie dziewczyny o takich zahamowaniach z powodu biedy, odszukałam, #00a2x (dwa zera na początku), poczytaj sobie, może Ci pomoże :)
Miło wiedzieć, że nie jestem jedyna, która z czymś takim walczy :)
Dziękuję bardzo! :)
Jak ja Cię rozumiem. U mnie w domu rodzinnym również był problem braku pieniędzy i też nie lubię ich wydawania. Zawsze staram się zaoszczędzić na cięższe czasy i już parę razy taka postawa mnie uratowała przed kłopotami.
Współczuję bardzo. Z jednej strony to takie mądre, bo w razie potrzeby są oszczędności, z drugiej czasem uprzykrza życie. Oby udalo nam się kiedyś to zbalansować :)
Nie prościej, jeśli dobierzesz sobie kilka modeli ubrań w jakiejś sieciówce, która ma zakupy też w trybie online, a mąż gdy będzie widział, że stare się niszczą/przecierają, będzie domawiał więcej bez Twojego udziału?
A ten mąż jest jakaś opiekunka, że ma dorosłej babie uzupełniać garderobę?
Już to robi. Jeśli nie zamierzają przestać całkiem, to ja proponuję opcję, która znacząco ODCIĄŻY męża.
Jasne, niech idą dalej w pielęgnację zaburzenia i tworzą lepsze warunki ku jego rozwojowi.
@Serwatka31 otóż mój mąż nie czuje się OBCIĄŻONY, wspieramy się i staramy radzić sobie ze swoimi naleciałościami. Ja z jego, on z moimi. Tak jak napisałam oprócz tej rzeczy jestem normalną osobą, nie wymagam opieki 24h, a na zakupy chodzę raz na pół roku.
Powinno się to przepracować z psychoterapeutą