#fGmSN

Było to już kilka dobrych lat temu. Piątek. Miałem chyba wtedy 18 wiosen za sobą. Jak wiadomo, w tym wieku „chłopcy” lubią sobie trochę pofolgować z alkoholem, tak było i z nami. No w czterech słowach, to upiłem się jak szpadel. To był ten stan, gdy idziesz sobie spokojnie, ktoś puka cię od tyłu, odwracasz się, a tam chodnik, droga, jezdnia, pobocze czy inna nawierzchnia – niepotrzebne skreślić. Muszę w tym miejscu dodać, że mieszkam na wsi, a tego dnia uchlaliśmy się z kolegami w miasteczku oddalonym około 5 kilometrów, a ja musiałem wracać sam. I tak po zakończonej libacji powoli toczę się ku miejscu zamieszkania, za chwilę wschód i w tym romantycznym plenerze ujrzałem to – obraz, który zmienił moje życie. Na poboczu drogi powiatowej drogowcy przygotowali znaki informujące o objeździe – nawierzchnia miała być remontowana. Szybka kalkulacja i stwierdziłem, że im pomogę. Tak, kochani. Zamknąłem drogę, wystawiłem znaki na środek (taki duży na dwóch nogach również – sam nie wiem, jak w tym stanie to zrobiłem), przetarłem ostatnią chusteczką świecący się na żółto „objazd” i spokojnie wróciłem do domu.
Budzę się nieświadomy następnego dnia, godzina 12, akurat mama wróciła z wymienionego wcześniej miasteczka, i przemówiła do skacowanego mnie tymi słowami: „Tej, drogę do miasteczka zamknęli i będą remonty”. I wtedy mnie olśniło...
Do dzisiaj zastanawia mnie, jakim cudem droga była zamknięta przeze mnie chyba ze 4 czy 5 dni, nim zaczęto działać (tylko z jednej strony).

Zapytacie, dlaczego ta sytuacja zmieniła moje życie? Ano nie zostałem drogowcem, ale często zdarza mi się biegać w odblaskowej kamizelce po drogach. ;)
Nocturno Odpowiedz

Obstawiam autora z Wielkopolski :D

Dodaj anonimowe wyznanie