Boję się wojny rosyjsko-ukraińskiej. Tego, że jest tak blisko, tego, że nic nie jestem w stanie zrobić. Czuję fizyczny ból, jak patrzę na znajomych z Ukrainy, bo nie mogę im pomóc.
Możesz zaciągnąć się do armii ukraińskiej na ochotnika.
jakosbedzie
Nie no, aż tak to nie boli...
bobylon89
Musi pamiętać, by wczesniej wysłać wniosek do odpowiedniego organu o pozwolenie do dołączenia do międzynarodowego legionu w Ukrainie.
Ejbsiei
Równie dobrze mogła to pisać nastoletnia dziewczyna a z tego co wiem armia nie przyjmuje każdego jak leci
Qehayoii
A moze autor jest kobietą? Wiem, ze sie zaciagaja i rozne hu* im tak doradzaja ale kobiety na wojnie to jest ewidentnie zly pomysl, zwlaszcza z ogolnym zdziczeniem hulajacym obecnie po swiecie. Wielu facetow nie potrzebuje wymowek zeby zachowywac sie jak zwierzeta w czasach pokoju, ale zolnieze w stanie permanentnego zagrozenia? Zwlaszcza z kims kogo moga o nie obwinic?
Nawet facet-polak zaciagajacy sie ma wielokrotnie wieksza sile jako argument polityczny (jesli zostaniesz zlapany/zabity w walce) wykorzystany do atakowania akcje humanitarnych czy faktycznej formy pomocy militarnej (bron, zaopatrzenie, ..., na praktycznie wszystko poza faktyczna inwazja) niz cokolwiek co moglbys osiagnac, nawet w najlepszym przypadku, jako gosciu ganiajacy gdziesz po krzakach z jakas strzelba i paroma nabojami. No i powiedzmi sobie szczerze poza oficjalnymi misjami wojskowymi, wsrod samodzielnych wojownikow w wiekszosci konfliktow raczej duzy odsetek stanowia zwykli bandyci...
Chcesz pomoc? PIENIADZE, to one wygrywaja wojny. Tyle w temacie.
radiant
Owszem może się zaciągnąć, Ukraińcy formują nawet legion cudzoziemski, ale to raczej dla wyszkolonych weteranów z innych krajów.
@Hvafaen
W wielu armiach kobiety służą w wojsku i to nawet w jednostkach liniowych. I po odpowiednim treningu wcale nie są gorszymi żołnierzami. Czasy, kiedy u żołnierza liczyła się tężyzna fizyczna to przeszłość.
@Qehayoii
Tak, do prowadzenia wojny potrzeba 3 rzeczy:
pieniędzy, pieniędzy i pieniędzy,
ale możliwości finansowe pojedynczego człowieka, to nic. Tu w gre chodzą gigantyczne z punktu widzenia zwykłego człowieka sumy. Głupia rakieta kierowana kosztuje ~~1 mln dolarów, czołg kilka-kilkanaście mln, samolot kilkadziesiąt mln. Do tego gigantyczne ilości zaopatrzenia - współczesny czołg pali kilkaset litrów paliwa na 100 km.
Większość ludzi (i Putin chyba też) nie zdaje sobie z tego sprawy, jak drogą imprezą jest wojna.
ohlala
Kobiety mogą być tak samo kompetentnym żołnierzami, jak faceci - znałam ich sporo. Ale problemem nie jest kompetencja kobiet, a zachowanie mężczyzn na wojnie i chyba o to chodziło Qehayoii. Gwałty na kobietach-żołnierzach (a także w ogóle na kobietach) podczas wojny nie są niczym rzadkim. Co więcej, gwałtów dopuszczają się nie tylko wrogowie, ale też żołnierze z tej samej armii. Badania przeprowadzone w USA, w 2011 roku wykazały, że kobiety w amerykańskim wojsku powinni bardziej obawiać się gwałtu i molestowania przez żołnierzy z tej samej jednostki wojskowej niż śmierci w walce, bo to zdarza się rzadziej. Idąc na wojnę godzisz się na to, że być może zginiesz, zostaniesz raniony, albo nawet schwytany, ale nie na to, że cię zgwałcą. A jednak jest to coś, czego muszą się obawiać (głównie) kobiety.
bazienka
oczywiscie, kobiety moga byc dobrymi zolnierzami jak faceci, ale jak myslicie, co sie stanie z kobieta wzieta do ruskiej niewoli?
ja stawiam na zbiorowe gwalty
kol27
Posypie się pewnie fala hejtu, ale trudno. Kobiety nie powinny być żołnierzami i koniec kropka/ Tężyzna fizyczna u żołnierza to żadna przeszłość tylko podstawa. Jestem żołnierzem i w trakcie swojej kariery miałem styczność z wieloma kobietami na służbie i za każdym razem to była porażka. Gdy zaczynałem często miałem różne zajęcia na poligonie. Od ćwiczeń z transportowania rannego kolegi do zwykłego przenoszenia skrzynki z amunicją, kobiety po prostu nie dawały rady. Nie mówiąc już o tym, że wiele z nich szybko odpadało bo nie radziły sobie psychicznie. W czasie pokoju może może się Wam wydawać, że kobieta w mundurze przecież jakoś sobie radzi - to przede wszystkim dlatego, bo dowódcy często odpuszczają kobietom i np. wspomniane wcześniej cholernie ciężkie skrzynki noszą mężczyźni. Nie wyobrażam sobie walczenia ramie w ramie z kobietą na froncie, bo wiem jak dużym obciążeniem jest dla reszty oddziału.
Panowie, nie dajcie sobie wmówić, że jak nie pójdziecie nadstawiać karku na wojnie, to jesteście jacyś gorsi, że musicie sobie czy komuś coś udowodnić! Jak zrzucą rakietę/bombę na jednostkę, to nie będzie miało znaczenia, czy było tam 100 czy 500 osób. Przy współczesnych technologiach przewaga liczebna nie ma już takiego znaczenia - liczy się hajs, technologie itd. Więc jeśli chcecie pomoc, to może po prostu pracujcie dalej w zawodzie, na którym się znacie, zarabiajcie pieniądze i wspierajcie armię poprzez zrzutki. Naprawdę, jesteście więcej warci, niż bycie mięsem armatnim!
Myśle, że większość z nas się boi. I to jest ogólnie trudny temat, bo z jednej strony chciałoby się pognać ruskich tam, skąd przyszli. Z drugiej trudno ot tak zaryzykować udział w konflikcie. Ja się boje, że USA wepchnie nas w te wojne. Patrząc co robili w Wietnami, jak poświęcili kilka tysięcy swoich żołnierzy w Pearl Harbor (wywiad wiedział o ataku, ale potrzebiwali pretekstu do udziału w wojnie), albo jak rozwalili pół bliskiego wschodu, to jakoś nie ufam amerykańcom. I nie chce ich w swoim kraju.
radiant
Jedynym ryzykiem jest ruska broń atomowa i wariat, który trzyma walizkę z przyciskami. Gdyby nie ww, to NATO w parę dni cofnęło by Rosję do średniowiecza, nawet się nie pocąc i to bez użycia broni atomowej.
bazienka
zeby te walizke aktywowac musialyby to nacisnac 3 rozne osoby
Po prostu powiedź tym znajomym, że jeśli możesz im jakoś pomóc, to by Ci dali znać. Rozmawiaj z nimi wprost, np że nie wiesz jak się zachować, czy chcą rozmawiać o tym co przechodzą, czy nie, że bardzo chciałabyś im pomóc, ale nie wiesz jak. Żeby wiedzieli że jakby co to mogą się do Ciebie zwrócić. Pamiętaj tylko by oferować taką pomoc, z którą dasz sobie sama psychicznie i fizycznie. By nie wykończyć siebie psychicznie i tez nie zawieśc tych znajomych jak cie o coś poproszą a ty odmówisz.
"Czuję fizyczny ból, jak patrzę na znajomych z Ukrainy, bo nie mogę im pomóc. " A może po prostu zapytaj czy i jak możesz pomóc? Jeżeli to uchodźcy to może po prostu pobyć z nimi, pogadać _na_neutralne_tematy_ , pograć w planszówki czy wspólnie gotować, jeżeli to możliwe czyli dać trochę zwyczajnego życia. Tylko: nie wypytywać o to co przeżyli oni albo ich rodziny. Jeśli będą chcieli o tym pogadać to sami się otworzą. jeżeli nie - nie nawiązywać do tego, dać im odetchnąć od myślenia o tym.
Swoja drogą - nie ma chyba niczego gorszego niż bezsilność...
Pomagaj tak, jak umiesz i możesz. Pomoc tu na miejscu jest bardzo ważna, można pomoc w kompletowaniu paczek dla uchodźców, można zaproponować swoją pomoc w ośrodkach sportu czy kultury, jako wolontariusz podczas zajęć dla dzieci czy dorosłych. To da ci poczucie sprawczości. Rob to, co możesz. To na co nie masz wpływu staraj się zaakceptować
Możesz zaciągnąć się do armii ukraińskiej na ochotnika.
Nie no, aż tak to nie boli...
Musi pamiętać, by wczesniej wysłać wniosek do odpowiedniego organu o pozwolenie do dołączenia do międzynarodowego legionu w Ukrainie.
Równie dobrze mogła to pisać nastoletnia dziewczyna a z tego co wiem armia nie przyjmuje każdego jak leci
A moze autor jest kobietą? Wiem, ze sie zaciagaja i rozne hu* im tak doradzaja ale kobiety na wojnie to jest ewidentnie zly pomysl, zwlaszcza z ogolnym zdziczeniem hulajacym obecnie po swiecie. Wielu facetow nie potrzebuje wymowek zeby zachowywac sie jak zwierzeta w czasach pokoju, ale zolnieze w stanie permanentnego zagrozenia? Zwlaszcza z kims kogo moga o nie obwinic?
Nawet facet-polak zaciagajacy sie ma wielokrotnie wieksza sile jako argument polityczny (jesli zostaniesz zlapany/zabity w walce) wykorzystany do atakowania akcje humanitarnych czy faktycznej formy pomocy militarnej (bron, zaopatrzenie, ..., na praktycznie wszystko poza faktyczna inwazja) niz cokolwiek co moglbys osiagnac, nawet w najlepszym przypadku, jako gosciu ganiajacy gdziesz po krzakach z jakas strzelba i paroma nabojami. No i powiedzmi sobie szczerze poza oficjalnymi misjami wojskowymi, wsrod samodzielnych wojownikow w wiekszosci konfliktow raczej duzy odsetek stanowia zwykli bandyci...
Chcesz pomoc? PIENIADZE, to one wygrywaja wojny. Tyle w temacie.
Owszem może się zaciągnąć, Ukraińcy formują nawet legion cudzoziemski, ale to raczej dla wyszkolonych weteranów z innych krajów.
@Hvafaen
W wielu armiach kobiety służą w wojsku i to nawet w jednostkach liniowych. I po odpowiednim treningu wcale nie są gorszymi żołnierzami. Czasy, kiedy u żołnierza liczyła się tężyzna fizyczna to przeszłość.
@Qehayoii
Tak, do prowadzenia wojny potrzeba 3 rzeczy:
pieniędzy, pieniędzy i pieniędzy,
ale możliwości finansowe pojedynczego człowieka, to nic. Tu w gre chodzą gigantyczne z punktu widzenia zwykłego człowieka sumy. Głupia rakieta kierowana kosztuje ~~1 mln dolarów, czołg kilka-kilkanaście mln, samolot kilkadziesiąt mln. Do tego gigantyczne ilości zaopatrzenia - współczesny czołg pali kilkaset litrów paliwa na 100 km.
Większość ludzi (i Putin chyba też) nie zdaje sobie z tego sprawy, jak drogą imprezą jest wojna.
Kobiety mogą być tak samo kompetentnym żołnierzami, jak faceci - znałam ich sporo. Ale problemem nie jest kompetencja kobiet, a zachowanie mężczyzn na wojnie i chyba o to chodziło Qehayoii. Gwałty na kobietach-żołnierzach (a także w ogóle na kobietach) podczas wojny nie są niczym rzadkim. Co więcej, gwałtów dopuszczają się nie tylko wrogowie, ale też żołnierze z tej samej armii. Badania przeprowadzone w USA, w 2011 roku wykazały, że kobiety w amerykańskim wojsku powinni bardziej obawiać się gwałtu i molestowania przez żołnierzy z tej samej jednostki wojskowej niż śmierci w walce, bo to zdarza się rzadziej. Idąc na wojnę godzisz się na to, że być może zginiesz, zostaniesz raniony, albo nawet schwytany, ale nie na to, że cię zgwałcą. A jednak jest to coś, czego muszą się obawiać (głównie) kobiety.
oczywiscie, kobiety moga byc dobrymi zolnierzami jak faceci, ale jak myslicie, co sie stanie z kobieta wzieta do ruskiej niewoli?
ja stawiam na zbiorowe gwalty
Posypie się pewnie fala hejtu, ale trudno. Kobiety nie powinny być żołnierzami i koniec kropka/ Tężyzna fizyczna u żołnierza to żadna przeszłość tylko podstawa. Jestem żołnierzem i w trakcie swojej kariery miałem styczność z wieloma kobietami na służbie i za każdym razem to była porażka. Gdy zaczynałem często miałem różne zajęcia na poligonie. Od ćwiczeń z transportowania rannego kolegi do zwykłego przenoszenia skrzynki z amunicją, kobiety po prostu nie dawały rady. Nie mówiąc już o tym, że wiele z nich szybko odpadało bo nie radziły sobie psychicznie. W czasie pokoju może może się Wam wydawać, że kobieta w mundurze przecież jakoś sobie radzi - to przede wszystkim dlatego, bo dowódcy często odpuszczają kobietom i np. wspomniane wcześniej cholernie ciężkie skrzynki noszą mężczyźni. Nie wyobrażam sobie walczenia ramie w ramie z kobietą na froncie, bo wiem jak dużym obciążeniem jest dla reszty oddziału.
Panowie, nie dajcie sobie wmówić, że jak nie pójdziecie nadstawiać karku na wojnie, to jesteście jacyś gorsi, że musicie sobie czy komuś coś udowodnić! Jak zrzucą rakietę/bombę na jednostkę, to nie będzie miało znaczenia, czy było tam 100 czy 500 osób. Przy współczesnych technologiach przewaga liczebna nie ma już takiego znaczenia - liczy się hajs, technologie itd. Więc jeśli chcecie pomoc, to może po prostu pracujcie dalej w zawodzie, na którym się znacie, zarabiajcie pieniądze i wspierajcie armię poprzez zrzutki. Naprawdę, jesteście więcej warci, niż bycie mięsem armatnim!
Myśle, że większość z nas się boi. I to jest ogólnie trudny temat, bo z jednej strony chciałoby się pognać ruskich tam, skąd przyszli. Z drugiej trudno ot tak zaryzykować udział w konflikcie. Ja się boje, że USA wepchnie nas w te wojne. Patrząc co robili w Wietnami, jak poświęcili kilka tysięcy swoich żołnierzy w Pearl Harbor (wywiad wiedział o ataku, ale potrzebiwali pretekstu do udziału w wojnie), albo jak rozwalili pół bliskiego wschodu, to jakoś nie ufam amerykańcom. I nie chce ich w swoim kraju.
Jedynym ryzykiem jest ruska broń atomowa i wariat, który trzyma walizkę z przyciskami. Gdyby nie ww, to NATO w parę dni cofnęło by Rosję do średniowiecza, nawet się nie pocąc i to bez użycia broni atomowej.
zeby te walizke aktywowac musialyby to nacisnac 3 rozne osoby
Po prostu powiedź tym znajomym, że jeśli możesz im jakoś pomóc, to by Ci dali znać. Rozmawiaj z nimi wprost, np że nie wiesz jak się zachować, czy chcą rozmawiać o tym co przechodzą, czy nie, że bardzo chciałabyś im pomóc, ale nie wiesz jak. Żeby wiedzieli że jakby co to mogą się do Ciebie zwrócić. Pamiętaj tylko by oferować taką pomoc, z którą dasz sobie sama psychicznie i fizycznie. By nie wykończyć siebie psychicznie i tez nie zawieśc tych znajomych jak cie o coś poproszą a ty odmówisz.
*chciał(a)byś/, sobie sam(a)
mozesz wplacic cos na ktoras ze zbiorek, podarowac jakies dobra, zaangazowac sie w pomoc uchodzcom w formie wolontariatu...
"Czuję fizyczny ból, jak patrzę na znajomych z Ukrainy, bo nie mogę im pomóc. " A może po prostu zapytaj czy i jak możesz pomóc? Jeżeli to uchodźcy to może po prostu pobyć z nimi, pogadać _na_neutralne_tematy_ , pograć w planszówki czy wspólnie gotować, jeżeli to możliwe czyli dać trochę zwyczajnego życia. Tylko: nie wypytywać o to co przeżyli oni albo ich rodziny. Jeśli będą chcieli o tym pogadać to sami się otworzą. jeżeli nie - nie nawiązywać do tego, dać im odetchnąć od myślenia o tym.
Swoja drogą - nie ma chyba niczego gorszego niż bezsilność...
Pomagaj tak, jak umiesz i możesz. Pomoc tu na miejscu jest bardzo ważna, można pomoc w kompletowaniu paczek dla uchodźców, można zaproponować swoją pomoc w ośrodkach sportu czy kultury, jako wolontariusz podczas zajęć dla dzieci czy dorosłych. To da ci poczucie sprawczości. Rob to, co możesz. To na co nie masz wpływu staraj się zaakceptować
Współczuję. Moja najlepsza przyjaciółka jest na Ukrainie. Wiem, co czujesz.